Coraz więcej elektrowni atomowych

Do 2020 r. powstanie co najmniej 40 siłowni jądrowych. Chińczycy chcą ich wybudować 13, Rosjanie osiem Klimatolodzy przynoszą coraz bardziej hiobowe wieści. Być może globalne ocieplenie będzie najpoważniejszym problemem ludzkości XXI w. Nuklearne lobby ujrzało dla siebie szansę. Wielu ekspertów głosi, że tylko powrót do energii atomowej może ocalić klimat Ziemi. Elektrownie atomowe nie spalają przecież paliw organicznych, nie emitują dwutlenku węgla. Czy ponad 20 lat po tragedii w Czarnobylu reaktory znów będą wyrastać jak grzyby po deszczu? Ekolodzy twierdzą, że energia nuklearna to ślepy zaułek. Złoża uranu w końcu się przecież wyczerpią, a niebezpieczeństwo katastrofy lub ataku terrorystycznego wzrasta z każdą nową instalacją. W 31 krajach świata pracuje obecnie 435 reaktorów. Pokrywają one 6,5% globalnego zapotrzebowania na energię i zużywają każdego roku 70 tys. ton paliwa uranowego. Od 2002 r. cena uranu wzrosła siedmiokrotnie i wynosi obecnie 72 dol. za funt (454 gramy). Obecnie trwa budowa 29 elektrowni atomowych. We Francji na normandzkim półwyspie Cotentin powstaje Flamanville 3, najpotężniejszy reaktor atomowy świata. Pierwszy prąd popłynie z niego w 2012 r. Budowę rozpoczęto, usuwając 600 tys. m sześc. granitu. Francję można uznać za prawdziwe państwo atomowe. W kraju tym pracuje 59 elektrowni atomowych, które produkują prawie 80% prądu. Zapewnia to Paryżowi niezależność energetyczną. Istnieją plany budowy dziesięciu nowych elektrowni nuklearnych. Politycy wszystkich najważniejszych opcji popierają energetykę atomową, protestów zatroskanych ekologów nie słychać. Eksperci podkreślają, że zapotrzebowanie na energię wzrasta. W 2030 r. będzie o 53% większe niż obecnie, na prąd elektryczny – nawet o 100%. Azjatyckie giganty Indie i Chiny dynamicznie rozwijają swoje gospodarki. Powrót do siłowni nuklearnych wydaje się koniecznością. Istnieją konkretne plany budowy 64 nowych reaktorów, prowadzone są rozmowy w sprawie kolejnych 158. Według Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu, do 2020 r. powstanie co najmniej 40 nowych elektrowni jądrowych klasy 1300 megawatów. Tylko Chińczycy zamierzają zbudować ich 13, Rosjanie zaś osiem. Rosji nie brakuje surowców energetycznych, stawia jednak także na energetykę nuklearną, aby nie sprzedawać swego gazu i ropy za tanio. Japonia, Indie, Korea Południowa zamierzają stworzyć nowe siłownie. Władze Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych zachęcają koncerny energetyczne do inwestowania w energetykę jądrową, oferując gwarancje kredytowe i uproszczoną procedurę uzyskiwania zezwoleń. Litwa zamierza zastąpić nowym swój przestarzały reaktor w Igalinie, co zapewni większą niezależność od surowców energetycznych z Rosji (koszt inwestycji przekroczy jednak 3 mld euro). Australia dysponująca ponad 38% światowych zasobów uranu nie zbudowała do tej pory własnych siłowni, jednak to ma się zmienić. Rząd kraju na antypodach planuje budowę 20 reaktorów nuklearnych do połowy stulecia. Pozwoli to polepszyć fatalny bilans emisji gazów cieplarnianych i zapewni Australii niezależność energetyczną. Tylko Niemcy powoli realizują przyjęty przez centrolewicowy gabinet kanclerza Gerharda Schrödera plan wycofania się z energetyki nuklearnej, aczkolwiek także w Berlinie konserwatywni politycy wzywają, aby sprawę jeszcze raz przemyśleć. W niemieckiej prasie pojawiają się obawy, że Polska może zbudować siłownię nuklearną w pobliżu granicy z Republiką Federalną, np. w pomorskim Gryfinie czy w Klempiczu pod Poznaniem. Komisja Europejska zaostrzy bowiem w przyszłym roku przepisy dotyczące elektrowni spalających węgiel brunatny, co może postawić polski przemysł energetyczny przed poważnym problemem. Ekolodzy i zwolennicy odnawialnych źródeł energii uważają jednak plany nuklearnego renesansu za niebezpieczną iluzję. „Energetyka jądrowa może być najwyżej mostem, prowadzącym w przyszłość. Zasoby uranu wystarczą tylko na kilka dziesięcioleci dłużej niż złoża ropy naftowej”, powiedział Fritz Vahrenholt, dyrektor niemieckiej firmy Repower, produkującej siłownie wiatrowe. Eksperci mają różne oceny zasobów uranu. Zdaniem ekologów, przy obecnym zużyciu wystarczą one tylko na 70 lat. Przedstawiciele atomowego lobby mówią jednak o „co najmniej 200 latach”, dyrektorzy francuskiego koncernu energetycznego Areva zapewniają zaś: „Złoża uranu są praktycznie nieograniczone”. Trudno powiedzieć, gdzie leży prawda. Duże nadzieje specjaliści pokładają w Europejskim

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 19/2007, 2007

Kategorie: Ekologia