Jerzy Domański
Chwilo trwaj!
Za nami długie świętowanie i oby tylko teraz nie było jak w dowcipie: z długich świąt pamiętam tylko długi. O świętach nie da nam też zapomnieć Poczta Polska, która ma jeszcze u siebie wiele listów i paczek z prezentami. Trafią do adresatów już w Nowym Roku. To taka nowa polska tradycja. Nieważne, jak wcześnie wyślesz list, bo i tak dotrze po czasie. Kalendarz sprzyjał rodzinnym i towarzyskim kontaktom i kto nie kiep, tej szansy nie zmarnował. W kraju było wyraźnie spokojniej. Ubyło awantur, frustracji i hipokryzji. Przybyło
Rok niespodzianek
Kończy się rok, który przyniósł Polakom parę bardzo przyjemnych prezentów. Przede wszystkim dość niespodziewaną zmianę władzy. Nawet ci, co byli w opozycji, uważali, że przed nami jeszcze wiele lat potyczek z obozem braci Kaczyńskich. Potyczki czy nawet bitwy z nimi wpisane są ciągle w kalendarz polityczny. Ale władzę póki co stracili. Piszę w trybie warunkowym, bo jeśli obecna koalicja rozminie się z oczekiwaniami wyborców, to zapłaci taką samą cenę jak PiS, Samoobrona i LPR. Ale przed świętami zostawmy te strachy.
Satrapa i trzech reformatorów
Partia Kaczyńskiego nie daje o sobie zapomnieć. PiS, niezależnie od tego, czy rządzi, czy jest w opozycji, ma identyczną metodę działania. Totalna konfrontacja. Agresywny atak non stop na wszystkich i wszystko, co staje na drodze do państwa rządzonego wszechmocnie, nawet nie przez Prawo i Sprawiedliwość, ale najwyższe, nigdy nieomylne kierownictwo. I to kierownictwo jedno-, góra dwuosobowe. Przez ostatnie tygodnie PiS-owskie media zafundowały nam szmirowate widowisko o dobrych i szlachetnych wiceprezesach PiS, którzy zbuntowali się przeciwko strasznemu despocie Kaczyńskiemu. Trzej świeżej daty
Straszna nieznana karta
Nagle, dla większości społeczeństwa całkiem niespodziewanie, zaczęła się gorąca polityczna debata wokół Karty Praw Podstawowych. O karcie zaczęli się wypowiadać w sposób całkowicie odmienny najważniejsi gracze polityczni. Temperaturę emocji mocno podniosło też twarde weto polskich biskupów. O co więc chodzi w tym sporze? Kartę mało kto w Polsce czytał i niewielu zna genezę jej powstania. Co zupełnie nie przeszkadza politykom związanym z byłym rządem Kaczyńskiego i PiS krytykować ją i straszyć społeczeństwo konsekwencjami, jakie
Media publiczne do raportu
Jest spokojniej i normalniej. Ale to tylko pozory. Na zapleczu toczy się bezpardonowa przepychanka o uratowanie jak największej części z PiS-owskiego desantu. Lobbują za tym szczególnie gorliwie PiS-owskie media. Już bez kamuflażu, za to coraz agresywniej i bezczelniej. Okazuje się, że wśród beznadziejnie marnych mianowańców pogonionej władzy jest cała masa wybitnych menedżerów i fachowców, których trzeba zostawić. Nawet tak zacietrzewiony PiS-owiec jak Mariusz Kamiński, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, okazuje się dla niedowidzącego komentatora „Rzeczpospolitej” modelowym bezpartyjnym
Po owocach ich poznamy!
To, co przyjemne, rząd Donalda Tuska ma już za sobą. Paradoks? Nie! To po prostu realna ocena położenia, z którego rząd PO-PSL startuje. Po wygranych wyborach sam Tusk i Platforma Obywatelska mają wielki handicap w postaci ogromnego kredytu zaufania i równie wielkiej nadziei na przywrócenie w życiu politycznym normalności i standardów demokratycznych. Tyle że, jak to w Polsce bywa, gdy jedni się cieszą i klaszczą nowemu rządowi, drudzy wręcz odwrotnie. Ci drudzy to nie byle kto. PiS ma za sobą poparcie pięciu
Niby-informacje niby-dziennikarzy
Kiedy czytam w tak osobliwych gazetach jak choćby Springerowski „Dziennik” doniesienia o nieuchronnym rozpadzie LiD, to zastanawiam się, czego jest tu więcej. Ignorancji czy bezczelności? Wychodzi na to, że i jednego, i drugiego. Takie odnoszę wrażenie z lektury kolejnych tekstów „Dziennika”. Precyzyjniejsze byłoby zresztą inne słowo. Nie tekst, ale „niby-informacja” o kimś z listy wrogów PiS. Czytam takie coś i widzę siedzącego przy komputerze ignoranta o wyjątkowo złej woli. Ignoranta, który z hucpiarskim zadęciem wali cepem. I tak mu ten cep jakoś
Oddawanie władzy á la PiS
Srogie rozczarowanie spotyka tych, którzy pogonili PiS, bo gremialnie zagłosowali na PO. Wyborcy mieli prawo liczyć na to, że ich werdykt, podobnie jak to się dzieje w krajach demokratycznych, będzie uznany również przez partię odsuniętą od władzy. Tak to bowiem jest w demokracjach, że przegrany cichnie i przesiada się na ławy opozycji. Wyborcy, którzy pokazali PiS czerwoną kartkę, mogli się spodziewać, że politycy tej partii zrobią jakiś rachunek sumienia i od siebie zaczną analizę przyczyn własnej klęski. A że jest się nad czym
Sprzątanie po PiS
Wybory pokazały przede wszystkim, jak bardzo Polacy są podzieleni. Tydzień temu napisaliśmy na okładce „Po wyborach… przed wyborami. Wojna dopiero się zaczyna”. Tak to widzę. Niestety. Sprzątanie po PiS odbywać się będzie przy nieustających atakach partii, która przegrała, ale która ma ciągle silne poparcie społeczne. Szacuje się, że aż kilkadziesiąt tysięcy ludzi trafiło na rozmaite stanowiska i funkcje dzięki protekcji PiS. Zwolnieniu każdego, nawet najgłupszego i nieuczciwego miglanca, towarzyszyć będzie wielki opór. I fala demagogicznych lamentów i kłamstw.
Wyjść z impasu, tylko jak
Mieli rządzić co najmniej dwie kadencje, czyli osiem lat. Z trudem przetrwali dwa lata. Szli po władzę, rozbudzając wielkie nadzieje. Wygrali wybory, choć poparcie 11% uprawnionych do głosowania nie dawało mocnego mandatu do kształtowania całego państwa według własnego, partyjnego wzorca. I do potraktowania reszty społeczeństwa i wszystkich partii politycznych w taki sposób, jak traktuje się wrogów w podbitym kraju. Wrogów, których trzeba poniżyć i zdominować. Brak umiejętności, ale przede wszystkim chęci współpracy z większością własnego






