Geniusz, mój własny

Geniusz, mój własny

Kościół nie służy człowiekowi…

– Religie próbują zakuwać w kajdany, powiedzieć, że Bóg jest taki, taki i taki. Odcinają człowieka od inspirowalności, od stanu głodu poznania, od oczekiwania. Kościoły są najaktywniejszą stroną w oddzielaniu człowieka od niego samego, od ducha. Nikt tego tak skutecznie nie robi. Bo duch to oświecenie, a człowiek oświecony jest nie do zmanipulowania. Katolicy nie rozumieją podstawowych symboli, które Kościół im wpycha z taką pychą. Jeśli boskie dziecko urodziło się w stajence pośród zwierzątek, to droga do boskości prowadzi przez wszystko, co naturalne i proste. A miliardy ludzi obżerają się jajami albo barszczykiem z uszkami, oglądają purpuratów, święta z Watykanu i udają, że wszystko jest w porządku. Zaraz szykują się na następne obżarstwo i dalej będą udawać. Boskość jest w szczerości serca, to oznacza scena narodzin w stajence. Transmisja telewizyjna w Wigilię Bożego Narodzenia z Bazyliki św. Piotra, gmachu – źródła decyzji o wojnie 30-letniej, która pochłonęła 5 mln istnień, to kpina.

Po co więc nam święta?

– Gdybym miał coś do powiedzenia, życzyłbym nam zlikwidowania świąt religijnych w Polsce. Uważam, że są również przejawem potwornej ciemnoty i samowładzy Kościoła. Najlepiej, żeby ludzie całkowicie się uwolnili od Kościoła. Jeżeli nie widzą innej wizji swojej religijności, tylko Chrystusa, to niech się zajmą nim i niech pamiętają, że nie ma go w murach kościoła, nie ma pośród uczonych w piśmie, nie ma pośród księży. Jest w nich, w głębiach świadomości, w głębiach duchowych, w szczerości serca.

Aż się chce powiedzieć: amen. Czy jest coś, czego pan się boi? Jako człowiek, jako osoba, jako duch, umysł?

– Tak. Boję się wszystkiego, ale tragedia, która się dzieje na moich oczach, jest zbyt duża, żebym mógł dalej milczeć. Jesteśmy znieważani w każdym miejscu, przez banki, telewizje kablowe, telefony, elektrownie, gazownie, Kościół, przez każdą korporację jesteśmy traktowani jak niewolnicy do oszukania. Idzie pani do banku, zostaje oszukana, jeżeli pokaże pani swoją naiwność i podpisze taką umowę, którą zostanie pani zrobiona w balona. Każda władza tworzy prawo i Kościół tworzy prawo, które manipuluje i pogardza ludźmi. Jeżeli daje taki przykład, biorą go inne korporacje. I tak wygląda władza nad ludzkością.

Wydaje mi się, że przyjął pan na siebie misję, nazywa pan zjawiska, walczy, przekonuje innych „do ekspedycji, która ma się odbyć w myślach (…)”, jak pisze pan w „Domu Wergiliusza”.

– Zaproszono mnie do TVN, do TVP, Onetu. W wywiadach ze mną wszyscy ci ludzie mówią, że w Polsce jest 90% katolików, że jestem sam i nie mam nic do powiedzenia, że nikt się ze mną nie zgadza. W telewizji powiedziano mi, że mnie zaproszą, jeśli obok mnie zasiądzie katolik. Odebrano mi moje prawo do wypowiedzi. Polak z wyższym wykształceniem, jeżdżący po świecie redaktor, redaktorka na słowa „krzyż ankh” żegnają się z lękiem. Bo ja mówię coś szatańskiego. Takie spustoszenia uczynił Kościół, takich potworności nakładł do głów…

Ma pan na to wszystko siłę?

– Człowiek ma siłę, żeby pokonywać wątpliwości, słabości, żeby nadać swojemu życiu sens, żeby kochać, żeby dzielić się sobą, takie rzeczy podstawowe, które dają szczęście człowiekowi. Jest bardzo trudno żyć, nie przyczyniając się do tego, żeby moje życie służyło wyższemu celowi. Ten cel zawsze był. Od małego. Bez tego bym umarł z chorób.

Pisze pan? Wydał pan dziewięć książek, w tym kilka tomików poezji, zbiór poruszających listów z Ameryki, „Dom Wergiliusza”, o poszukiwaniu „najpiękniejszego miejsca”, w sobie.

– Codziennie piszę. Z wierszami nie jest tak łatwo. Wykonuję po prostu codzienną żmudną pracę i od czasu do czasu pojawi się natchnienie – i albo za tym natchnieniem idę, albo chcę zrozumieć, co przedstawiało.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 19/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy