Tomasz Jastrun
Zatruwanie demokracji
Jestem już śmiertelnie zmęczony stanem gniewu, nawet nienawiści wobec rządzących. Tyle lat z tym żyłem w Polsce Ludowej. Miałem różne zastrzeżenia wobec tych, co kierowali już wolną Polską, ale to są detale. Teraz mam znowu odruchy wymiotne. Pokraczność tej sytuacji, gdyż dzieje się to nadal w demokracji, która jest zatruwana. Zaczyna się na dużą skalę fałsz, kłamstwo, manipulacja. Warto czasami oglądać telewizję, którą śmiało mogę już nazwać reżimową. Widać, kogo się zaprasza,
Wychodzenie nie tylko z siebie
Polska rzeczywistość zaczyna gęstnieć. Wszystko zgodnie z oczekiwaniami. Co nie znaczy, że mnie to nie zaskakuje. Są takie rzeczy, które zaskakują, nawet jeśli są spodziewane. Na razie jest pełna wolność komentowania i krytykowania, oczywiście nie w mediach opanowanych przez PiS. Tam już panuje pełnokrwisty lęk, traci się pracę za małe nawet odejście od linii partyjnej. Wędrując kanałami radia w porze nadawania wiadomości, od razu poznaję, czy radio jest rządowe, czy prywatne. Prywatne mówią pełnym głosem. Jak im zamknąć usta? Jarosław
Szaleni i cyniczni
To widać jak na dłoni: PiS uwodzi Polaków pieniędzmi i wizją. Robią to, co powinna była zrobić Platforma, a nie zrobiła. To nie tylko pomoc dla rodzin i wsparcie dla najmniej zarabiających. Równie ważna jest wizja. Tej wizji Platforma zupełnie nie miała. Choćby milion samochodów na elektryczność za 10 lat. Realne, nierealne – jest wizja. To pobudzanie wyobraźni. I trochę Mickiewiczowskie „Mierz siły na zamiary”. Obiecują mieszkania dla mało zarabiających – za mieszkania ludzie są skłonni oddać część swojej
Polityczna i piłkarska gorączka
Kiedy jeżdżę po Warszawie, rośnie mi serce, że tak pięknieje to miasto wzbogacone o tyle odcieni zieleni. Zbliżyliśmy się do Europy. Polska znormalniała i zmierza energicznym krokiem w dobrym kierunku. Szła. To się kończy. Zewsząd dochodzą meldunki o pacyfikacji kraju, także mediów publicznych. Bywa, że znam wyrzucanych, czasami też nowo nominowanych. Choćby z radiowej Trójki wyrzucono Jerzego Sosnowskiego, kolegę pisarza, utalentowanego radiowca. W puste miejsce wchodzą Grzegorz Górny i Piotr Semka. Grzegorza pamiętam jeszcze jako
Fotografia z małpką
Siedziałem w kawiarni Flora w warszawskim ogrodzie botanicznym i kończyłem jeść ciastko, gdy nagle usłyszałem trzepot skrzydeł. Na talerzu usiadła sikorka, porwała resztkę ciastka i odfrunęła. Ciekawe, że doceniłem niezwykłość tej sceny dopiero po kilku dniach, kiedy naszą ulicą – trochę leśną, ale jednak warszawską – przeszła dzika świnia z pięciorgiem małych w paski. A pies sąsiadów niemal popadł w obłęd. Szalał za ogrodzeniem, a ona bez obaw chrząkała do niego. Ta locha z małymi pokazuje się w naszej okolicy już
Terapia wstrząsowa
Przez ponad miesiąc mieszkałem w szpitalu psychiatrycznym, by zażywać wstrząsów elektrycznych. W sumie było ich dziesięć. To szczególny masaż mózgu. Nie wiadomo, w jaki sposób taki zabieg leczy depresję, ale sądzi się, że łagodzi jej objawy. Po filmie „Lot nad kukułczym gniazdem” wstrząsy elektryczne miały fatalną opinię. Ale teraz robi się to humanitarnie, usypia się pacjenta. A jak się usypia, to już jest poważny zabieg z całą procedurą. Wydaje się, że taki oddział powinien być ciekawym miejscem.
Komunia święta
Nasz kościół w Aninie to rzadki przykład udanej współczesnej architektury sakralnej. Zarówno jego forma, jak i wystrój wnętrza. Projekt w latach 70. robił architekt Zygmunt Stępiński (znałem kiedyś jego synów). Imponująco zapełniony samochodami duży parking. Tego architekt nie przewidział. Pierwsza komunia mojego dziesięciolatka. Ksiądz proboszcz robi wrażenie rozsądnego i miłego. Wzruszające dzieci w białych strojach. Chłopcy w albach. Kiedy ja przyjmowałem pierwszą komunię, nie była to tak duża uroczystość jak teraz. Powstała nowa
Na oddziale
Doświadczenie szpitala psychiatrycznego to trochę przedszkole, a trochę więzienie. Wszyscy jakoś są tu sprowadzeni do parteru. Dziwnie się czuję w tym miejscu też dlatego, że zamieszkałem tam z własnej woli i pozwalam sobie aplikować elektrowstrząsy. Nie wiadomo właściwie, jak to działa, ale sądzi się, że leczy depresję. W sumie dziesięć seansów elektrycznych, zawsze w narkozie, więc zabieg jest zupełnie bezbolesny. Dla organizmu to jednak szok. Po tych wstrząsach są problemy z pamięcią. Gorzej, że popadłem w zupełną niemożność pisarską. Jakbym przy okazji
Wojna z nowoczesnością
Wyszedłem ze szpitala psychiatrycznego na dwa dni, na przepustkę, ale zabrakło mi sił i energii, by pójść na manifestację KOD. Wolałem cieszyć się widokiem swoich dzieci w kwitnącym ogrodzie. A jednak miałem wyrzuty sumienia. Pochód nawet beze mnie okazał się tłumny. Władze miasta mówiły, że było 240 tys. uczestników, policja, że 45 tys. To już się staje tradycją, takie odmienne liczenie, więc myślenie, jakbyśmy żyli w różnych światach. W każdym razie energia niezgody nie zużywa się ani
Miks szpitalny
Nie pozwolono mówić o mojej książce o depresji w publicznym radiu. Niby żadna niespodzianka, a jednak rzygać się chce. Nieważne, o czym jest książka, autor na indeksie wystarczy. A ja znowu w szpitalu, tym razem już nie ucieknę od elektrowstrząsów i chcę ich, skoro lekarstwa nie pomagają. Pisząc felietony od kilkudziesięciu lat, zawsze korzystałem z otoczenia, żywiłem się tym, co mnie boli, ale też tym, co w zasięgu ręki. Czytelnicy wybaczą mi, że – jak to już robiłem – mieszać będę świat szpitala







