Dawne i nowe mapy

Dawne i nowe mapy

Pisałem ostatnio o świecie Facebooka i internetu, ale nie napisałem tego, co najważniejsze: ludzie po pięćdziesiątce, trochę młodsi ode mnie i dowolnie starsi, stają się po prostu imigrantami w nowym wspaniałym świecie. Nie znają w pełni języka, który ich otacza, ani nowych obyczajów. Jeżdżąc po Warszawie, gdzie spędziłem całe życie, coraz częściej mam poczucie bliskości, ale też obcości, jakby dawne mapy mojej pamięci traciły już aktualność. Bardzo jestem do nich przywiązany, ale niedługo odkleją się od rzeczywistości.

Mój dorosły syn świetnie sobie radzi z nowym światem, ale do czasu. Moi mali synkowie, kiedy dorosną (nie mieści mi się w głowie, że to jego półbracia), będą go pewnie bić w tym na głowę. Już widzę, jak im paluszki biegają po różnych klawiaturach i ekranach. To świat, w którym się urodzili. Z dziećmi jest kłopot. Źle, jeśli za szybko wprowadza się je w przestrzeń, która zastępuje im całe piętra wyobraźni. Strach też robić to za późno, wtedy w biegu do nowoczesności tracą dystans wobec innych dzieci. Ten nasz ciągły maniacki rozwój, pomnażanie rzeczy zmienia się w autodestrukcję.

Mój ośmiolatek Antoś bardzo się interesuje końcem świata. Rozumuje: skoro wszystko ma swój koniec, to też świat będzie miał swój koniec, a że trudno sobie to wyobrazić, wcale nie znaczy, że tak się nie stanie. Antoś był na obozie. Wydawało nam się, że się nie nadaje, on król i władca. Nie przewidzieliśmy, że zacznie zarządzać dziećmi. W niedzielę msza święta, ale dzieci miały wybór: iść do kościoła lub na plac zabaw. Zdecydowana większość wybrała plac zabaw. Więc jeszcze dosyć daleko nam do państwa wyznaniowego. A już słychać coraz liczniejsze głosy, że prezydent Duda i PiS szykują nam państwo wyznaniowe. Aż tak źle nie będzie, ale nawet niewielki zwrot w stronę Kościoła będzie miał dla niego samego poważne konsekwencje, oczywiście negatywne. Duch czasu nie jest religijny i konflikt będzie się zaostrzał. Stanisław Obirek, były jezuita, w jednym z wywiadów mówi: „Polski katolicyzm nie jest ani religią, ani chrześcijaństwem, lecz ideologią grupową pozwalającą na odróżnianie się od innych, a w skrajnych przypadkach – na zwalczanie tych, którzy nie podzielają ich poglądów”.

Prezes PiS też traktuje religię czysto instrumentalnie. Po pierwsze, uważa, że nawet ta płytka i naskórkowa polska religijność poprawia moralność tego ukochanego, ale zdeprawowanego narodu. Poza tym religia daje identyfikację i wzmacnia narodowego ducha. Kraj, w którym nadal Chrystus jest uparcie Polakiem, a Matka Boska zawsze dziewica, nie tylko w Radiu Maryja, jest Polką. Prezes instrumentalnie traktuje Radio Maryja, chociaż nie ma wielkich złudzeń co do moralności ojca dyrektora. Ale na wojnie z liberalizmem, który chce Polaków wynarodowić, każdy sojusznik jest dobry. Do czasu, co zresztą Kaczyński wie.

Radosław Sikorski odchodzi z polityki, moim zdaniem na jakiś czas. I dobrze robi. Wie, że PO pewnie będzie podtopiona przez wybory i że padłby tego ofiarą, będąc na dolnym pokładzie tej partii. Podsłuchana rozmowa bardzo osłabiła jego pozycję, ale najbliższe lata i różne mordobicia polityczne pozwolą o tym zapomnieć. Nie lubią go również liczni koledzy z jego partii, też dlatego, że ich przerasta. Sikorski zawsze wydawał mi się dużą osobowością, wiem to także ze spotkań z nim w cztery oczy. Jego słabością jest pewien rodzaj pańskiej wyniosłości, której w Polsce się nie wybacza. (Też mi bywało trochę przykro). Polacy, odtrącani tak długo przez historię, wyniosłość traktują jako odtrącenie.

Kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Ryszard Petru, który dopiero co wkroczył do polityki, już został wkręcony w nasz magiel polityczny. To przypomina dawną karczmę, gdzie szlachta pije i bierze się za czuby. Na progu swojej przygody z polityką rozmawiał w „Kropce nad i” z Palikotem, który do razu był agresywny, zarzucił mu, że jest oszustem, i stawał na głowie, by pokazać, gdzie się różnią, a nie, gdzie się zgadzają. Tak, nie tylko PiS wytwarza ten styl wojny ostatecznej. Kiedy ktoś skacze nam do gardła, bardzo trudno jest prowadzić kulturalną rozmowę.

PiS może obiecywać przedwyborczo do woli i zupełnie bezkarnie. Ktoś powie: kiedy dojdą do władzy, nie spełnią swoich obietnic. Ale spiskowe myślenie pomoże wszystko wyjaśnić i usprawiedliwić. Prawica dopiero gdy objęła władzę, odkryła, w jak opłakanym stanie jest państwo, betonowy układ, bez środków nadzwyczajnych nie da się nic zrobić. Gdybym musiał obstawiać, jak będzie wyglądał przyszły parlament: dwie dominujące partie i pływające między nimi strzępki ruchu Kukiza, ciut PSL, kilku posłów lewicy, a i to nie jest pewne. Smętny obraz niemożności.

Wydanie: 31/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy