Tomasz Jastrun
Taśmy pamięci
Zmarła Irena Szewińska, z domu Kirszenstein. Na taśmie mojej pamięci zapisane są jej liczne biegi z puentą finiszu. Ale czytam też w pewnym piśmie: „Irena Kirszenstein (Kirchenstein) to żydówka, urodzona w ZSRR, w Leningradzie w roku 1947. Rodzice należeli do rasowo uprzywilejowanej klasy żydostwa, które cieszyło się wszelkimi przywilejami w PRL-owskiej żydokomunie. Dlatego mogli podróżować swobodnie, osiedlać się tam, gdzie chcieli, i nie mieli kłopotu z wyczekiwaniem na mieszkanie”. Jak to możliwe, że rasistowskie pismo dostępne jest wszędzie –
Balon
Krzysztof Kasprzyk jest autorem stoczniowych wierszy z sierpnia ‘80, z których powstały słynne piosenki „Piosenka dla córki” i „Postulat 22”. Mieszka od dawna w Toronto, nauczyciel i podróżnik. Teraz właśnie podróżuje po Patagonii. Pisze mi w liście: „Dostałem dziś mail z Toronto, od osoby, która mieszka w moim mieszkaniu, że zadzwonił facet z kancelarii prezydenta Rzeczypospolitej z prośbą, bym dał zgodę na wydrukowanie mego strajkowego wiersza z sierpnia ‘80 »Postulat 22« w przygotowywanej przez nich książce »Antologia Niepodległości«. Ponoć w tej sprawie wysłał do mnie
Wojna światowa
Wracam jeszcze do manifestacyjnego nieobchodzenia przez PiS rocznicy 4 czerwca, bo to jednak niebywałe. Należałem do tych, którzy wtedy, w 1989 r., uważali, że kompromis powyborczy jest wielkim błędem. I jest niemoralny. Nie miałem racji. Może nawet byłem głupi. I szybko to dostrzegłem. Rozumiem więc, że tak można było myśleć wtedy, nie rozumiem natomiast, jak można tak myśleć teraz. Oczywiście jest w tym jakaś prawicowa logika. Władzę przejęły wtedy opozycyjne elity liberalne, a prawicowe zostały na boku (te prawicowe były bardzo
Mój węgierski agent
Jestem w Poznaniu, zawsze lubiłem to miasto. Teraz, po latach, widzę, jak wypiękniało. Na polonistyce biorę udział w seminarium o lęku. Niepokojące, że stałem się specjalistą w tej dziedzinie. Potem ze znajomą idziemy na wino. Iza obok Violi z Jerozolimy, o której pisałem tydzień temu, to druga najbardziej kolorowa osoba, jaką znam. Gdybym nagrał, co mówi, miałbym gotową powieść. Przybywa jej mąż chirurg i opowiada, że w szpitalach kierownicze stanowiska też przejmują ludzie PiS. Oni są jak rak z przerzutami. Część dnia
Kraj jak na dłoni
Noc, nie mogę spać, zastanawiam się, jak wziąć na dłoń ten mały kraj, ale nawet mały kraj nie mieści się w dłoni. Nazajutrz odnajduję plac, gdzie był pchli targ. Oglądałem wtedy starą secesyjną lampkę. Wahałem się, czy jej nie kupić. Nie kupiłem. I do dzisiaj żałuję. To było kilkanaście lat temu. Wtedy tylko przejeżdżaliśmy przez Luksemburg. Tak mało pamiętam, prawie nic, ale zarys placu i lampkę tak. Ją najlepiej. Pamięć czasami przedstawia rzeczy jak na rysunkach dzieci, nagle
Pan Herbert
Samochodem do Płocka. Jestem w tym mieście chyba po raz pierwszy, chyba, bo już sporo żyję, wiele po Polsce jeździłem, a pamięć mam słabą. Poza tym Polska zmieniła się, czasami nie do poznania. Spotkanie w miejskiej Książnicy, duża sala pełna, jest kilka klas z miejscowego liceum. Mam wykład o Herbercie. Byle nie nudzić, byle nie nudzić, myślę. I chyba nie nudziłem, bo czułem cały czas ich uwagę. W moją prelekcję wtopione były dwa fragmenty filmu o Herbercie. Ze wzruszeniem
Moja klasa
Obiad na wejherowskim rynku, ładnie. Gołębie zalecają się do gołębic, zabiegają im drogę, nadymają się, tańczą, pogruchują, bardzo po ludzku. Tak bardzo, aż robi się dziwnie na duszy. Żadnych wątpliwości, to jednak nasi bliscy krewni. Potem spotkanie w sali miejscowej filharmonii – tak, Wejherowo ma filharmonię. Sporo ludzi, wiele kobiet, mało młodych. Występowałem z posłanką PO, więc dużo polityki, co jednak zamula umysł. Spotkanie organizował miejscowy KOD, potem był mój mały wieczór autorski. Pan
Troska i kłamstwo
Coraz wyraźniej widać, że prezes jest wybitny. Ale tylko w destrukcji. Jakiś czas temu podejrzewano go, że ma jakąś wizję, teraz widać, że jego wizja to pełne przejęcie władzy i karmienie narodu patriotyczną papką. To patriotyczne gaworzenie sączy się już ze wszystkich mediów publicznych – natrętne, śmiertelnie nudne, prymitywne. Jak się włączy przypadkiem jakąś publiczną stację, to po kilku zdaniach, po kilku obrazach, poznaje się że rządowa. Wiele o Kaczyńskim mówi marność ludzi, którzy go otaczają. Moim ulubieńcem
Dwie pochodnie
Dwa dni w Krakowie, który jest tłoczny i mówi wszystkimi językami świata. Potem dłużej w Białce Tatrzańskiej, chwilę w Zakopanem. Krupówkami płynie gęsta rzeka ludzi. Odnajduję dziesiątki miejsc, gdzie pulsuje moja pamięć, od dzieciństwa do przedwczoraj. Przedwczoraj to 20 lat temu, gdy byłem tu ostatnio. Wszystko teraz kapie dostatkiem, woła: kup mnie, zjedz mnie. W centralnym miejscu spacerniaka kończy się budowa dwóch obiektów, czarnych, błyszczących „trumien”. Nie w skali ulicy, nie w stylu zakopiańskiej architektury.
Buciczki
Przed laty ktoś mi przesłał mejlem wiersz „Buciczki”, o butach dziecka. Nadawca nie znał autora, pytał, czy nie jest nim mój ojciec, Mieczysław Jastrun. Bardzo chciałem, aby to był jego utwór, bo piękny, szukałem tego wiersza wszędzie, też w utworach zebranych ojca, ale nie znalazłem. Wiersz leżał mi na sercu, wygięty w znak zapytania, i był zagadką. Straciłem już nadzieję, że ustalę autora, gdy kilka dni temu dostałem list od szkolnego wydawnictwa, że chcieliby wiersz Mieczysława Jastruna „Buciczki” wydrukować. Krzyknąłem:






