Co z tym Mińskiem?

Co z tym Mińskiem?

To jest najgorętsza placówka w polskiej dyplomacji. Mało który ambasador pracuje na niej pełną kadencję, czasami kończy przed terminem, czasami nie może zacząć. A i w trakcie spokojnie nie jest. To Białoruś.

W Mińsku Polska nie ma ambasadora od stycznia tego roku, kiedy Konrad Pawlik złożył rezygnację. Dodajmy, że Pawlik był wyborem Witolda Waszczykowskiego i kierował placówką od marca 2016 r. Wcześniej, w czasach PO, odpowiadał w MSZ za politykę wschodnią. Co zresztą wypominały mu środowiska kresowe, które domagały się jego odwołania.

I doczekały się nad wyraz szybko.

Krótszą kadencję miał też jeden z jego poprzedników, Leszek Szerepka. On z kolei pojechał do Mińska zaraz po wyborach prezydenckich na Białorusi. Wyglądały one, tak jak wyglądały, w związku z tym Polska ogłosiła, że nie odbyły się w demokratycznym porządku, no i że Łukaszenka zdobył władzę z pogwałceniem prawa. Czyli – nielegalnie. Miał Szerepka kłopot – bo komu miał składać listy uwierzytelniające? Prezydentowi, którego Polska nazywała nielegalnym, bo wybrano go w niedemokratycznych wyborach?

Inny z jego poprzedników, Henryk Litwin, został wezwany do Warszawy na konsultacje i tu przebywał, kasując pensję ambasadora w Mińsku, no i będąc traktowany jak ambasador RP w Mińsku. To znaczy, był ambasadorem na wychodźstwie… Takie to były przygody.
Teraz zaś ambasadorem w Mińsku został Artur Michalski. Dyplomata doświadczony, jego pierwszą placówką, na samym początku lat 90., była Moskwa, gdzie zajmował się kontaktami z mediami. Potem odpowiadał w MSZ za sprawy wschodnie, był dyrektorem Departamentu Wschodniego, a od stycznia 2011 r. odpowiadał za kontakty m.in. z Rosją. Pracował też w ambasadach RP w Waszyngtonie i w Ottawie. No i był ambasadorem w Mołdawii.

Można więc powiedzieć, że ma mnóstwo zalet, bo znakomicie zna Rosję i Białoruś, jest doświadczonym dyplomatą. Ale równie dobrze można załamać ręce, bo to żaden zaszczyt być zapisanym do grupy kształtującej w III RP polską politykę wschodnią. Przecież to klęska za klęską.

I tu doszliśmy do kluczowego pytania: dlaczego to jest klęska za klęską? Dlaczego Polska ma tak nieporadną politykę wschodnią? Czy to wina złego Putina i złego Łukaszenki, czy też może wynik nieporadności naszej dyplomacji? I braku rozsądku naszych polityków?
Żeby wprowadzić trochę zamętu do dyskusji, warto dodać opinię Witolda Jurasza, który był chargé d’affaires w ambasadzie w Mińsku, potem rozstał się z hukiem z MSZ, a teraz pracuje jako dziennikarz i jest prezesem Ośrodka Analiz Strategicznych. Oto jego słowa: „Mam wrażenie albo jak to mawiają Amerykanie well informed view, że Polska nie prowadzi niezależnej polityki wschodniej. Wszyscy, szczególnie na prawicy, szukają agentury rosyjskiej, ale gdy analizowałem naszą politykę względem Białorusi i docierałem do świadków rozmów na najwyższym szczeblu, zawsze mi wychodziło, że to raczej Amerykanie, a nie Rosjanie, naciskali na określoną politykę RP wobec Białorusi. Nasuwa się pytanie, dlaczego jesteśmy tak uzależnieni od Stanów Zjednoczonych. Zadaję to pytanie jako człowiek bardzo proamerykański, który nie ma złudzeń, że w pełni suwerenni nigdy nie będziemy, który chce obecności wojsk amerykańskich w Polsce i wie, że ceną za to jest określona zależność od USA. Tyle że pomiędzy zależnością a przyjmowaniem postawy określonej przez Radosława Sikorskiego jako »murzyńskość« jest fundamentalna różnica. Wracając do uzależnienia naszej polityki względem Białorusi, powiem tyle, że źródeł naszego uzależnienia od Waszyngtonu szukałbym zapewne głęboko w latach 80.”.

Mocne, prawda?

Wydanie: 22/2018

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy