Czy Morawiecki jest Ślązakiem?

Czy Morawiecki jest Ślązakiem?

Gdzie jest Mateusz Morawiecki? Na to pytanie jest prosta odpowiedź – Mateusz Morawiecki jest na Śląsku. Dostał pierwsze miejsce na liście PiS w Katowicach, więc prowadzi tam kampanię wyborczą. Choć z Katowicami nic go nie łączy.

Tę kampanię obserwuję z pewną zawodową fascynacją. W historii III RP nie było chyba podobnej bezczelności – że premier de facto przeprowadza się do okręgu, z którego kandyduje, i objeżdża go regularnie, sprawy państwa odkładając na bok.

Zwróćmy też uwagę, jak prowadzi kampanię. Co ludziom opowiada.

„Zachowaliśmy górnictwo, perłę polskiego przemysłu”, to jedno z jego zaklęć. „Bronimy polskiej rodziny”, to kolejne. Albo takie: „dla nas europejskość to są europejskie płace, a nie jakieś obyczajowe eksperymenty”.

W sumie nic nie mówi. Górnictwo, które miało za czasów PiS rozkwitnąć, powoli zamiera. Za to kwitnie import węgla z Rosji i osiągnął już pułap 20 mln ton rocznie. To – jak podpowiadają fachowcy – równowartość czterech, pięciu kopalń, dających 20 tys. miejsc pracy.

Europejskie płace – to też obietnica. Pusta. Bo jeżeli z ust szefa rządu pada stwierdzenie: „Powinniście zarabiać więcej”, to aż się prosi odpowiedzieć: „To chłopie, daj!”.

Tak więc w rzeczywistości kampania Morawieckiego na Śląsku to wizytowanie, uśmiechanie się, ładne słowa. I obrazki w telewizji. I jest już kwestią niedługiego czasu rozpoczynanie przez Morawieckiego rozmów ślonsko godko i paradowanie w górniczych piórach.

W tę kampanię włączone zostało też wojsko. Jego święto, rocznica Bitwy Warszawskiej, zostało przeniesione do Katowic. Czyżby historycy odkryli, że zwycięskie uderzenie na armię bolszewicką nastąpiło znad Brynicy, a nie znad Wieprza? Nic z tych rzeczy…

Spin doktorzy uznali, że defilada wzmocni wizerunek PiS na Śląsku, więc wymyślono, że święto będzie hołdem złożonym I powstaniu śląskiemu, choć wojsko polskie udziału w nim nie brało.

Czy to wszystko przyniesie zamierzony skutek? Czy Morawiecki i PiS uwiodą Górny Śląsk? Czy pomogą defilady, wizyty, przymilanie się?

Jestem tego bardzo ciekaw. Zwłaszcza że PiS ma z Górnym Śląskiem na pieńku.

Przez lata całe i Jarosław Kaczyński, i pisowscy politycy budowali swoją pozycję na atakowaniu wszystkiego, co śląskie. Kaczyński śląskość nazywał „ukrytą opcją niemiecką”. Mówił też, że to region szczególnie nasycony patologią. W Katowicach PiS reprezentowało więc to, co najgorsze – spojrzenie z Warszawy, kolonizatora, a nie gospodarza.

Klasycznym przykładem był bój o plac Wilhelma Szewczyka, obok dworca PKP w Katowicach. Pisowski wojewoda Jarosław Wieczorek, korzystając z ustawy dekomunizacyjnej, zmienił jego nazwę na plac Marii i Lecha Kaczyńskich. Wskrzeszając tym samym klimat z czasów, gdy ulice nazywano imieniem Marchlewskiego, Lenina i innych kochanych przez partię rządzącą bohaterów.

Morawiecki tej linii nie odstępuje ani o krok. Wymienia co prawda nazwisko Wojciecha Korfantego, ale to trochę za mało. Bo panteon ludzi ważnych dla regionu jest dłuższy. To i Wilhelm Szewczyk, ale i Kazimierz Kutz, którego PiS szczególnie nienawidzi. No i Jerzy Ziętek, wielki wojewoda, wielki gospodarz! A Edward Gierek, który uczynił z Górnego Śląska najlepiej funkcjonujące województwo? A potem przeciągał Polskę na Zachód?

A inni wybitni gospodarze, jak chociażby Ryszard Dziopak, twórca i wieloletni dyrektor FSM w Bielsku-Białej? Ja wiem, że Bielsko-Biała to już nie Śląsk, ale też wiem, ile miasto mu zawdzięcza…

PiS tych wszystkich wybitnych ludzi chciałoby skazać na zapomnienie. Bo nie są z prawicy, bo „kojarzą się z komunizmem”, bo „budowali komunizm”.

To jest bzdurny argument. To argument wbrew historii, służy tylko polityce historycznej rządzącej partii. To argument kolonialny. Rozum i przyzwoitość nakazują go odrzucić. W Warszawie, w samym centrum, mamy plac Starynkiewicza, na cześć carskiego prezydenta miasta, Rosjanina. Dlaczego? Bo był wybitym włodarzem, bo Warszawa wiele mu zawdzięcza. Dlaczego więc carski namiestnik może mieć swój plac w Warszawie, a swoich ulic, placów i pomników nie mogą mieć Ziętek, Gierek czy Wilhelm Szewczyk?

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 35/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Andrzej Iwańczuk/REPORTER

Wydanie: 35/2019

Kategorie: Publicystyka

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 26 sierpnia, 2019, 10:54

    „Dlaczego więc carski namiestnik może mieć swój plac w Warszawie, a swoich ulic, placów i pomników nie mogą mieć Ziętek, Gierek czy Wilhelm Szewczyk?”
    Dlatego, że o tym, kto sie zasłużył dla Polski nie decydują fakty, tylko IPN-owski jazgot i propaganda.
    Dlatego, że wedle IPN-owskiej wersji „historii” wymienieni ludzie nie służyli Polsce, tylko „komunistycznemu reżimowi, przyniesionemu na sowieckich bagnetach”
    Dlatego, że uhonorowanie tych ludzi wiązałoby sie z koniecznością przypomnienia ich zasług. A wtedy okazałoby sie, jak mierne są osiągniecia 30 lat III RP, w porównaniu z dekadą gierkowską na przykład.
    Dlatego, że zgodnie z taką samą „IPN-logiką” zdegradowano postać Stanisława Sołdka, którego imie nosi pierwszy zwodowany po wojnie polski statek. Wedle IPN był on bowiem narzedziem komunistycznej propagandy i beneficjentem systemu. Moi rodzice i miliony innych z ich pokolenia też byli beneficjentami systemu. Powinni sie zatem wstydzić zapewne. Np. mój ojciec, z biednej chłopskiej rodziny, wykształcił sie na inżyniera i w latach 70-tych budował DLA POLSKI nowoczesną, licencyjną fabryke, która wyciągneła z biedy cały powiat.
    Dlatego ja zrezygnowałem ze swoich idealistycznych planów, aby po zakończeniu kariery zawodowej za granicą, wrócić do kraju i jeszcze posłużyć mu swoją pracą, wiedzą i doświadczeniem.
    Dlatego, że dla TAKIEJ Polski, która szarga pamieć swoich obywateli po prostu nie warto sie poświecać.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Andrzej
      Andrzej 29 sierpnia, 2019, 18:35

      Panie Radosławie,

      Nie służyli Polsce ci, którzy cokolwiek robili w okresie PRL. Nie służyli Polsce – prawdziwej, właściwej według IPN i, rzecz jasna, mocodawców tej instytucji – ci, którzy odbudowywali Warszawę. Nie służyli Polsce ci, którzy budowali fabryki, huty, kopalnie, jakiekolwiek zakłady pracy oraz szkoły. Polsce służyli Wyklęci i jest dziwne, że nie zabrali się w pierwszym rzędzie za tych, którzy podnosili z ruin Warszawę – ze względu na symboliczne znaczenie tej odbudowy. Ale mordowali innych, którzy przywracali normalne życie w Polsce. Nie tylko milicjantów i żołnierzy – mordowali geodetów, nauczycieli, listonoszy oraz tych, którzy śmieli przyjąć ziemię od nowego państwa. Niestety/Na szczęście nie było już Wyklętych, kiedy budowano „tysiąclatki” (planowano wybudowanie tysiąca szkół, bezczelnie wybudowano tysiąc czterysta) – myślę, że zdecydowanie rozprawialiby się z tymi pożal się Boże Polakami, którzy te peerelowskie szkoły budowali. Polak, prawdziwy Polak – patriota, dla którego wzorem była II Rzeczpospolita, winien był występować zbrojnie przeciwko nowej władzy lub przynajmniej nic nie robić. A tymczasem miliony Polaków coś, albo i więcej robiły – ze złym skutkiem.
      Weźmy Jerzego Ziętka. Dzięki niemu powstał Park Kultury i Wypoczynku, nowoczesne, otwarte dla wszystkich sanatoria w Ustroniu, Spodek i pomnik Powstańców Śląskich. I takiemu człowiekowi postawiono pomnik. To się w pale IPN-owskiej nie mieści. Przecież ten człowiek legitymizował PRL, bo efekty jego zaangażowania w czynienie Polski lepszym krajem dostrzegano w świecie. Obraz PRL należało, na wszelkie sposoby, czynić jak najgorszym przez czynienie jak najgorszym życia jej obywateli.
      Po zburzeniu pomników tych, którzy w oczach świata legitymizowali PRL, powstanie wielki pomnik Polaka, Który Nic Nie Robił. (Pomniki Wyklętych już powstały i jeszcze wiele powstanie). Prawdopodobnie stanie na Śląsku – części Polski, w której w okresie PRL, niezgodnie z ustaloną przez IPN racją stanu, wybudowano najwięcej fabryk, hut, kopalni oraz szpitali, sanatoriów i ośrodków wypoczynkowych. I prawdopodobnie odsłoni go Wielki Ślązak Mateusz Morawiecki.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Radoslaw
        Radoslaw 29 sierpnia, 2019, 22:43

        Pewnie już o tym nie raz pisałem:
        W moim rodzinnym mieście Łodzi przed II w.św. nie było ani jednej wyższej uczelni. Wszystkie założono we wczesnych latach powojennych – żeby wielki obóz pracy zaczął kształcić własne elity i mógł stać się miastem. Oczywiście zbudowano też dziesiątki szkół, żeby miał kto na tych uczelniach studiować. Te szkoły i uczelnie ukończyli moi rodzice i ja także. Dziś ludzie, szczególnie młodzi, którzy także korzystali i będą korzystać z tej bazy edukacyjnej, czczą „wyklętych” i plują na „komunę”. Wynoszą na pomniki tych, którzy walczyli z państwem budującym te szkoły i uczelnie, a szkalują tych, którzy to dziedzictwo im pozostawili. Idolem będzie dla nich jakiś zdegenrowany bandzior „wklęty”, a nie Tadeusz Kotarbiński, pierwszy rektor UŁ. Jak to nazwać – głupota, podłość, choroba psychiczna?
        Jak ktoś powiedział – krótka wojna zmienia rząd, długa wojna zmienia naród. Wojna propagandowa z Polską Ludową trwa już 30 lat, intensyfikuje się wraz z odchodzeniem pokoleń, które tamtą Polskę budowały. Ale to, że ich dzieci, wnuki, które nadal są beneficjentami wysiłku swoich przodków nie bronią ich pamięci (ba – przyłączają się do chóru oszczerców!), to jest po prostu odrażające. Zapłacą za to, tylko są zbyt głupi, żeby to zrozumieć. Wojna z PRL to wojna z fundamentalnymi ideami postępu społecznego – powszechną służbą zdrowia, edukacją itd. Te fundamenty się rozpadają, dlatego trzeba dorobić do nich czarną ideologię. Wojna toczy się zresztą nie tylko z PRL – toczy się też z historią przedwojennych buntów społecznych, działaczy robotniczych czy ludowych. Niedawno natknąłem się w Łodzi na zdewastowany pomnik, upamiętniający brutalny atak policji na zebranie działaczy robotniczych w 1932 roku. Przy pomniku spotkałem starszego pana, który z własnej inicjatywy, wręcz chyłkiem, stara się ten pomnik jakoś zachować. Jak mi wytłumaczył, dewastacja zaczęła się po 1989 roku, kiedy wywodzące się z „robotniczej” Solidarności wladze , usunęły pamiątkową tablicę. Trudno o lepszą ilustrację, z kim się ta „Solidarność” faktycznie solidaryzowała.
        Głupi Polacy zapomnieli, że jakieś 90% z nich wywodzi się z przedwojennej, robotniczo-chłopskiej nędzy, a uroili sobie, że ich przodkowie byli ziemianami albo chociaż bogatymi kupcami, ciężko „pokrzywdzonymi przez „komunizm”. W ten sposób Polacy sami sobie zakładają na szyję stryczek, gloryfikując na wpół feudalny model społeczny, który 90% znowu zaprowadzi w nędzę. To, że odbywa się to powoli (na razie) wynika tylko z ogromnego kapitału materialnego i ludzkiego odziedziczonego po PRL. Prosty przykład – ok. połowa polskich lekarzy ma już ponad 60 lat. Kiedy zaczną przechodzić na emerytury, nastąpi totalny krach w służbie zdrowia. Stanie się ona dostępna tylko dla garstki najbogatszych – jak w „jedynie słusznej” II RP. To już niedługo, 5, góra 10 lat. To samo czeka system edukacyjny i emerytalny. Do tego czasu prawica musi w Polsce zaprowadzić dyktaturę, wywołać wojnę albo znaleźć inny sposób na skanalizowanie/opanowanie społecznej wściekłości.
        Gratuluję ironicznego podejścia do rzeczywistości – ja już jakoś nie mogę zdobyć się na uśmiech.
        Niemniej, ja jeszcze proponowałbym takie pomniki:
        1. „W hołdzie „Zachodowi” – za to, że w latach 1945-89 nie pomógł Polsce niczego budować, za to intensywnie dusił ją i rujnowal sankcjami gospodarczymi.”
        2. „W hołdzie spekulantom, cinkciarzom oraz rozmaitym przestępcom gospodarczym i pospolitym – za to, że kradnąc, niszcząc czy mordując w latach 1945-89, czynnie zwalczali komunistyczny reżim i byli „pionierami gospodarki rynkowej”.

        Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy