Ciemno w Ministerstwie Oświaty

Ciemno w Ministerstwie Oświaty

Nazwiska Romana Giertycha i Andrzeja Leppera są wymieniane prawie jednym tchem i – jeśli chodzi o media – z taką samą dezaprobatą. W rzeczywistości ci politykierzy odgrywają bardzo odmienne role w życiu publicznym. Istnieje kołtuńska miara ludzi i według niej Lepper, przedstawiciel wsi, wypada gorzej od Giertycha, który ma wiele cech kołtuna. Pogardliwy ton, jakim media ciągle jeszcze mówią o Lepperze, rodzaj obelg, jakimi go się obrzuca, przypomina sposób traktowania Wincentego Witosa przez przedwojenną prasę warszawską. Witos był jednak postacią wielkiego formatu i szyderstwa zarówno inteligenckie, jak kołtuńskie go nie dosięgały. Z Lepperem sprawa ma się inaczej; ponieważ jednak wykazuje on zdumiewającą zdolność uczenia się, stanowczy sąd o nim należy na razie zawiesić. Jako minister rolnictwa jest na swoim miejscu, a że trwoni pieniądze publiczne, rozrzucając je bezproduktywnie po polach i zagrodach, to już jest dopust boży. Minister z PSL-u czy z innej partii robiłby to samo.
Roman Giertych na stanowisku ministra oświaty jest takim dziwactwem jak Antoni Macierewicz na czele wywiadu czy kontrwywiadu, z tą różnicą, że może wyrządzić więcej szkód. Polski wywiad raz błysnął, gdy podobno uratował jakichś Amerykanów w Iraku (za czasów starego Busha), ale też parę razy mocno się w tym Iraku ośmieszył, wykrywając np. francuskie rakiety Roland i coś tam jeszcze. Proszę nie mieć mi za złe, że piszę „coś”, „jakichś”, bo chodzi o instytucję, która działa tajnie, dopóki, oczywiście, panowie Kaczyńscy z Macierewiczem wszystkiego nie odtajnią. To, co oni już odtajnili, wystarczy, aby zdać sobie sprawę, że państwo polskie nie może posiadać służb wywiadowczych na serio. Ktokolwiek będzie kierował tą agencją towarzyską, że tak elegancko nazwę burdel, jaki pozostał po polskich służbach specjalnych, czy będzie to Macierewicz, czy Renata Beger, wielkich szkód już państwu nie wyrządzi. Tylko pojedynczym ludziom może mocno wejść za skórę.
Kierowanie Ministerstwem Oświaty to o wiele poważniejsza sprawa. Cechy umysłowe i charakterologiczne młodego Giertycha predestynują go na stanowiska takie jak szef policji lub naczelnik więziennictwa. Jest to człowiek brutalny, mściwy, przebiegły, a jak pokazało się w komisji orlenowskiej, także kłamca. Uchodzi za spadkobiercę ideologii endeckiej, ale ja w to nie wierzę. Żeby wyznawać ze zrozumieniem jakąś ideologię, trzeba być zdolnym do sublimacji. Takiej zdolności Giertych nie daje po sobie poznać. Instynktowną agresywność, wrogość do innych manifestuje on bezpośrednio, tak jak mu te uczucia w duszy grają. Endecja ma długą historię, a jej początki były chwalebne. Dmowski znajdował się pod wpływem pozytywizmu i mimo silnego zaangażowania politycznego w swoich pracach sprzed pierwszej wojny, a także niektórych (nielicznych) powojennych potrafił zachować prawie naukowy chłód i obiektywizm. Młody Giertych do obiektywizmu nawet nie dąży. Widzi tylko to, co ma przed sobą, a poza tym głowę ma wypchaną najbardziej prymitywnymi kliszami, pojęciami i ułamkami pojęć odziedziczonych po schyłkowej endecji, skołtunionej i oderwanej od rzeczywistości (Dmowski w swoim najlepszym okresie należał do kultury politycznego realizmu). Złożone struktury społeczne i polityczne są umysłowi młodego Giertycha niedostępne. Starał się je dostrzegać jego ojciec Maciej. Liczy się tylko to, co może być materią intrygi. W intrydze na bliski dystans rzeczywiście potrafi być przebiegły.
Czym wytłumaczyć takie jego pomysły jak lekcje patriotyzmu w szkole? Nie jest aż tak niemądry, żeby wierzyć w możliwość nauczenia patriotyzmu. On swoim hurapatriotycznym błaznowaniem zasłania fakt, że brakuje mu zwykłego ludzkiego patriotyzmu. Jeżeli zgłasza wymaganie, aby historię Polski oddzielić w szkole od historii powszechnej, to znaczy, że nie pojmuje, że największą wadą dotychczasowego nauczania historii Polski był właśnie brak porównań z historią innych narodów. Oddzielenie, jakie proponuje, ma służyć indoktrynacji w duchu propagandy narodowych mitów, osłabienia zdolności krytycznych młodzieży.
Antykomunizm Giertycha świadczy o jego pustocie. Żadnej krzywdy od komunistów on nie doznał, „zna” komunizm z przekazów słownych, jak całe jego pokolenie. Jest to „antykomunizm” w złej wierze, nieautentyczny, pozerski; naśladowany. Myśli, że jeśli nazwie kogoś komsomolcem, to ten upadnie na deski i już się nie podniesie. O tym, że sam się tym ośmiesza, to już nie pomyśli. Wpadł na pomysł, że będzie nagradzał nauczycieli za nieprzynależność do PZPR. Dlaczego tylko nauczycieli? W umowie koalicyjnej powinno być zapisane, że wszyscy bezpartyjni powinni być nagrodzeni. Mamy własne złoża rudy miedzianej. Odrzucenie wszystkich wniosków Związku Nauczycielstwa Polskiego o odznaczenia dla zasłużonych pedagogów świadczy, jak nędznymi względami kieruje się ten źle wyedukowany minister edukacji.
Rozumie się, że ze względu na „arytmetykę sejmową” Giertych, politykier bez społecznego poparcia, musi być w rządzie. Ale dlaczego na stanowisku ministra oświaty? Mówią, że Kaczyński chciał mieć równowagę: skoro mason, czy były mason, został szefem telewizji, to racja stanu wymaga, aby nad umysłami dzieci czuwał endek, choćby rzekomy.

Wydanie: 43/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy