Ten etap oporu się skończył

Ten etap oporu się skończył

Nie da się grać na przegrane w ostatnich wyborach partie. Trzeba naprawdę zmienić Polskę

Paweł Kasprzak – Obywatele RP

Ten lokal, w którym rozmawiamy, wasza siedziba, jest inwigilowany?
– Tak sądzę. Wielkich tajemnic tu nie mamy, ale czasami dyskutujemy nad planami kolejnej demonstracji, gdzie się pojawić, o której. I jak tam przychodzimy, już na nas czekają.

Ale wjechał pan na teren Sejmu.
– W bagażniku, tak. Najpierw trzeba było oczywiście zgubić obstawę. Zrobiłem to na rowerze Veturilo – wygodne, bo za rowerem nie da się biec, trudno wlec się za nim samochodem, a rower może wjechać tam, gdzie samochód nie wjedzie. To nie musi być skuteczne, jeszcze z komuny to pamiętam. Gdy człowiek wjeżdżał w strefę, która była dla nich niedostępna, to znając mapę, wiedzieli, gdzie można z niej wyjechać. Tam czekali. Tylko że to wymaga koordynacji i bardzo wielu ludzi.

A teraz jest mniej?
– Nie wiem. Byłem zaskoczony, gdy portal OKO.press opublikował informację o inwigilowaniu Obywateli RP i w ogóle manifestantów podczas ubiegłorocznych lipcowych protestów. Tam był meldunek: Kasprzak wychodzi ze sklepu z nożycami i wiadrem. Dobrze to pamiętam, rozglądaliśmy się wtedy i byliśmy raczej pewni, że żadnego ogona nie mamy. Mieliśmy.

A mnie gorszy ta liczba funkcjonariuszy, którzy w lipcu zeszłego roku zostali zaangażowani do inwigilowania demonstrantów. Setki policjantów ściągniętych z całej Polski, ze wszystkich wydziałów, także operacyjnych, do zwalczania przestępczości zorganizowanej, narkotyków, kradzieży samochodowych.
– Jak ich w dzisiejszych czasach na tylu tajniaków stać, to jest jakaś tragedia. Mnie to średnio ekscytuje, bo nie mam wiele do ukrycia, niespecjalnie też mi dokucza, że za mną łażą. Nie czuję się z tego powodu zagrożony. Ale fachowcy, tacy, którzy mieli zawodowo do czynienia z tymi służbami – oni są naprawdę wściekli, niektórzy mają wszczepiony etos apolityczności służb, pracowali na to, więc to, co się wyprawia dzisiaj, po prostu ich oburza.

Że policja została wepchnięta w politykę?
– To po pierwsze. A po drugie, w ubiegłym roku pod Sejmem stały wozy operacyjne. I Piotr Niemczyk mi pokazywał…

Te samochody?
– Samochody widziałem sam, każdy je widział, w tym właśnie rzecz. On mi pokazywał palcem tych, którzy te wozy fotografowali. Stary – mówił – to są ludzie z jakiejś mafii! I oni robią sobie foty policjantów, którzy na co dzień są od tego, żeby ich rozpracowywać. Po prostu ta struktura przy tej okazji się dekonspiruje! I rozbraja. To jest skrajnie nieodpowiedzialne. Takich głosów jak Niemczyka słyszałem więcej. Ludzi związanych ze służbami diabli biorą, że marnotrawi się ich dorobek.

A pana?
– Z mojego punktu widzenia ten dorobek polega na tym, że policja zdobyła sobie w poprzednich latach zaufanie. Mieszkam na wsi i jak patrzę na tamtejszy komisariat policji, na dzielnicowego, który wciąż musi mnie nachodzić, to mi się serce kraje, bo mój dzielnicowy nie jest jakimś groźnym stróżem prawa, którego ludzie się boją, tylko porządnym człowiekiem, którego wszyscy znają i szanują, bo wiedzą, że on pomaga ludziom.

Jak w takim razie opisać puszczenie gazu na protestujących przed Pałacem Prezydenckim?
– Przede wszystkim akurat my, Obywatele RP, mamy kodeks postępowania na takich manifestacjach. Bezwzględną zasadą nas obowiązującą jest nieagresja, również w słowach.

Wobec policjantów?
– Wobec każdego. Choć nie policzę tych przypadków, kiedy sam złamałem zasady. Bo mnie poniosło, bo uznałem, że w danej sytuacji nie da się inaczej zachować. Zostałem np. uznany przez niezwykle odważnego sędziego Bielińskiego, który orzeka wprost z konstytucji, za winnego używania w miejscu publicznym niecenzuralnych wyrażeń. Sędzia nie orzekł kary, ale uznał mnie za winnego, bo nie wolno takich słów używać w miejscu publicznym – choć w tych okolicznościach, jakie były, zrobiłbym to jeszcze raz.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 32/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 32/2018

Kategorie: Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy