Dlaczego Bank Światowy ocenia polską gospodarkę najgorzej spośród nowych krajów UE?

Dlaczego Bank Światowy ocenia polską gospodarkę najgorzej spośród nowych krajów UE?

Prof. Leszek Zienkowski, Komitet Nauk Ekonomicznych PAN
Do wszelkich raportów podchodzę z pewną rezerwą. Wynik w rankingu zależy od doboru wskaźników i zdarza się, że ogólna ocena może być trochę tendencyjna. W tym wypadku jednak tak to wygląda. Zwłaszcza warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce odbiegają na minus także od większości krajów nowo przyjętych do Unii. Obraz polskiej gospodarki nie jest więc inny od prezentowanego w raportach BŚ. Nie jesteśmy wcale tacy dobrzy, choć w bieżących ocenach w kraju właśnie takie opinie niekiedy bywają upowszechniane.

Prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog
Pod względem rozmiarów bezrobocia, ubóstwa, wydatków na badania naukowe itd. jesteśmy niestety na szarym końcu dziesiątki krajów nowo przyjętych do Unii Europejskiej. Mamy bardzo poważne problemy, więc zdziwienie budzi, że rząd zajmuje się np. wydłużeniem ferii szkolnych, becikowym, tworzeniem nowych urzędów. Szkoda, że niedoceniamy potencjału rozwojowego, jaki wynika z badań i nauki, że mamy dramatycznie wysokie rozwarcie między wysokimi kosztami pracy a niskimi kosztami kapitału, co powoduje spadek zatrudnienia, a nie rozwój inwestycji. Trzeba szukać głębszych przyczyn takiego stanu.

Andrzej Sadowski, współzałożyciel Centrum im. Adama Smitha
Próba użycia tych samych wskaźników dla różnych gospodarek powoduje, że wychodzą rzeczy zastanawiające. Raporty, które posługują się danymi z różnych statystyk doprowadzają do zniekształcenia obrazu rzeczywistości. W ten sposób nie uda się np. dokonać wyboru miejsca do inwestycji innej decyzji gospodarczej. Ktoś, kto lokuje własne pieniądze, nie kieruje się abstrakcyjną statystyką, ale na miejscu sprawdza warunki do podjęcia decyzji. O konkurencyjności danej gospodarki rozstrzygają nie tyle wskaźniki, ile system instytucjonalno-prawny.

Dr Jacek Tomkiewicz, TIGER Centrum Badawcze Transformacji, Integracji i Globalizacji
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że tego rodzaju rankingi są swoistymi konkursami piękności, tzn. opierają się na badaniu wielkości, które nie są do końca obiektywne i dokładnie mierzalne (jak na przykład mierzyć konkurencyjność, innowacyjność czy łatwość prowadzenia biznesu?), dlatego takie porównania należy traktować poważnie, ale z pewną rezerwą. Takie rankingi są jednak o tyle ciekawe i ważne, że pokazują nam miejsce w szeregu i wskazują, gdzie najwięcej musimy poprawić. Od lat podobne opracowania wskazują na te same, główne przeszkody w prowadzeniu działalności gospodarczej – poziom rozwoju infrastruktury oraz jakość stanowienia i egzekwowania prawa. Można więc stwierdzić, że Polska najbardziej odstaje od reszty UE w obszarze skuteczności wypełniania przez państwo swoich funkcji i to tutaj mamy najwięcej do zrobienia.

Prof. Paweł Bożyk, rektor Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie
Wiele instytucji wykonuje rankingi konkurencyjności i Polska zwykle znajduje się w połowie listy, w najlepszym wypadku powyżej 40. miejsca, bo jesteśmy krajem względnie dużym w porównaniu z Litwą czy Estonią. Zwykle zastosowane wskaźniki zawierają pewną dozę subiektywnych ocen. Nie przejmowałbym się więc ocenami, że gwałtownie spadamy lub też podnosimy się w tych rankingach o kilka miejsc. Pozycja w takim raporcie zależy bowiem od tego, kto analizę przygotowuje, jaki ma zestaw danych, a nawet w jakim jest nastroju. Polska nie jest krajem rozwiniętym gospodarczo, ale nierzadko okazuje się, że liderami na takich listach wcale nie są takie potęgi gospodarcze jak USA, Niemcy czy Francja, lecz jakiś inny kraj, który doraźnie wysunął się na prowadzenie w wyniku jakiegoś wydarzenia, np. bardzo korzystnie przeprowadzonej transakcji czy innych czynników. Np. wskaźnik atrakcyjności kraju dla inwestorów zmienia się nieprawdopodobnie powoli, wszelkie gwałtowne skoki lub spadki są niewiarygodne. Niekiedy instytucje, ogłaszające rankingi, chcą w ten sposób zaistnieć w opinii publicznej. Nie przejmowałbym się też zbytnio raportami Banku Światowego czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które są ostatnio pod ogniem poważnej krytyki, a ich pozycja bardzo podupadła.

Dr Dariusz Grabowski, ekonomista, europarlamentarzysta LPR
Od kilkunastu lat prawda o stanie naszej gospodarki i o jej perspektywach jest zamazywana przez rządzące elity. Mówi się raczej o wysokiej pozycji Polski w świecie. Raport Banku Światowego odkrywa prawdę o naszej konkurencyjności, o zacofaniu technicznym i społecznym. Powodem jest wysokie bezrobocie i dług publiczny, który wpływa na poziom podatków, nieudana prywatyzacja itd. Podzielam ponury osąd polskiej gospodarki wyłaniający się z tego raportu. Rzadko bowiem mówi się o poziomie społecznej wydajności, a jedynie o wydajności w poszczególnych przedsiębiorstwach. Natomiast wydajność społeczna jest bardzo niska przy tak ogromnym bezrobociu, przy armii emerytów, także tzw. mundurowych, przy wielkiej biurokracji, którą jeszcze powiększa się z powodu standardów unijnych.

Dr Maciej Grabowski, wiceprezes Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową
Nie należy kwestionować tych wyników ani się obrażać. Niestety porównanie z innymi krajami np. co do czasu zakładania biznesu, rozpatrywania przez sąd pozwów o zwrot długu itp. wskazują, że nie sprzyjamy przedsiębiorcom. Nie wprowadza się ułatwień technicznych, np. rozliczeń elektronicznych. Wydaje się grube miliony na przetargi i wdrożenie informatyzacji urzędów, ale efektów nie widać. To nie problem niewiedzy, lecz braku chęci zmian.

Prof. Hanna Gronkiewicz-Waltz, posłanka PO
Powiedzmy szczerze, kraje bałtyckie, Węgry, Czechy i Słowacja stwarzają lepszy klimat dla inwestorów, mają dobry system podatkowy, mniejszą niechęć do prywatyzacji. Jeśli inwestor ma do wyboru samolot np. z Frankfurtu, to jest mu obojętne, gdzie wyląduje, ale Praga i Budapeszt są chociaż piękne, a Warszawa dużo brzydsza. Gdy się ma trzy córki, a jedna jest brzydka, to trzeba ją przynajmniej dobrze wyposażyć, aby korzystnie wyszła za mąż. Nie wiem, czy jesteśmy na końcu rankingu wśród krajów UE pod względem wzrostu PKB, czy przed Węgrami, ale krytyka prywatyzacji w Polsce, zapowiedzi nacjonalizacji powodują wiele niejasności na rynku inwestycyjnym. A tutaj nikt nie prowadzi działalności charytatywnej.

Marek Borowski, lider SdPl
Zagraniczni inwestorzy o wiele bardziej niż na podatki zwracają uwagę na takie czynniki jak korupcja, niepewność decyzji aparatu skarbowego, niewydolność sądownictwa gospodarczego, słaby system bankowy, nieuregulowanie spraw własnościowych. To dlatego inwestycje zagraniczne w Polsce nigdy nie przekroczyły 10 mld dol. rocznie. Na Węgrzech w przeliczeniu na jednego mieszkańca było tego trzy razy więcej. Obecny klimat szykujący się w Polsce będzie jeszcze bardziej odstraszał, kiedy mówi się o nacjonalizacji, zakazuje fuzji i kłóci z Komisją Europejską. Choć jesteśmy najwięksi i dumni, będziemy nadal przegrywać.

 

Wydanie: 4/2006

Kategorie: Pytanie Tygodnia
Tagi: Przegląd

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy