Gambit Jaruzelskiego

Gambit Jaruzelskiego

Stan wojenny był wielką operacją, wojskową, policyjną, polityczną; wewnątrzpolską, i międzynarodową

Wszystko narodziło się w mieszkaniu adm. Piotra Kołodziejczyka. Nie pamiętam dokładnie daty naszej rozmowy, to nieistotne, pamiętam treść. To była długa rozmowa. W pewnym momencie zapytałem admirała, co robił 13 grudnia. I niespodziewanie usłyszałem, że polska flota gotowa była do działań na Bałtyku, niektóre jednostki wyszły w morze. W pełni uzbrojone. Dlaczego? Jaki był w tym sens? Przecież Solidarności na Bałtyku nie było! Przed kim więc miała nasza marynarka chronić polskie wybrzeże? Od tego się zaczęło…

Przez następne lata przy każdej nadarzającej się okazji zbierałem informacje o polskim wojsku w stanie wojennym. Było tego coraz więcej. Kolejne relacje i dokumenty odsłaniały inny świat. Dokumenty operacji „Karkonosze”, które prof. Jerzy J. Wiatr przywiózł z Pragi, pokazywały, że wokół Polski zgromadzone były wojska Układu Warszawskiego, gotowe do interwencji, z precyzyjnie wyrysowanymi planami, dokąd mają zmierzać, jakie rejony zajmować. Relacje gen. Franciszka Puchały, który w Sztabie Generalnym przygotowywał wojskowe plany stanu wojennego, były jak wyłożenie kart na stół. Bo każdy może się dowiedzieć, że wojsko wyszło z koszar, w pełnej gotowości bojowej, i skierowało się do rejonów ześrodkowania. Czyli tych, które według planów inwazyjnych miały zająć wojska Związku Radzieckiego, NRD i Czechosłowacji.

Z kolei inne materiały pokazywały polityczną rozgrywkę, którą przyszło prowadzić Stanisławowi Kani i Wojciechowi Jaruzelskiemu, a potem już tylko Jaruzelskiemu. To była gra jak z najlepszego filmu sensacyjnego – nie tylko z Solidarnością, ale przede wszystkim z przywódcami ZSRR, a także z opozycją w PZPR, orientującą się na Moskwę, no i ze światem zachodnim. Tym światem – dodajmy – który uznawał, że Polska jest w strefie wpływów ZSRR. Nawet dziś, gdy czyta się relacje i dokumenty z tamtych lat, wieje grozą.

W historii Polski Ludowej stan wojenny był więc jednym z najbardziej dramatycznych rozdziałów. Ale aż się prosi zapytać, jaki rozdział by się otworzył, gdyby stan wojenny nie został wprowadzony.

Niestety, dla działań Jaruzelskiego istniała tylko jedna alternatywa. Tak uważał nie tylko generał, był to również pogląd najbardziej wpływowych ówczesnych polityków – Helmuta Kohla, François Mitterranda, Alexandra Haiga…

Gambit Jaruzelskiego. Ostatnia tajemnica stanu wojennego Roberta Walenciaka w naszej księgarni

W Polsce jest natomiast inaczej. Pokonana w roku 1981, a zwycięska w roku 1989 Solidarność narzuciła Polakom swoją interpretację stanu wojennego, swoją opowieść.

Jestem daleki od twierdzenia, że ta opowieść jest nieprawdziwa. Kłopot w tym, że jest pisana tylko z jednej perspektywy i czarno-biała. I że została nam narzucona. Cały propagandowy aparat państwa nad tym pracował.

Dodam do tego jeszcze jedno – najwybitniejsi działacze Solidarności, ci z najmocniejszym kręgosłupem i – tak się składa – ci, co najmocniej ucierpieli w czasach Polski Ludowej, najdłużej siedzieli w więzieniach, z reguły od tych czarno-białych klisz się dystansują. Ale stanowili oni i stanowią szlachetną mniejszość. Dominuje w opowieściach o 13 grudnia język wypominania doznanej krzywdy i moralnego szantażu. Rok w rok.

Dlaczego? Na to pytanie odpowiedź dał już Karol Marks – bo to zwycięzcy piszą historię. Ale oprócz potrzeby uwiecznienia emocji tamtych dni istniała jeszcze inna potrzeba – legitymizacji nowej władzy, tej po roku 1989. Solidarność legitymizowała się także poprzez zohydzanie Polski Ludowej, poprzez odbieranie ludziom związanym z tamtym systemem prawa do patriotyzmu, do szacunku.

Ta aberracja w największym stopniu dotknęła czas stanu wojennego. To fascynujące – stan wojenny był akceptowany przez mniej więcej połowę Polaków, pokazywały to i zachowania ludności, i sondaże. Przede wszystkim jako przerwanie postępującego rozpadu państwa. Ludzie karnawałem Solidarności byli coraz bardziej zmęczeni, wielu jego koniec przyjęło z ulgą. Refleksja, że wojska państw Układu Warszawskiego stały u bram i ich interwencja zakończyłaby się krwawą jatką, raczej nie była w tym przypadku dominująca.

Zerknijmy zresztą do sondaży. Jesienią 1981 r. wojsko było instytucją, która cieszyła się największym zaufaniem Polaków. W listopadzie 1981 r. aż 93% ankietowanych przez OBOP mówiło, że ma zaufanie do wojska. To był absolutny rekord. Pół roku później wynik był słabszy – zaufanie do wojska deklarowało „tylko” 85%. Co warte zauważenia, pod koniec roku 1981 spadało zaufanie do kierownictwa Solidarności. We wrześniu 1981 r. wynosiło 74%, w listopadzie – 58%.

W roku 1991, 10 lat po wprowadzeniu stanu wojennego, już w „wolnej” Polsce, OBOP pytał Polaków, jak wówczas przyjęli decyzję gen. Jaruzelskiego. 38% odpowiedziało, że wtedy uważało, że była ona słuszna, 37% – że w tamtym czasie oceniało ją jako nieuzasadnioną.

Kolejne pytanie brzmiało: jak dziś (tj. w grudniu 1991 r.) ocenia pan(i) tamtą decyzję. I wtedy za słuszną uznało ją 53% respondentów. Przeciwnego zdania było 35%.

W listopadzie 2016 r. w badaniach instytutu Kantar 43% ankietowanych uważało wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione, 28% za nieuzasadnione. Dopiero najnowsze sondaże wskazują, że ci, którzy usprawiedliwiają stan wojenny, są w niewielkiej mniejszości. To 33% ankietowanych. Przeciw jest 37%, pozostali – nie mają zdania. Oczywiście najgorszą opinię o stanie wojennym mają najmłodsi, znający tamte realia z telewizji…

Te sondaże i tak są zaskakujące, zważywszy, że bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń ubywa, a młodzi dostają jednorodny przekaz. Aż się prosi w tym miejscu o pytanie, dlaczego w mediach i w polskiej polityce proporcje są zupełnie inne.

„Wojna polsko-jaruzelska”, głosił tytuł jednej z książek poświęconych stanowi wojennemu. I trudno o tytuł bardziej nieprawdziwy i bałamutny – a jednocześnie tak dobrze oddający stan świadomości zdecydowanej większości historyków, publicystów, dziennikarzy… Zaciekłość jednych, konformizm drugich…

Nawiasem mówiąc, bardzo ciekawy jest sojusz (nazwijmy go przez grzeczność taktycznym), który w sprawie stanu wojennego zawarła postsolidarnościowa prawica z radzieckimi generałami. Głos Kremla i głos IPN jest w tej sprawie wspólny, jedni i drudzy, ramię w ramię, stają na głowie, by wykazać, że Moskwa nie miała zamiaru w Polsce interweniować, że to sam Jaruzelski prosił Rosjan o pomoc i wręcz wbrew ich sugestiom wprowadził stan wojenny.

Wszyscy oni mówią jednym głosem – gen. Kulikowa, który podczas seminarium w Jachrance dawał słowo, że wojska radzieckie do Polski wkraczać nie zamierzały. Wszystkie fakty temu przeczą. Ale dla historyków IPN słowa Kulikowa są jak nektar na zbolałą duszę.

O ich podejściu do prawdy i do stanu wojennego niech świadczy jeden epizod. Otóż w 2006 r. Instytut Pamięci Narodowej wydał zbiór dokumentów poświęconych stanowi wojennemu. Wstęp do tego zbioru napisał dr Łukasz Kamiński, późniejszy prezes IPN (wybrany głosami Platformy Obywatelskiej). Analizował to na naszych łamach płk Czesław Bielejewski, pokazując, jak dr Kamiński preparował „prawdę”: „A oto odpowiednio spreparowany cytat z wystąpienia przewodniczącego Komisji Biura Politycznego KC KPZR do spraw Polski Michaiła Susłowa: »Niechaj sami towarzysze polscy określą, jakie działania mają podjąć. Nie powinniśmy ich popychać do jakichś bardziej zdecydowanych działań (…). Myślę, że mamy tu wszyscy zgodny pogląd, że nie może być mowy o żadnym wprowadzeniu wojsk«.

Niech Szanowny Czytelnik zechce zwrócić uwagę na nawias między cytowanymi przez Łukasza Kamińskiego zdaniami. Co zostało wykropkowane? Oto tekst opuszczony: »Jednocześnie Polacy otwarcie oświadczają, że są przeciwni wprowadzeniu wojsk. Jeżeli wojska zostaną wprowadzone, to będzie oznaczało katastrofę«.

Jest oczywiste, że dr Kamiński nie mógł powyższych zdań w swojej pracy cytować, bo obaliłyby jego »naukowy« wywód, że gen. Jaruzelski domagał się wprowadzenia wojsk »sojuszniczych« do Polski”.

Gdy gromadziłem materiały do książki „Gambit Jaruzelskiego”, uderzyło mnie, jak wiele dokumentów, wspomnień, zeznań (!), absolutnie kluczowych, jeśli chodzi o badanie stanu wojennego, jest w Polsce przemilczanych. Historycy, publicyści, jeśli o nich wspominają, to półgębkiem – z tej prostej przyczyny, że nie pasują do ich tezy, że to Jaruzelski prosił Kreml, by radzieccy wprowadzili wojska, a oni odmawiali. Że stan wojenny był w obronie PZPR.

Tymczasem stan wojenny był wielką operacją, wojskową, policyjną, polityczną;i wewnątrzpolską, i międzynarodową. Wojciech Jaruzelski prowadził wielką grę.

Interwencja wojsk Układu Warszawskiego nie była czymś hipotetycznym. Zgromadzone wokół Polski dywizje radzieckie, czechosłowackie i NRD-owskie były w pełnej gotowości bojowej, czekały tylko na sygnał, by ruszyć.

Jaruzelski o tym wszystkim wiedział. Że sztab dowodzenia wojsk inwazyjnych jest przygotowany, że działa już inwazyjny system łączności. Zagrał więc va banque – wyprowadził wojska z koszar, gotowe do walki. W związku z tym Moskwa już nie mogła powtórzyć operacji „Dunaj” z 1968 r. – kiedy to wojska czechosłowackie zostały zamknięte w koszarach. Nagle sytuacja stała się dla radzieckich generałów nieprzewidywalna.

Jaruzelski wiedział, że oprócz „prostej” interwencji w Polsce, wzorem roku 1968 w Czechosłowacji i 1979 w Afganistanie, Kreml ma jeszcze inne warianty. Wariant B przewidywał, że w wypadku ogłoszenia stanu wojennego przez polskie władze wojska radzieckie przyjdą „z pomocą”. Przy okazji zastępując ekipę Jaruzelskiego swoimi ludźmi. „Partia Moskwy” już w Polsce była, tworzyli ją niezadowoleni z „miękkości” Jaruzelskiego działacze PZPR.

Wariant C był jeszcze bardziej przewrotny. Mówił o nim szef KGB Jurij Andropow podczas posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR. Zakładał, że w Polsce wybuchają zamieszki, jest sytuacja z pogranicza wojny domowej i wówczas cały świat prosi, by ktoś zrobił z tym porządek. I jedyną siłą mogą być radzieckie wojska. Wchodzą do Polski, a cały świat oddycha z ulgą. Przyśpieszyć wybuch zamieszek miała blokada gospodarcza Polski, której początek planowano na 1 stycznia 1982 r.

Te warianty nie były jakąś wielką tajemnicą. Jaruzelski był ich świadom. Podobnie – świat zachodni. Nie dziwmy się więc, że Stany Zjednoczone, gdy otrzymały (za pośrednictwem Kuklińskiego) przesyłkę zawierającą plany stanu wojennego, milcząco wyraziły zgodę na jego wprowadzenie. Zwróćmy uwagę – w roku 1980 USA, zaalarmowane ruchami wojsk ZSRR, wszczęły wielki światowy alarm. W roku 1981, mając te same informacje, plus relacje Kuklińskiego, milczały. A po 13 grudnia głównym komunikatem Zachodu były słowa, że jest to wewnętrzna sprawa Polski i nikt nie powinien w Polsce interweniować. Czy muszę tłumaczyć, kogo Waszyngton, Paryż, Londyn miały na myśli?

W „Gambicie Jaruzelskiego”, na podstawie dostępnych dokumentów, a także rozmów z uczestnikami wydarzeń, próbuję dokonać rekonstrukcji tamtej gry. To była przecież bardzo skomplikowana operacja. Jak podkreślałem wcześniej, zarówno wewnętrzna, jak i międzynarodowa. Solidarność była tutaj tylko jednym z elementów, bo okręty wojenne czy wojska rakietowe, które wyszły z baz, do walki z nią nie były potrzebne.

Dojrzałe demokracje potrafią analizować historię, swoje dzieje. Nie tylko po to, by odnaleźć prawdę, ale też by wyciągać wnioski na przyszłość. Wielkie narody nie potrzebują ciągłego głaskania, poprawiania rozedrganego ego. Czas, by Polska do tego grona dołączyła.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wydanie: 51/2021

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Ziółko.
    Ziółko. 22 grudnia, 2021, 08:05

    Dziwi mnie jedna sprawa, mianowicie wszyscy jakimś cudem zapomnieli o tym że cala Polska północno zachodnia i zachodnia była wręcz naszpikowana radzieckimi jednostkami wojskowymi. A Legnicę wręcz nazywano Małą Moskwą. Rosjanie nie musieli wchodzić do Polski. Oni już tu byli, i wystarczyłby jeden rozkaz z Moskwy, i byłaby wojna, pewno nazywałaby się domową. Przypuszczam że dzialanie generała Jaruzelskiego udaremniło taki obrót spraw.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy