Dowody nie mają znaczenia

Dowody nie mają znaczenia

Wigilia już oddala się jak udekorowany kolorowymi światełkami ostatni wagon pośpiesznego pociągu. Było u nas 17 osób, w tym piątka dzieci, najmłodsze dwa lata, szóste w brzuchu. Nic o polityce, wszyscy nią przejedzeni, czują mdłości i myślą tak samo, tylko ojciec żony, pisowiec, zapytał mnie, czy dużo piszę, i ostrzegał, by nie krytykować rządzących, bo to może być niebezpieczne. Kuzyn żony jest młodym klimatologiem, rok temu na wigilii snuł ciemne wizje zmian klimatycznych, teraz mówi, że jest gorzej, niż sądzono. Nie tylko potwierdziły się wszystkie pesymistyczne teorie, mamy już pewność, że przekroczyliśmy próg, za którym nie ma odwrotu, a zmiany będą następować szybciej, niż przewidywano. Upubliczniane dane nie mówią całej prawdy, są kompromisem zawieranym przez naukowców z politykami. Część środków planowanych na energię odnawialną trzeba będzie przeznaczyć na ratowanie całych obszarów Ziemi przed katastrofą. A to stworzy błędne koło – próbując ratować miliony ludzi, stracimy środki na ograniczanie emisji dwutlenku węgla. Zapewne dosyć szybko wynalezione zostaną nowe formy pozyskiwania czystej energii, problem w tym, że już jest za późno. Dobra wiadomość – jaka mała przy tej złej – miniony rok był przełomowy, już nie mniejszość, ale większość ludzi w bogatych krajach uświadomiła sobie, że grozi nam globalna katastrofa. W moim domu nie straszy się tym dzieci, ale o tym wiedzą, to jest w powietrzu. Na szkolną wigilię mojego Frania dzieci miały przynieść swoje kubki, by nie używać jednorazowych. A to szkoła publiczna, więc mało czuła na znaki nowego czasu. Nawet gruboskórni pisowcy czują na własnej skórze, że klimat nam się ociepla. Ale to naszej planecie nie zaszkodzi. Jak się nam ociepli, to będzie nawet miło i Polska stanie się wielkim producentem wina. Ten typ prawicowego umysłu mało jest wrażliwy na problemy, które dotyczą natury. I jest taktyka wyborcza, nie można podpaść Śląskowi. A środki na redukcję emisji dwutlenku węgla potrzebne są na prezenty dla ludu. Jest też powód ukryty. Lęk przed zmianami klimatycznymi szkodzi, bo może zjeść inne lęki, które są PiS potrzebne, by się utrzymać przy władzy. Nie oglądam, nie słucham reżimowych mediów, ale wiem od tych, którzy czasami wchodzą do strefy skażonej, że tam prawie nic nie ma o zmianach klimatycznych, a jeśli coś, to kpiny. Nie wolno ludu straszyć klimatem, bo lud może przestać się zamartwiać masturbacją dzieci, LGBT, spiskiem sędziów. A do kanonu lęków wchodzi nowy – ekologizm.


Wielką karierę robią słowa nieocenionego abp. Jędraszewskiego, ulubieńca PiS, wygłoszone w Telewizji Republika. Zacytuję mały fragment, reszta łatwa do zdobycia w internecie. „Ekologizm to zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko pod postacią nastolatki, to coś, co się narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych”. Metropolita krakowski stwierdził też, że ekologizm jest sprzeczny z nauką Kościoła katolickiego. Pojawiło się porównanie Grety Thunberg do Fryderyka Engelsa. „W Piśmie Świętym jest wyraźnie napisane »czyńcie sobie ziemię poddaną«. Adam jest kimś, kto nazywa zwierzęta, a więc nad nimi panuje…”. Dalej był stary zestaw strachów, „deprawacja dzieci” i podobne banialuki. Piętnastu arcybiskupów i biskupów skierowało do abp. Marka Jędraszewskiego otwarty list poparcia i solidarności. Boże, chroń nasz klimat i nasze dzieci przed naszym Kościołem.


Na filmie „Oficer i szpieg”. Polański w wieku 85 lat znowu zrobił świetny film, uparcie jest młody jako reżyser i człowiek. Lubię go i podziwiam. I nie wierzę ofierze gwałtu, która zgłasza się do publicznej spowiedzi po niemal pół wieku. W ten sposób można załatwić każdego. Sprawa Dreyfusa odległa jest od katastrofy smoleńskiej, ale ten sam był mechanizm dzielenia społeczeństwa na dwa obozy. Tam był na dodatek jadowity antysemityzm, zapowiedź hitlerowskiego. Ta sprawa rozłamała Francję na pół na ćwierć wieku. Polska też podzielona jest na pokolenia. A nasi pisowcy, gdyby ich przenieść w czasie do Francji, byliby pewni, że Dreyfus jest zdrajcą. To ten sam typ osobowości, umysł zamknięty, często zakuty w dyby. Jak przy okazji nie pytać teraz: a co z zamachem smoleńskim, w którym śmiercią bohatera poległ prezydent? Tu również dowody nie miały żadnego znaczenia. Cisza zapadła nad tą trumną, ta cisza aż boli. Ale zamknięte umysły dobrze sobie z tym radzą. Jak nie ma dowodów, to dowód, jak wyrafinowany był spisek.

Wydanie: 2/2020

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy