Demontaż koalicji rządowej?

Demontaż koalicji rządowej?

W Podlaskiem PiS odsunęło Samoobronę i weszło w układ z PSL

Wyniki wyborów do sejmiku podlaskiego nie zapowiadały żadnych rewelacji. PiS z przystawką w postaci Samoobrony uzyskało połowę mandatów. Wystarczyło podkupić jednego radnego z Platformy lub PSL (obie partie też szły blokiem) i gotowy byłby szybki sukces Prawa i Sprawiedliwości.
Lub… Platformy wraz z PSL, LiD (też miały razem połowę mandatów) i ewentualnie dokupionym jednym radnym z Samoobrony. Takie były oczywiste scenariusze, choć spekulowano też o porozumieniu PO-PiS.
Ta konfiguracja miała najmniejsze szanse, bo Platforma deklarowała głębokie przywiązanie do ludowców, ci zaś odpłacali deklarowaną czułością wobec większego partnera. PiS – potwierdzało wielkie ukochanie Samoobrony, czyli swego krajowego partnera strategicznego. Jednakowoż spekulacje sobie, a życie sobie. Posypało się wszystko i stało się tak: Prawo i Sprawiedliwość (12 mandatów) połączyło się z PSL (pięć mandatów)

i utworzyło większościową koalicję

(bo sejmik liczy 30 radnych).
To tyle arytmetyki. Politycznie natomiast jest niezły galimatias. PiS odrzuciło Samoobronę, co mogłoby oznaczać, że Kaczyńscy wcale nie są tak mocno przywiązani do swych centralnych sojuszników, gdy chodzi o interesy lokalne. Czy wzbudzi to jakiekolwiek emocje w koalicji rządowej? Raczej należy wątpić.
PSL – okazało się z kolei – jest jak Wielka Brytania; nie ma wiecznych przyjaciół ani wrogów, tylko wieczne interesy w postaci władzy. Upokorzyło Platformę, i to dotkliwie, wszak ludowcy na plecach PO tak licznie wjechali do sejmiku. Bez zblokowania się z większym bratem mieliby figę – najwyżej dwa mandaty.
Rzecz całą przeprowadzono perfekcyjnie. Metoda, za pomocą której ograno lewicę, liberałów i Samoobronę, kiedyś w piłce nożnej nazywała się nagła śmierć – kto pierwszy strzelił, ten odsyłał przeciwników do szatni.
Nie było więc przed pierwszą sesją (28 maja) słychać o tajnych nocnych naradach w zacisznych miejscach. Niemal

wszystko ujawniło się

na sali obrad. Najpierw wybrano ludowego przewodniczącego sejmiku, chwilę później marszałka z PiS. Potem marszałek zgłosił kandydatów na członków zarządu województwa. I… było pozamiatane.

Perfekcja wicemarszałka Putry (chyba wąsy odrastają) pokazała, że jest on wciąż niezłym graczem na niwie regionalnej. Dodatkowym skutkiem stworzonego przezeń układu jest pokłócenie opozycji. Lewica i Demokraci mają pretensje do Platformy, że ta nie poparła ich kandydata (prodziekana prawa na uniwersytecie, głównego radnego prawosławnego) na wiceprzewodniczącego sejmiku. Żadna to szczególna funkcja, więc niepotrzebnie sobie Platforma brudziła ręce, bo lewica może o tym zapomni, ale środowisko narodowościowe – nie. Samoobronie wyznaczono rolę grzecznego potakiwacza wobec większościowej koalicji. I pewnie w tej pozycji pozostanie, bo trójka radnych tej partii to nie największe rozmiary politycznych czapek w regionie.
A LiD? Jeżeli radni (trzech, w tym dwóch reprezentantów mniejszości narodowej) znajdą miejsce w szerszych niż polityczne ruchach społecznych, mogą podnieść swoje pozycje. Wszak poparcie mają większe od PSL i Samoobrony. W sejmiku nikt ich nie dopuści do wpływów, choć akurat klub lewicy to „najwyższa półka” samorządowa. Jest w nim marszałek ubiegłej kadencji, Janusz Krzyżewski, i członek zarządu województwa, Jan Syczewski (działacz białoruski, były poseł), oraz wspomniany prodziekan prawa, Jarosław Matwiejuk, który uzyskał najlepszy wynik spośród wszystkich radnych.
Analitycy przewidują też szybkie ruchy tektoniczne w PiS, bez funkcji został bowiem niezwykle ambitny Bogusław Dębski, poprzednio typowany na marszałka. On już niejeden układ zdestabilizował. A jak znam PSL, ta partia da się we znaki większościowemu klubowi. Może to źle wróżyć Dariuszowi Piontkowskiemu, wybranemu na marszałka województwa. Uchodzi on za umiarkowanego i nieźle przygotowanego samorządowca. Czy będzie w stanie oprzeć się ekstremie ideologicznej Prawa i Sprawiedliwości oraz odwetowym ciągotom swojej partii? – oto jest pytanie. Czy będzie umiał się odnaleźć między

ambicjami prawicowych baronów,

którymi są Jarosław Zieliński z Suwałk (teraz w MSWiA), Krzysztof Jurgiel – wiadomo, no i Putra – mentor koalicji?
Nic nie jest jeszcze wykluczone. Nawet to, że upokorzona dziś Platforma dla uzyskania wsparcia na rzecz Białegostoku (gdzie rządzi) skorzysta z jakichś awansów ze strony koalicji. Z drugiej strony – PO może też odegrać rolę ośrodka skupiającego rozdrobnioną opozycję, zarówno lewicową, jak i wewnątrzpisowską.
Co więc zostało z wielkiego hałasu, podnoszonego w całym kraju w związku z wyborami na Podlasiu? Chyba niewiele. Wyniki nikogo nie wyniosą ku karierze ani nikogo chyba nie utrącą.
Na zakończenie zauważę, że cichuteńko zrobiło się wokół – to warto powtarzać – klęski PiS w referendum rospudzkim. Podejrzewam, że niebawem sprawa wróci i wówczas niestety się okaże, że winna jest… Europa.

 

Wydanie: 23/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy