Epitafium dla Polskiego Radia

Epitafium dla Polskiego Radia

Dramatycznie niska słuchalność, spory wewnętrzne i brak pomysłów na przyszłość – oto smutny obraz Polskiego Radia

Od kilku tygodni wśród pracowników Polskiego Radia krążą plotki o szykowanej dymisji prezes zarządu spółki, Agnieszki Kamińskiej. Najświeższe głoszą, że już wkrótce jej miejsce zajmie albo były poseł Kukiz‘15 Piotr Apel, albo były dyrektor Programu III PR Michał Narkiewicz-Jodko. Do zarządu miałaby zaś wejść obecna dyrektor Programu II PR Małgorzata Małaszko-Stasiewicz.

Dla kogo ta nisza?

Sytuacja Polskiego Radia jest zła. Dobrze o tym wiedzą politycy Prawa i Sprawiedliwości. Największym krytykiem poczynań pani prezes jest dziś poseł Marek Suski, który przewodniczy Radzie Programowej PR. W kwietniu rada odrzuciła przedstawioną jej ramówkę Programu III – jak powiedział Suski portalowi Wirtualne Media, „była tak słaba, że nie dało się jej obronić”. Dodał też, że przewiduje „specjalne posiedzenie poświęcone Programowi III Polskiego Radia”.

Na początku czerwca z kolei rada odrzuciła sprawozdanie spółki za rok 2020 z realizacji misji publicznej. Wirtualne Media znów cytowały Suskiego, a ten nie owijał w bawełnę: „W Polskim Radiu jest od dłuższego czasu kryzys. Jest bardzo duży spadek dochodów z reklam. Jest bardzo zła sytuacja w Trójce. W Polskim Radiu nie dzieje się dobrze. Wyrazem jest mniejsza ilość programów. Mamy katastrofalny spadek słuchalności. Pani prezes nie przedstawiła wizji wyjścia z tej sytuacji”.

Inny członek Rady Programowej, Jan Ordyński, ujawnił portalowi, że „prezeska i dyrektor Kwieciński (Paweł Kwieciński, dyrektor Biura Programowego PR SA – przyp. aut.) twierdzili, że się bardzo dobrze dzieje w Trójce. Nawet poseł Suski powiedział, że opowiadają bzdury i to jest nieprawda”.

W październiku Rada Programowa po raz kolejny negatywnie zaopiniowała przedstawioną jej jesienną ramówkę Trójki. Choć większe znaczenie ma fakt, że po sześciu latach przebudowy mediów publicznych wyniki słuchalności głównych programów Polskiego Radia, czyli Jedynki i Trójki, osiągają historyczne minima.

Według ostatniego badania Radio Track Programu I PR w grupie wiekowej od 15. do 75. roku życia słuchało 4,2% badanych, a Programu III – zaledwie 1,8%, co było najgorszym wynikiem tej stacji. Dla porównania – w latach 2010-2011 Program I mógł liczyć na 12-13% słuchaczy, a Program III na ponad 8% (w latach 90. XX w., gdy startowały rozgłośnie prywatne, takie jak Radio ZET i RMF, Jedynki słuchało 30-40% Polaków, a Trójki – 20-25%).

Przy czym mówimy o instytucji, która w XX w. miała ogromne zasługi dla polskiej kultury, która szczyciła się osiągnięciami na arenie międzynarodowej, takimi jak polska szkoła reportażu radiowego czy Teatr Polskiego Radia.

Warto pamiętać o środkach, jakimi dysponuje dziś Polskie Radio SA. Przychody w roku 2020 wyniosły 346 mln zł, w tym 159 mln zł z abonamentu i 119 mln zł rekompensaty ze środków publicznych. Nigdy w przeszłości spółka nie miała tylu pieniędzy. Dlatego coraz częściej w kręgach politycznych i rządowych pada pytanie, czy wobec tak mizernych wyników opłaca się pompowanie wielkich pieniędzy w Polskie Radio. I kto odpowiada za upadek tej instytucji?

Wszak założenia były inne. Polskie Radio miało się stać kolejnym ważnym medium wspierającym „dobrą zmianę”. Prawo i Sprawiedliwość nie potrzebuje niszowych programów, których utrzymanie kosztuje kilkaset milionów złotych rocznie.

Kto rządzi w alei Niepodległości?

Radiowcy skarżą się, że podobnego chaosu nie było tam nigdy. Na podjęcie decyzji trzeba czekać tygodniami, dyrektorzy biur i ich zastępcy w większości, gdy tylko mogą, pracują zdalnie (z powodu pandemii), co pogłębia problemy organizacyjne. Sugerują, że prezes Agnieszka Kamińska de facto nic nie znaczy i niewiele może, a jeśli ktoś chce czegoś się dobić, powinien się zwrócić do zastępcy dyrektora Biura Programowego Anny Czabańskiej, prywatnie małżonki przewodniczącego Rady Mediów Narodowych. Albo do jednej z jej koleżanek zatrudnionych w spółce, które tworzą wpływowy krąg towarzyski.

Wszystko to jest elementem wewnętrznego konfliktu, który toczy spółkę. Prezes Kamińska, zgodnie z wolą Rady Nadzorczej Polskiego Radia, pełni jednoosobowo funkcję zarządu, ma więc pełnię władzy i ponosi pełną odpowiedzialność. Jej krytycy zarzucają, że pobiera wysokie wynagrodzenie za to, że nic nie robi. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, w roku 2020 na wynagrodzenia jednoosobowego Zarządu Polskiego Radia przeznaczono 404 tys. zł, co daje miesięcznie niebagatelną kwotę 33 666,66 zł.

W przeszłości zarząd składał się z trzech osób – prezesa i dwóch wiceprezesów. Rozmywało to odpowiedzialność, lecz pozwalało sprawnie zarządzać spółką. Dziś jest inaczej. Stabilności pozycji Agnieszki Kamińskiej nie sprzyja fakt, że od roku 2016 Polskie Radio SA miało trzech prezesów – Barbarę Stanisławczyk, Jacka Sobalę i Andrzeja Rogoyskiego, którzy zresztą walnie przyczynili się do utraty pozycji, jaką miało Polskie Radio.

Prezes Kamińska wie, że ewentualna zmiana na tym stanowisku może się dokonać z dnia na dzień. A zdecyduje o tym Rada Mediów Narodowych, której przewodniczy Krzysztof Czabański. Na czyj wniosek zostanie podjęta taka decyzja, to już inna sprawa.

21 listopada pojawiła się informacja o zmianie dyrektor Biura Zarządu Polskiego Radia. Miejsce Agnieszki Kurec zajęła jej dotychczasowa zastępczyni Anna Kuncewicz-Czopowicz. Zaskoczenie było tym większe, że Kurec uchodziła za osobę cieszącą się zaufaniem prezes Kamińskiej. Dziennikarze, którzy pytali o powody jej odejścia, usłyszeli, że Polskie Radio nie komentuje spraw personalnych.

Za to na forach internetowych zaroiło się od komentarzy. W większości nienadających się do publikacji. Najogólniej zarzucano kierownictwu Polskiego Radia, że promuje na antenach fatalny warsztat, język „jak spod budki z piwem” i zero standardów dziennikarskich. A dymisja Agnieszki Kurec miała być kolejną odsłoną wewnętrznego konfliktu toczącego spółkę.

Osoba nadal związana z Polskim Radiem tłumaczyła mi, że Agnieszka Kamińska wie, że anteny tracą słuchaczy, lecz nie ma pojęcia, jak wyjść z kryzysu. Wszyscy, którzy obiecywali jej cuda, zawiedli. Trójka w ubiegłym roku się rozpadła. Michał Narkiewicz-Jodko, który zastąpił Kubę Strzyczkowskiego, obiecywał poprawę wyników słuchalności oraz odbudowę anteny, co mu się nie udało. W maju br. przeszedł na stanowisko dyrektora Agencji Muzycznej Polskiego Radia, a na początku grudnia br. został oddelegowany do pracy w archiwum Polskiego Radia. Paweł Kwieciński, dziś p.o. dyrektor, jest jednocześnie dyrektorem Biura Programowego, w którym pracuje Anna Czabańska, więc za bardzo nie ma głowy, by zajmować się anteną. Nic dziwnego, że Myśliwiecka szoruje po dnie. 1 grudnia kolejnym dyrektorem stacji został Marcin Wąsiewicz, w przeszłości związany z Radiem Łódź, RMF i Polsatem. Jego wielkim sukcesem będzie powstrzymanie upadku tej kultowej niegdyś stacji.

Lawinowo spadła słuchalność Programu I Polskiego Radia. Jedynka przez lata była najpopularniejszym programem radiowym w Polsce. Wymyślone w 1971 r. przez Aleksandra Tarnawskiego „Lato z Radiem” od czerwca do sierpnia słychać było na każdej plaży, w każdym sklepie i urzędzie. Dziś to zamierzchła historia.

Autorzy „dobrej zmiany” pocieszają się, że „badania słuchalności są niewiarygodne”. Po cichu przyznają jednak, że własnymi rękoma pogrzebali powierzoną im instytucję. Z tego powodu wewnętrzne tarcia stały się bardziej widoczne. Bo ktoś przecież będzie musiał ponieść konsekwencje.

Wewnętrzne ciśnienie podniosło też pojawienie się w spółce inspektorów Najwyższej Izby Kontroli. Kierowana przez Mariana Banasia instytucja budzi lęk i wściekłość rządzących, gdyż jej prezes i jego podwładni starannie wykonują to, do czego zgodnie z ustawą zostali powołani. Przekonali się o tym boleśnie zarówno Mateusz Morawiecki, jak i Zbigniew Ziobro. Raporty NIK o organizacji „wyborów kopertowych” i funkcjonowaniu Funduszu Sprawiedliwości to solidnie zebrany, usystematyzowany i opracowany materiał dla prokuratury. Jeśli nie dziś, to jutro.

Nic więc nie powstrzyma pracowników NIK przed uczciwym i rzetelnym przedstawieniem opinii publicznej informacji o tym, jak funkcjonuje Polskie Radio. Na razie zadają pytania i przeglądają dokumenty. A im bardziej się w nie zagłębiają, tym większy budzi to niepokój części pracowników. Nikt przecież nie wie, co znajdą i do jakich wniosków to ich doprowadzi.

Może się okazać, że napięcia w Polskim Radiu będą tak wielkie, że ktoś w geście rozpaczy zwróci się do mediów i powie wszystko, co wie, pogrążając pozostałych, zgodnie z zasadą: jeśli już mam iść na dno, to nie samotnie.

Ratuj się kto może

Prezes Agnieszka Kamińska wie, że trzeba by wiele zmienić, aby za jakiś czas dostrzec choć niewielką poprawę. Nie wie natomiast, czy za chwilę nie przyjdzie jej pożegnać się ze stanowiskiem. W efekcie nie robi nic.

W ubiegłym roku z powodu skandalu, jaki wybuchł wokół Listy Przebojów Programu III i późniejszego odejścia wielu znanych dziennikarzy, którzy założyli internetowe radia 357 i Nowy Świat, Trójka stała się poligonem doświadczalnym zmian, które miały naprawić efekty wcześniejszych działań. Sposobem na poprawę notowań Trójki miały być nowe głosy na antenie.

Jednym z pozyskanych z rozgłośni komercyjnych prezenterów był Łukasz „Ciechan” Ciechański, który zastąpił Marcina Łukawskiego i w trakcie prowadzonej audycji dumnie oświadczył: „Przyszedłem tutaj żuć gumę i orać konkurencję. I właśnie skończyła mi się guma”. Na początku października „Ciechan” przestał pojawiać się w porannym paśmie „Pora na Trójkę”, choć nadal prowadził trzy autorskie audycje w innych godzinach.

Oficjalnie podane powody to dbałość o muzykę i fakt, że autorskie audycje są zajęciem czasochłonnym i mogłyby kolidować z obowiązkami kierownika redakcji muzyki w Programie III Polskiego Radia. Po cichu przyznano, że Ciechański jednak nie zaorał konkurencji, więc podziękowano mu za wysiłek.

Rozpadło się Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia. Po odejściu na emeryturę wybitnej reportażystki Ireny Piłatowskiej przez jakiś czas nieformalnie obowiązki szefa redakcji pełniła Agnieszka Walewicz, której także w zespole już nie ma. Potem studiem kierował Mirosław Rogalski, jednak nie zyskał sympatii zespołu. W konsekwencji najwybitniejsi, najczęściej nagradzani twórcy, w tym Hanna Bogoryja-Zakrzewska, odeszli, a wraz z nimi skończyła się historia najlepszej w dziejach polskiej radiofonii redakcji reportażu i dokumentu, której nieprzerwana tradycja sięgała lat 50. XX w. Pisaliśmy o tym w czerwcu i lipcu br. na łamach PRZEGLĄDU.

O nowych programach, takich jak Radio Chopin, Radio Kierowców, Radio Dzieciom, nie ma co nawet wspominać. Ich słuchalność jest śladowa. Na tym tle wyróżnia się Polskie Radio 24, które stało się otwartą trybuną prawicowych publicystów. W porównaniu do tej stacji TVP Info to oaza kultury, tolerancji i wykwintnego smaku. Polskie Radio 24 może liczyć na 0,7% słuchaczy. Choć gdy startowało w 2016 r., ówczesny redaktor naczelny Michał Chodurski zapowiadał, że w 2017 r. słuchalność anteny będzie na poziomie 1%, co byłoby znacznym osiągnięciem.

W Polskim Radiu powszechny jest lęk przed zwolnieniami, bo każdego mogą dotknąć. Nic dziwnego, że stołeczny sąd pracy często musi rozstrzygać, czy można było zwolnić pracownika, czy nie. Niby drobiazg, a jednak wiele mówi o kondycji spółki i panujących w niej relacjach. Wśród pracowników coraz częstsza jest postawa „ratuj się kto może”.

Dziś nikt nie oczekuje, że Polskie Radio kiedykolwiek wróci do dawnych wysokich standardów, że jak BBC w Wielkiej Brytanii stanie się wzorem do naśladowania. W ostatnich latach utraciło ostatecznie niewinność i reputację. I nic już tego nie zmieni. Zwłaszcza zmiana na fotelu prezesa spółki. Szkoda.

m.czarkowski@tygodnikprzeglad.pl

Fot. East News

Wydanie: 51/2021

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy