Cmentarze i pomniki

Cmentarze i pomniki

Bez uprzedzeń

Niedawno rząd polski był gotów narazić nas na straty ekonomiczne, aby pomóc Ukrainie utrzymać uprzywilejowaną pozycję w tranzycie rosyjskiego gazu. Uzasadniał to nieco tajemniczym, bo nieznanym stronie ukraińskiej „partnerstwem strategicznym”. Miało to nasze wyrzeczenie, według polskich wyobrażeń, pomagać Ukrainie w zachowaniu niepodległości. Jednocześnie z polityką strategicznego partnerstwa polska prowadzi politykę ekspansji cmentarnej. O ile nasza gotowość do świadczenia przysług gazowniczych o podtekście antyrosyjskim nie wzbudziła w Kijowie większego zainteresowania, to odbudowa monumentalnego cmentarza Orląt napotkała silny sprzeciw we Lwowie. Nie tylko zresztą w tym mieście, ale na całej Ukrainie Zachodniej. Dla Polski sprawa cmentarza Orląt okazuje się, przynajmniej na pozór, ważniejsza niż jakakolwiek inna kwestia z zakresu obecnych stosunków z niepodległą Ukrainą. Nic nowego. Polacy z największą nieudolnością uprawiają politykę na poziomie realnych interesów i sadzą się zazwyczaj na niesłychany pryncypializm tam, gdzie mogą zamanifestować swoje przywiązanie do symboli. Tyleśmy w ciągu wieku stracili na Ukrainie! Po cóż nam akurat ten cmentarz Orląt, a zwłaszcza takie lub inne napisy, bo one zwłaszcza oburzają Ukraińców? Za ten cmentarz odbudowany według polskich wyobrażeń trzeba by zapłacić cmentarzami bojowników (prawdę mówiąc: terrorystów i morderców) z UPA, co oburzyłoby z kolei Polaków. Obustronna ekspansja cmentarna może tylko odnowić zastarzałe nienawiści plemienne, ona, a nie taki lub inny przebieg gazociągów, będzie miała wpływ na ułożenie „strategicznych” stosunków między Polakami i Ukraińcami. Ani Ukraińcy, ani Polacy jeszcze nie nauczyli się liczyć realnych korzyści w swoich wzajemnych narodowych stosunkach, absolutyzują natomiast i cenią ponad miarę tak zwane imponderabilia, czyli – mówiąc dosłownie – efekty nieważkie. (Zawsze gdy mówi się o Ukrainie, trzeba rozróżnić jej część zachodnią od wschodniej, która myśli za pomocą innej symboliki, ma inną pamięć zbiorową i nieraz inne interesy).
Dążenie do odbudowy cmentarza we Lwowie w jego monumentalnej pierwotnej postaci jest w istocie przejawem narodowej próżności. Wydaje mi się, że polskie społeczeństwo zdobywa się na sublimację uczuć tylko wówczas, gdy może czcić ofiary śmiertelne. Poza tym przeżywa swoje problemy na sposób beznadziejnie trywialny, tak trywialny, że nie jest zdolne uświadomić sobie spraw wykraczających swoim znaczeniem poza ciasne egoizmy i mało ambitne potrzeby.
Nie lekceważę polskiej kilkusetletniej obecności na Ukrainie. To polityka cmentarna ją lekceważy, bo czci ją w epizodach pozbawionych większego znaczenia. Polska była obecna na Ukrainie najpierw jako państwo, a później długo jeszcze Polacy zachowywali dominującą rolę gospodarczą i kulturalną. Ta ostatnia jest najtrudniejsza do podważenia. Polskie dwory i pałace były ośrodkami wysokiej i wszechstronnej kultury. Gromadziły pamiątki historyczne, dzieła sztuki, bogactwo kultury materialnej. W tych dworach i pałacach żyli ludzie wolni od małych i pomniejszych trosk, utrudniających rozwój osobowości. Pełnia rozwoju jednostki nie jest w swoim znaczeniu ograniczona do niej samej. Podnosi ona – jak mówi Ortega y Gasset – ogólny poziom dziejów i chociaż Ukraińców to może nie interesować, polska obecność na ich ziemiach niewątpliwie podniosła poziom dziejowy Ukrainy. Oczywiście, że polskie pałace i zamki wyrosły na krzywdzie i ucisku ruskiego czy ukraińskiego chłopa. Ale czy znajdziemy gdziekolwiek na świecie pałace, które wyrosły dzięki altruizmowi czy równości? W końcu tak dziś cenionej sprawiedliwości historycznej stało się zadość, chłopi ukraińscy zabrali, co uważali za swoje, i postąpili z dworami i pałacami, jak chcieli. Ich los nie poprawił się dzięki temu, ale to już inna fabuła. Polska we wszystkich prawie postaciach z Ukrainy została wyrugowana, ten świat godny podziwu, ale też pod niejednym względem zasługujący na karę zniknął. Polscy historycy dziś nie potrafią go nawet dobrze opisać; według mojego rozeznania, najlepiej się to udało francuskiemu historykowi, Danielovi Beauvois.
O polskiej historii na Ukrainie należy nam pamiętać. Istnieje tysiąc sposobów takiego jej upamiętniania, które nie będzie raziło uczuć ukraińskich, ale trzeba się zdobyć na trochę wyobraźni.
Nie sądzę, aby obowiązywała nas obezwładniająca myślenie delikatność wobec uczuć wzbudzonych czy sfabrykowanych przez cudzy nacjonalizm. Prawdę o eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu, Podolu, w Chełmszczyźnie powinniśmy znać, znać dla samych siebie, i nie żądać od Ukraińców, aby przyjęli do wiadomości to, o czym my dobrze wiemy. Prawdy szukamy dla siebie, nie dla innych. Dobrowolnym odstępstwem od prawdy jest przyjęcie ukraińskiego punktu widzenia w sprawie Akcji Wisła. Władza solidarnościowa swoimi żądaniami odbudowy cmentarza Orląt rozdrażniła Ukraińców, a przyjęciem ukraińskiego punktu widzenia na Akcję Wisła podobne uczucia wywołała u wielu Polaków.
Gdy Sołżenicyn gdzieś napomknął z dezaprobatą, że Polacy po odzyskaniu niepodległości zburzyli wielką cerkiew w Warszawie, zostało to uznane za świadectwo wielkoruskiego nacjonalizmu, zaślepionego na odczucia innego narodu. Gdyby mnie pytano o zdanie, byłbym za rozebraniem owej cerkwi – pomnika rosyjskiego panowania nad Warszawą. Większość, jeśli nie wszyscy Polacy byli i są tego zdania. Cmentarz Orląt we Lwowie jest dla Ukraińców zachodnich tym, czym była owa cerkiew w Warszawie dla Polaków. Oceniajmy innych według siebie; nie zawsze, ale czasem pozwala to przewidzieć ich reakcje i zrozumieć je.
Jedną z pierwszych książek, jakie przeczytałem, była opowieść o młodocianych obrońcach Lwowa. Wzruszyła mnie ogromnie i dziś wahałbym się do niej wrócić z obawy, aby nie przeżyć wzruszeń nieodpowiednich dla mojego wieku. Ale powiedzmy sobie prostą prawdę: Orlęta strzelały do Ukraińców i zabijały ich. W Krakowie postawiono pomnik rosyjskiemu marszałkowi, który do krakowian nie strzelał, przeciwnie, chroniąc miasto przed skutkami walk frontowych, uratował życie tysiącom jego mieszkańców. „Solidarność” zniszczyła jego pomnik. Nie był to jedyny akt barbarzyństwa, jaki popełniono w imię niepodległości. Społeczeństwo, które biernie się temu przyglądało, nie posiada dziś moralnych kwalifikacji potrzebnych do tego, aby potępić stanowisko rady miasta Lwowa w sprawie cmentarza Orląt.

 

Wydanie: 7/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy