Jerzy Domański
Chińczyki trzymają się mocno
Takiej olimpiady jeszcze nie było. I trudno sobie wyobrazić w przyszłości organizatora, który zainwestuje równie gigantyczne środki co Chińczycy. Przed igrzyskami mieli jeden cel. Chcieli pokazać światu, że już mają papiery globalnego lidera. Że pogoń za światową czołówką gospodarczą przyniosła efekty, o jakich w ostatnim stuleciu nikomu się nawet nie śniło. Olimpiada pekińska obserwowana przez miliardy ludzi na całym świecie była bardzo czytelnym sygnałem. Nikt już nie może mieć wątpliwości, że Chiny są potęgą, z którą wszyscy
Setka zamiast Ziobry
PiS broniło immunitetu Zbigniewa Ziobry z taką zawziętością i desperacją jak żadna partia nikogo wcześniej. Dlaczego? Dla Jarosława Kaczyńskiego był to pewnie tylko pretekst do przetestowania nowych pomysłów na walkę z PO i na utrzymanie za wszelką cenę twardego elektoratu prawicowego. Nie sądzę, by na tę rozpaczliwą obronę Ziobry miało wpływ to, że sam Kaczyński przyczynił się do jego kłopotów, czytając wbrew prawu materiały prokuratorskie. Od dłuższego czasu Ziobro nie jest już ulubieńcem braci Kaczyńskich. A im więcej zbiera pochwał
Wołyń – zmowa milczenia
Pisanie o ludobójstwie na Wołyniu przypomina walenie głową w mur. W mur obojętności i niewiedzy, ale też, co o wiele gorsze, kłamstw i fałszowania historii. Jak jednak nie pisać, gdy 41% Polaków (wg CBOS) nic nie słyszało o tej zbrodni? A wśród młodych Polaków tylko nieliczni co nieco wiedzą. A może nie muszą wiedzieć? Może ważniejsze są dzisiejsze stosunki polsko-ukraińskie, oficjalnie zadekretowana przyjaźń, wspólna polityka energetyczna czy Euro 2012? A więc ciszej nad tamtymi strasznymi wydarzeniami. Tak sądzi prezydent Kaczyński, który nie pofatygował się na obchody 65.
Stonka w mediach publicznych
Jaka jest różnica między sławnym ostatnio białoruskim sędzią piłkarskim Siergiejem Szmolikiem, który prowadził mecz, mając 2,6 promila alkoholu we krwi, a PiS-owskimi dziennikarzami, którzy jak stonka obleźli media publiczne? Żadna. Jedno i drugie jest kuriozum nieznanym w cywilizowanym świecie. Dziś w Europie tylko Prawo i Sprawiedliwość oraz Białoruś mają identyczny stosunek do mediów publicznych. Mało tego! To Łukaszenka mógłby się od Jarosława Kaczyńskiego dowiedzieć, jak utrzymać pełną kontrolę nad mediami publicznymi po przegranych wyborach. A swoją
Politycy ze skansenu
Bez czerwonego wina bardzo trudno pojąć zmienność nastrojów prezydenta Kaczyńskiego. A jeszcze trudniej przychodzi dostrzec logikę w jego kolejnych decyzjach. Nie tak dawno obowiązywała przecież doktryna sukcesu. Prezydent pojechał na szczyt do Lizbony i zwyciężył. Ograł wszystkich i wynegocjował zapisy w traktacie najkorzystniejsze dla Polski. O nadzwyczajnych talentach dyplomatycznych prezydenta szczegółowo informowały propisowskie gazety. Tyle że z postawy Lecha Kaczyńskiego w Lizbonie nie była zadowolona znaczna część pisowskiego elektoratu, nie mówiąc o dużej grupie polityków PiS,
I strasznie, i śmiesznie
Nieszczęścia podobno chodzą parami, a w Polsce to nawet stadami. Wystarczyło na osiem miesięcy zostawić w spokoju zbudowaną przez Jarosława Kaczyńskiego wielobranżową strukturę władzy, by mogła się ona otrząsnąć z porażki wyborczej. Mamy więc powrót do niedawnej przeszłości. Widzimy, jak coraz szybciej i coraz bezczelniej wraca stare. Wraca do dobrze nam znanych obyczajów i metod działania. Po kilku miesiącach chodzenia z ogonem podkulonym ze strachu przed rozliczeniem z bezprawia i patologii, jakie rządy PiS, Samoobrony i LPR zafundowały Polakom, ekipa
IPN imienia Bolka
Czegóż to my kiedyś w Polsce nie mieliśmy? Chociażby w takim kinie! Kiedyś mieliśmy unikalną w świecie polską szkołę filmową. Wielkich reżyserów i wybitne filmy. Dziś mamy sfrustrowanych krytyków i widzów na amerykańskiej tandecie. Kiedyś mieliśmy wspaniałą drużynę piłkarską i genialnych piłkarzy, których nazwiska znano nawet w buszu. A teraz po klęsce austriackiej do kraju wróciło dwóch piłkarzy z całej ekipy. Tylko tylu nie bało się wylądować na Okęciu. Nazwiska naszych orłów zapamiętają głównie satyrycy. No i księgowy PZPN. Kiedyś mieliśmy
Leo, why?
Piłka zepchnęła na drugi plan wszystko. I trudno się dziwić, bo pierwszemu awansowi Polaków do finałów mistrzostw Europy towarzyszyły tak buńczuczne zapowiedzi, że apetyty kibiców rosły i rosły. Jechaliśmy do Austrii silni, zwarci i gotowi wygrywać z każdym. Głosy rozsądku tonęły w powodzi flag na balkonach i samochodach. By było zabawniej, springerowskie gazetki w Polsce ogłosiły wojnę z Niemcami, a w Niemczech z Polakami. To się nazywa mieć łeb do interesów, a publiczność traktować jak skończonych matołów. Skończyło się zresztą jak zwykle.
Szczelina albo rów?
Na sytuację lewicy, tej zorganizowanej i mającej jakieś struktury, patrzę sceptycznie. Po Kongresie SLD tego sceptycyzmu mi sporo przybyło. Wyniszczająca, prawie dwuletnia walka o faktyczne przywództwo nad partią doprowadziła do paraliżu decyzyjnego i programowego. Delegaci, wiedząc o tej dwuwładzy, zawyrokowali malutką większością, kto jest bardziej winien słabości Sojuszu, małej wiarygodności i niskiego poparcia społecznego. Wybrali Grzegorza Napieralskiego, który obiecał wszystkim rychłą odmianę złej passy. Kandydatury na wiceprzewodniczących (zwłaszcza tych niewybranych) pokazują, kto miał osobiste
A dobrze wam, pismacy?
Prawie w tym samym czasie odbyły się zjazdy sprawozdawczo-wyborcze dwóch największych stowarzyszeń dziennikarskich. Piszę o tym także dlatego, że Stowarzyszenie Dziennikarzy RP powierzyło mi funkcję prezesa na kolejną, trzecią już kadencję. Podobnie zresztą jest w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, gdzie również po raz trzeci wybrano Krystynę Mokrosińską. Prezesi, jak widać, trzymają się mocno. Znacznie gorzej jest niestety z kondycją stowarzyszeń. Podziały historyczne, sięgające jeszcze okresu stanu wojennego, i silne wzajemne urazy






