Przebłyski
Frankowicze przed wyborami
Banksterzy. To słowo robi furorę. Widać, że wyjątkowo dobrze trafiło w nastroje Polaków. I łatwo się domyślić, kogo dotyczy. I zrozumieć, nawet za granicą, bo są przecież: Banksterzy zagraniczni Zwykle ostro ze sobą rywalizujący o naszą kasę, ale niezwykle solidarni, gdy ktoś chce im się dobrać do niebotycznych zysków. Wtedy nie ma przebacz. Dowody? Choćby zaszantażowanie polskiego rządu przed decyzją Senatu w sprawie przewalutowania kredytów frankowych. Bardzo skuteczne. Bo Senat wywrócił projekt sejmowy. Od interesu własnych obywateli ważniejsze okazały się:
W Lublinie lokatorzy będą fruwać
Kto nie narzeka na spółdzielnie mieszkaniowe? Są powody, to się narzeka. Ale trzeba mieć wyjątkowego pecha, by trafić na taki twór jak Spółdzielnia Mieszkaniowa im. W.Z. Nałkowskich w Lublinie. Wspólnoty mieszkaniowe mają tam, mimo suszy, kompletnie przechlapane. Pomysły prezesa Piotra Gałki są nowatorskie. W swoim rodzaju oczywiście. A czym zasłużył sobie na miano odkrywcy? Wezwaniem wspólnot mieszkaniowych, by płaciły za… używanie chodników oraz bawienie się z dziećmi na placach zabaw. Z rozpędu opodatkował też budynki, które nigdy
Podzwonne dla Syguta
Nowe idzie, a Sygut ciągle jedzie. Nowe – czyli prezes TVP Janusz Daszczyński odwołał dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Tomasza Sandaka i zakazał dalszej tabloidyzacji programów informacyjnych. No i pięknie. Chciałoby się zaklaskać. I powiedzieć: nareszcie. Ale… Skąd wziąć nadzieję na lepsze, gdy Sandaka zastąpił Tomasz Sygut. Człowiek, przy którym Sandak może uchodzić za noblistę. Za zadziwiającą karierą Syguta, zwanego na Woronicza Dyzmą, stał bliski mu myślowo Napieralski. A Napieralski znał Syguta z lektury „Super
Rzępolenie z rocznicą w tle
Chyba zęby bolały tego, kto wymyślił kształt koncertu „My, naród”. Z okazji 35-lecia Solidarności naród na scenie reprezentowali młodzi trzecioligowcy z telenowel: Anna Próchniak i Maciej Musiał. Przestraszeni i kompletnie nieprzygotowani. A czytanie nieznośnie pompatycznych tekstów autorstwa jakiegoś anonimowanego nudziarza jeszcze bardziej pogłębiło ich stany lękowe. I choć Próchniak chichotała przy każdej zapowiedzi, to Musiał do końca koncertu nie zrezygnował z miny grabarza. Może miał powody? Bo jak popatrzeć na poziom tego
„Z dużom życzliwością” (o Napieralskim)
Marek Barański, który znowu szefuje „Trybunie”, już 19 sierpnia poświęcił swój komentarz Napieralskiemu. PO transferze tego nieudacznika do PO warto przypomnieć jakże aktualny fragment: „Facetowi stuknęła już czterdziestka, za chwilę będzie łysy, a za chińskiego boga nie może nauczyć się mówić poprawnie po polsku. Przyznają państwo, że dla kogoś, kto ma ambicje polityczne, jest to feler dyskwalifikujący. Ale Grzegorz Napieralski takimi głupotami nie zawraca sobie głowy, bo i po co? Owszem, jego ambicje wielokrotnie przewyższają jego możliwości,
Poczet łuczników polskich
Rozgrzani wyborami zwolennicy totalnej władzy PiS idą na całość. I ujawniają swoje marzenia. I to jakie! Przy nich znane dotąd perwersje to pikuś. Marzą np. o łuku. Polskim łucznikom bardzo tęskno do splendoru zdobywców Dzikiego (?) Zachodu, którzy po wymordowaniu Indian postawili sobie w Saint Louis Łuk Wjazdowy ku czci zdobywców Zachodu. Stalowy łuk ma, bagatela, 192 m i każdy może sobie na niego wejść i popatrzeć na rzekę Missisipi. A Jan Pietrzak chciałby z naszego łuku popatrzeć
Ziobro znowu atakuje Blidę
Od bezkarności do bezczelności jest tylko malutki krok. Modelowy dowód to Zbigniew Ziobro. Nieosądzony za to, co robił jako PiS-owski minister sprawiedliwości, znowu orbituje. Największy megaloman IV RP nie może przeboleć sukcesu Andrzeja Dudy. Przecież to on, samozwańczy następca Jarosława Kaczyńskiego, miał być prezydentem. A że nie został, to chociaż szpilkę mu wsadził. Opowiadając, że jest ojcem i matką wyboru Dudy, bo przecież gdyby wystartował on, szeryf Zbigniew Ziobro, toby w I turze wygrał Komorowski. Ziobro wie, że zawsze będzie kojarzony
Pudła Wirtha i Migalskiego
Piłkarze, którzy nie trafiają do pustej bramki, długo potem muszą znosić drwiny kibiców. A jak potraktować spin doktora, który kompletnie rozmija się z faktami? Albo prezesa wielkiej spółki giełdowej, którego biznesplan zakładał, że ceny jego produktów będą rosły bez końca? Marek Migalski, były europoseł PiS, niestrudzenie wędrujący od uczelni do uczelni w poszukiwaniu habilitacji, tak odpowiedział na pytanie „Do Rzeczy” o to, kto wygra wybory: „Bronisław Komorowski. To w zasadzie jest rozstrzygnięte. Nie wiemy tylko, czy w pierwszej, czy w drugiej turze”. I pomyśleć,
O człowieku, któremu się miesza
Upały. Ale czy upałami można wytłumaczyć sposób rozmowy Agatona Kozińskiego („Polska The Times”) z muzykiem Wojciechem Waglewskim? Koziński zaparł się i chciał wydusić z rozmówcy, że w PRL ludzie ginęli jak w powstaniu warszawskim. I choć Waglewski tłumaczył mu cierpliwie jak dziecku, że w PRL nie zginęło 200 tys. ludzi, to nie było widać, że go przekonał. No bo jak Koziński może zrozumieć człowieka, który powtarza, że woli przełom 1989 r. niż powstanie warszawskie, choćby z powodu liczby ofiar. I że powstanie było mrzonką.
Wybór Ducha Świętego
Tylu mądrych ludzi szuka racjonalnych przyczyn wygranej Andrzeja Dudy, a najprawdziwszą prawdę zna tylko jeden. Wojciech Wencel z tygodnika „W Sieci”. Prawdę płynącą z samej góry. Z tak wysoka, że aż strach cytować: „(…) znaki są oczywiste. Kandydat na prezydenta, któremu patronuje św. Andrzej Bobola, pierwszą turę wygrywa w dniu miesięcznicy smoleńskiej, drugą w dniu Zesłania Ducha Świętego, data jego zaprzysiężenia wiąże się zaś z uroczystością Przemienienia Pańskiego”. Wencel pochyla się też nad tymi, którzy z powodu PiS-owskich






