Balon

Balon

Krzysztof Kasprzyk jest autorem stoczniowych wierszy z sierpnia ‘80, z których powstały słynne piosenki „Piosenka dla córki” i „Postulat 22”. Mieszka od dawna w Toronto, nauczyciel i podróżnik. Teraz właśnie podróżuje po Patagonii. Pisze mi w liście: „Dostałem dziś mail z Toronto, od osoby, która mieszka w moim mieszkaniu, że zadzwonił facet z kancelarii prezydenta Rzeczypospolitej z prośbą, bym dał zgodę na wydrukowanie mego strajkowego wiersza z sierpnia ‘80 »Postulat 22« w przygotowywanej przez nich książce »Antologia Niepodległości«. Ponoć w tej sprawie wysłał do mnie także list jakiś ich dyrektor z departamentu kultury. Prosili o powiadomienie mnie i mają dzwonić ponownie. Tak próbują kupować ludzi, nęcąc ich świecidełkami. Wyobrażasz sobie, jaki zaszczyt – ja w »Antologii Niepodległości«, zapewne w doborowym towarzystwie Rymkiewiczów, Wolskich i Wenclów. Przekazałem z Argentyny moje krótkie i oziębłe NIE. Ma im to przekazać, a jak nie uwierzą, niech się ze mną skontaktują mailowo i dostaną to na piśmie”.

Cały Krzyś, szlachetny i zadziorny. Ileż takich gestów codziennie robią ludzie, ale są one rozproszone, więc ich nie widzimy. To są odruchy moralne. Wielu ludzi toczy swoją wojnę z polityczną zmorą, co nas gnębi, i nie popisuje się swoją determinacją. Czy mnie byłoby stać na taki gest gwałcący własną próżność?

Spotykam się z synem kuzynki z Katowic. Prawnik w wieku mojego pierwszego syna. Przerażony tym, co się dzieje w sądownictwie. Zna kilku sędziów z obsadzanych teraz przez PiS na stanowiskach prezesów. Studiował z nimi. Wie, że dwóch to dobrzy sędziowie i uczciwi ludzie. Zastanawia się, na jakie kompromisy będą musieli iść, jakie będą na nich naciski. Mówi: „Dorastałem i wychowywałem się już w wolnej Polsce. Nie mieści mi się w głowie, jak szybko i jak łatwo można zniszczyć demokrację, że ona taka krucha”.

Znany dziennikarz prawicowy u mnie, wywiad nie o polityce, ale o ojcostwie, do „Dziennika Gazety Prawnej”. Nareszcie o czymś ważnym. Mówię, że z moimi maluchami i z dorosłym synem w wieku mojej żony czuję się jak oszust metafizyczny. Już po wywiadzie podpytuję go o polityków prawicy. Rozmawiał ze wszystkimi znanymi. Czy mają jakieś własne poglądy? Odpowiada: „Nawet jak mają własne poglądy, to się z nimi nie zgadzają”. Podobnie jak Dorn uważa, że PiS rządzi głównie chaosem. A niektóre decyzje, wydawałoby się złowrogie i przemyślane, to wynik zaplątania się tej partii we własne nogi. O telewizji publicznej myśli to co ja. Tylko że on się z niej śmieje, a ja nie potrafię.

Dzieci przybyły do mnie rano z pięknym kwiatem i z laurkami na Dzień Ojca. Ciekawe, jak mnożą się nam różne dni i ich celebracje. Kiedyś był tylko Dzień Matki. Teraz ojciec, babcia i dziadek mają swoje dni. W drodze są wujek i ciocia. Istnieje już nawet dzień depresji i oczywiście „żołnierzy wyklętych”… Niemal cały rok jest zapełniony dniami w jakiejś intencji. Jakby z upadkiem różnych tradycji była potrzeba tworzenia nowej. No i te rocznice historyczne, im dalej od powstania warszawskiego, tym bardziej się je celebruje. No i zmierzamy do tego, by czcić dzień narodzin Lecha Kaczyńskiego.

Nie wiadomo kiedy wciągnęły mnie mistrzostwa świata w piłce nożnej. Gdy poznaje się aktorów tego spektaklu, zaczyna to być ciekawe. I jaki odpoczynek od polityki! Uświadamiamy sobie, że żyjemy w ścieku, a ja na dodatek skazałem się na opisywanie go. Dziwnymi drogami chodzą sympatie i antypatie piłkarskie. Niemcom i Chorwatom nie kibicuję, za stare zbrodnie wojenne. Serbom nie mogę za stosunkowo nowe. Między miłością a nienawiścią jest ściana z bibułki. Stąd fala jadowitej niechęci do polskiej drużyny. Z tysięcy komentarzy wyłania się żal, że „nie gryźli trawy” (boję się, że nawet jakby ją jedli, nic by to nie pomogło), że tyle zarabiają, reklamują byle co, nawet parówki, i używają tyle żelu do włosów. Coraz więcej moich znajomych i nieznajomych przyznaje się, że kibicowali Senegalowi i Kolumbii (piszę to przed meczem z Japonią). To zasługa PiS, które wpuściło strychninę w nasz piłkarski patriotyzm, w każdy patriotyzm. Co narodowe, staje się podejrzane. I nagle okazuje się, że klęska polskiej reprezentacji to uderzenie w polską prawicę. Nadęto wielki balon, a on pękł, obdarzając nas wstydliwym i krępującym dźwiękiem. Tak samo pęknie kiedyś cały ten pisowski balon.

Wydanie: 27/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy