Przebłyski
Czytajcie „Przegląd”, zanim zrobi to ABW
Sześć egzemplarzy „Przeglądu” trafia co tydzień do centrali Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i do ośrodka w Emowie pod Warszawą. Są to z pewnością dobrze wydane państwowe pieniądze. Jesteśmy w grupie 136 tytułów krajowych i 34 zagranicznych, które prenumerują żądni wiedzy tajni agenci. Kupują i czytają. I to czytają równie pilnie jak sekretarze redakcji i korekta. W przyszłości liczymy na podwojenie prenumeraty. A już teraz gdy widzimy kogoś z „Przeglądem”, to nie jesteśmy pewni, czy to zwykły czytelnik, czy funkcjonariusz.
Z ziemi polskiej do chińskiej
Niebawem na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych wejdzie firma Calisia, producent fortepianów, co bardzo ładnie podbuduje obchody Roku Chopina. Powiedział o tym z dumą prezes GPW Ludwik Sobolewski, dodając przy okazji, że jest to firma… chińska. Tak się bowiem składa, że z miłości do naszego największego twórcy pewien Chińczyk wykupił prawa do marki upadłej przed czterema laty fabryki fortepianów z Kalisza. Dopiero teraz Calisia wypłynie na szerokie wody. Fortepiany i pianina tej marki będą produkowane w Chinach, a rynek
Leszkiewicz w szponach zarządzeń
Co może chodzić po głowie człowiekowi, którego jakiś niewytłumaczalny (?) zbieg okoliczności rzucił na wysokie stanowisko rządowe? Możliwości są przynajmniej dwie. Bardziej pożądana, że przyuczy się do nowej roli i bez szkody dla świata, za który odpowiada, będzie rozwiązywał jego problemy. I znacznie gorsza, czyli taka, w której delikwent odlatuje z każdym metrem lotu. Wydaje mu się przy tym, że jest panem życia i śmierci tej całej hałastry, którą może zarządzać, jak chce. Wiele wskazuje na to, że przypadek Adama Leszkiewicza,
Legutce wolno więcej?
Uczniowie wrocławskiego liceum, którzy domagali się zdjęcia krzyży w ich szkole, pozwali do sądu profesora filozofii i europosła Ryszarda Legutkę. Były urzędnik Pałacu Prezydenckiego nazwał ich bowiem „rozpuszczonymi smarkaczami”. Kiedy dowiedział się o uczniowskim pozwie, zapytał retorycznie: Skoro prezydenta RP można nazwać „chamem”, to dlaczego uczniów nie można nazwać smarkaczami? Dziwne, że przedstawiciel „elity intelektualnej” nie rozumie, że zamiast nakręcać spiralę wzajemnego opluwania, właśnie on powinien stanowić wzór dobrych obyczajów i savoir-vivre’u.
Szkoła moralności im. Grajewskiego
Andrzej Grajewski, aktualnie szef działu krajowego „Gościa Niedzielnego”, to przypadek ciężki i niereformowalny. Ciężki, bo mimo kolejnych procesów, jakie jego redakcja przegrywa z Alicją Tysiąc, Grajewski idzie w zaparte i ani myśli przeprosić ją za doznane krzywdy. A niereformowalny, bo do czegokolwiek się brał, to spartolił, choć gorliwości, zwłaszcza ideologicznej, nigdy mu nie brakowało. Już po 1990 r., gdy był w Komisji Likwidacyjnej RSW Prasa Książka Ruch, zasłynął skasowaniem wielu wartościowych tytułów. Poszedł do Ruchu Stu i Ruch nie przeżył. Poszedł
Kabaret Pamięci Narodowej ma zaszczyt przedstawić…
Instytut Pamięci Narodowej jest kierowany przez rasowego kabareciarza. Janusz Kurtyka dobrze wie, jak dostarczyć pożywki autorom monologów i skeczy. Niedawno zalecił, by IPN wystąpił o uznanie 85-letniej Ireny Dziedzic za „kłamcę lustracyjnego”, za co grozi zakaz pełnienia funkcji publicznych przez najbliższe 10 lat. Ciężko harujący za pieniądze podatników „historycy” z IPN kończą już analizę grubych tomów zeznań Ali Agcy i szykują się do wyprawy tureckiej, by przesłuchać go w 30. rocznicę zamachu na papieża. Cały czas
Gosiewski trafiony orderem Kamińskiego
No i wyszło szydło z worka. Przemysław Gosiewski, majstrujący przy taśmie z orderami dla byłych działaczy NZS, sam został przy tej okazji zweryfikowany. Negatywnie. Nie było to zresztą zbyt trudne, bo Gosiu podłożył się, opisując na swojej stronie internetowej bohaterskie czyny z młodości. A maniacy czytający nawet strony PiS-owskie złapali go na kłamstwie. Nieprawdą bowiem jest, że Gosiu związał się z NZS w 1984 r., zrobił to po amnestii w 1986 r. Nieprawdą jest również to, że przewodniczącym NZS na Uniwersytecie Gdańskim został
PAP wzięty (na chwilę)
Jest w PO jakiś diabeł, który pcha tę partię do bezrozumnej walki z mediami publicznymi. Skasować, zniszczyć albo chociaż bardzo je osłabić. Tego jeszcze żadna partia w Polsce nie postawiła sobie za cel. Tak głupiego barbarzyństwa nie uświadczy się też w Unii. Bo i po co rozwalać to, co jest tam hołubione i doceniane? Jakby mało było awantur z TVP i Polskim Radiem, rządząca partia wzięła się teraz za PAP. Strategicznym celem rządu jest sprywatyzowanie tej instytucji. Nie da się jednak tego zrobić bez posłusznego zarządu
Obrona nie do końca prawdziwa
Michał Karnowski, którego trzeba pochwalić za zręcznie napisany dla „Rzeczpospolitej” tekst „Kilka zdań w obronie własnej”, nie jest w dobrym stanie ducha. Nic dziwnego. Ma na głowie bunt prawie całej redakcji radiowej Trójki. My nie będziemy mu dokładać. Ale na jedną sprawę musimy zwrócić uwagę. Chwali się Karnowski, że po prowadzonym przez niego w latach 2006-2009 „Salonie Politycznym Trójki” nikt nie postawił mu zarzutu, że były to audycje stronnicze. Niestety, panie Michale, były, i to bardzo. To, że zapraszał pan od czasu do czasu, po uważaniu,
Edukacja Ziemkiewicza
Rafał Ziemkiewicz zdradził, że nie jest mu znana osoba i twórczość Stefana Żeromskiego. „O tym, że ktoś taki w ogóle istniał, przypomniał mi przypadkiem telewizor”, ujawnił w miejscu do tego najbardziej przeznaczonym, czyli na łamach „Rzeczpospolitej”, gdzie jest felietonistą. Dowiódł więc, iż posiada stosowne kwalifikacje do bycia stałym autorem tego pisma. Telewizor pobudził jednak uśpione dotychczas obszary w jestestwie Ziemkiewicza, toteż postanowił on się zapoznać z nieznanym sobie autorem i ruszył do czytelni. „Zacząłem przeszukiwać bibliotekę, ale oczywiście






