Ideowcy i kasiarze

Ideowcy i kasiarze

Gdziekolwiek pójdę, coraz częściej słyszę bardzo krytyczne opinie pod adresem dziennikarzy. I żeby nie było cienia wątpliwości, od razu wyjaśniam, że nie biorę tu pod uwagę ocen wygłaszanych przez polityków. Bo ci zawsze traktowali media instrumentalnie. I wszelkimi metodami dążyli do celu, którym od zarania jest to samo: blokowanie jakiejkolwiek krytyki i pokazywanie polityka w możliwie najkorzystniejszym świetle.
W systemie demokratycznym jest to oczywiście trudniejsze ze względu na szeroką ofertę i pluralizm mediów. Tyle że ta wielość nie przekłada się na ich realne publiczne znaczenie. Na rynku liczą się wyłącznie potentaci. Media publiczne, duże stacje komercyjne i kilka wysokonakładowych tytułów. O wpływ na nie toczy się bezpardonowa wojna. Prawo i Sprawiedliwość natychmiast po objęciu władzy w 2005 r. pokazało, jak daleko można się posunąć w zwasalizowaniu mediów publicznych i łapaniu za gardło mediów komercyjnych. Media publiczne, czyli TVP, Polskie Radio i PAP, zdobyto, łamiąc prawo i niszcząc wypracowane przez lata zasady współpracy i porozumienia między partiami politycznymi. Praprzyczyną obecnej degrengolady jest bezpardonowe, błyskawiczne zagarnięcie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przez PiS przy współpracy z Samoobroną i LPR. Zrobiono to w takim trybie i przyniosło to tak ponure konsekwencje dla wszystkich mediów i całego środowiska dziennikarskiego, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy na zawsze będzie ciążyła na PiS i na prezydencie Kaczyńskim, który te zmiany swoim podpisem podżyrował. Bez namysłu i w rekordowym czasie. Powołanie na szefową KRRiTV posłanki Elżbiety Kruk jest kolejną cezurą w bitwie PiS o wpływy w mediach. Od tego powołania zaczęły się rządy nad mediami osoby niemającej o tych mediach zielonego pojęcia i elementarnej nawet wiedzy. Mającej za to pełne zaufanie braci Kaczyńskich i skłonność do niestandardowych zachowań, jak choćby jej sławne „coś tam, coś tam”.
Ale nawet mając pełnię władzy ustawodawczej, własny rząd i swojego prezydenta, nie mogliby politycy PiS zrobić takiego spustoszenia w mediach publicznych, gdyby nie część dziennikarzy, którzy gorliwie zaangażowali się po stronie zdobywców. W ciągu paru miesięcy wymieciono z TVP i Polskiego Radia prawie wszystkich, którzy mieli krytyczne zdanie na temat polityki PiS i wizji IV RP. Na ich miejsce przyszły dwie grupy dziennikarzy. Z „Dziennika”, „Rzeczpospolitej”, „Wprost” i „Gazety Polskiej”. Mniejsza grupa to dziennikarze serio traktujący te hasła i z powodów ideowych utożsamiający się z PiS. Można się z nimi spierać, ale trzeba uznać ich prawo do takich wyborów. Druga grupa, znacznie liczniejsza, to wyznawcy hasła niesławnego trenera piłkarskiego Janusza Wójcika, który na pytanie o motywację zwykł mówić: „Kasa, Misiu, kasa”.
Po czym poznać, kto do jakiej grupy należy? Bardzo prosto. Ideowcy do dziś optują za PiS, ale reszta zrobiła woltę i próbuje się przykleić do Platformy Obywatelskiej. Rzecznikiem interesów tych drugich jest Cezary Michalski, który na łamach springerowskiego „Dziennika” przestrzega przed czystkami w mediach. Dla niego czystką jest odsunięcie tej grupki dziennikarzy, która od trzech lat występuje we wszystkich możliwych programach. Nie za darmo rzecz jasna.
Zmiany oczywiście będą, bo kumoterskie kliki są nie tylko w polityce. W mediach niestety też. A jeśli się mylę co do motywacji zarobkowej, to pokażcie państwo PIT-y za 2008 rok. Sytuacja będzie czysta, a ja bardzo chętnie przeproszę.

Wydanie: 12/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy