Gwiazdy, eksperci, uczeni

Gwiazdy, eksperci, uczeni

Do kina, a także do teatru chodzę ostatnio, zwłaszcza w pandemii, nie za często, ale staram się śledzić życie filmowe, teatralne i estradowe, choćby za pośrednictwem mediów. Tymczasem ono toczy się widocznie jeszcze w jakimś nieznanym mi, podziemnym nurcie, z którego raz po raz wyskakują na powierzchnię (ściślej na łamy tabloidów, kolorowych czasopism lub internetu) jakieś gwiazdy. Ich sukcesy i artystyczne dokonania na powierzchni pozostają tajemnicą, tkwiąc w nieznanym ogółowi podziemiu. Widać tylko długie nogi i wydatne biusty, a przy z reguły nieznanych nazwiskach pojawiają się niczym pseudonimy z konspiracji (z tego podziemia może?) dodatki „gwiazda”. Dużo ostatnio tych gwiazd. Prawie Droga Mleczna (bez aluzji do wspomnianych biustów), galaktyka cała ciągnąca się przez karty kolorowych czasopism. Zdjęcia gwiazd samotnych, zamyślonych (?), z nowym albo najnowszym partnerem. Czasem na przyjęciu, wśród podobnych gwiazd i biznesmenów. Sensacje z ich życia, kolejne rozstania, nowe związki, dzieci poczęte i te całkiem urodzone, przeważnie o egzotycznych – przepraszam, światowych – imionach. Mało tego. Od czasu do czasu gwiazdy udzielają wywiadów, dzieląc się swoimi głębokimi przemyśleniami. Na ogół na temat rozstań, nowych związków, tychże dzieci o światowych imionach.

Innego rodzaju gwiazdą, dopełniającą polski gwiazdozbiór, jest supernowa, astronomiczne odkrycie prezesa Kurskiego, Zenek Martyniuk! Z jakichś wesel z Podlasia, z remiz tamtejszych ochotniczych straży wyciągnął go prezes Kurski i ustawił w samym centrum narodowej estrady. Pełno Zenka w TVP, nakręcono o nim film, tylko czekać, jak zostanie nominowany do Oscara. Zenek śpiewa, reklamuje różne towary i, jak z gęby mu widać, jest z siebie (no i z prezesa, jak sądzę) bardzo zadowolony.

Zobaczycie, niedługo prezydent Duda nada mu odpowiednio ważny order, a minister Gliński mianuje dyrektorem filharmonii.

Obok wysypu gwiazd mamy wysyp ekspertów. Najczęściej z własnej nominacji, zatwierdzonej przez tabloidy. Czasami niestety dają się na to nabrać poważne tygodniki. Eksperci udzielają porad z różnych dziedzin. Jak prowadzić biznes (dlaczego sami nie prowadzą?), jak przeżyć rozstanie, jak wychowywać dzieci, jak budować wizerunek, jak prowadzić marketing polityczny (to niech sami kandydują na prezydenta, skoro wiedzą, co trzeba robić, by wygrać wybory). Niedawno, i to na łamach, wstyd powiedzieć, poważnego tygodnika, wypowiedziała się jakaś pani „ekspertka” od wykrywania kłamstwa. Detekcją kłamstwa kryminalistyka i psychologia zajmują się od ponad 100 lat. Przeprowadzono setki, jeśli nie tysiące badań, konstruowano i wykorzystywano rozmaite urządzenia, doskonalono różne dozwolone i niedozwolone techniki wykrywania kłamstwa. Napisano na ten temat całą bibliotekę książek i fachowych artykułów. Służby specjalne i policyjne na całym świecie z różnym powodzeniem wykonują rutynowo takie badania. A tu, poza tym całym biznesem, jest „ekspertka”, która po „mowie ciała” potrafi wykryć bezbłędnie kłamstwo. I dyskretnie oferuje swoje usługi na łamach ilustrowanego tygodnika. Nawet szkolenia może w tym zakresie przeprowadzić. Gdzie i od kogo tego się nauczyła? Ma takie przyrodzone zdolności i umiejętności zdobyte poza oficjalną nauką? Szamanka? To niech się reklamuje jako szamanka, nie jako ekspert czy może ekspertka.

Zalewa nas, w dużej mierze dzięki internetowi, niesłychana liczba informacji. Prawdziwych i nieprawdziwych. Mądrych i głupich. Szkodliwych i nieszkodliwych. A to o niebezpieczeństwach czających się w szczepionkach, a to o zbawczym i uzdrowicielskim wpływie witaminy C (już nie pomnę, lewoskrętnej czy prawoskrętnej)… Coraz trudniej w tym się połapać. Niby zawsze tak było, ale gdy nie było internetu, zasięg powtarzanych bzdur „nauki alternatywnej” był mniejszy. „W pekaesie mówili” albo „pod sklepem mówili” miało zasięg mniejszy, ograniczony do niewielkich społeczności lokalnych. I przy odrobinie wysiłku można było sprawdzić, co o tych rewelacjach sądzi nauka. Teraz i to się kończy. Teraz ten jest większym uczonym, kto ma więcej punktów. O tym zaś, kto ma więcej punktów, decyduje minister, który te punkty przydziela wydawnictwom i tytułom czasopism. A że klucz rozdziału jest dość czytelny, może się zdarzyć, że za opublikowanie bzdury ktoś dostanie punktów 100 i wygra z tym, kto będzie z nim polemizował uczonym wywodem za pięć.

Po ostatnich reformach nauki czeka nas wysyp nowych uczonych porównywalnych z nowymi gwiazdami i nowymi ekspertami. Tandeta wokół.

I bądź tu mądry!

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 12/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy