Jak zostać młodym, pięknym i bogatym w jeden dzień

Jak zostać młodym, pięknym i bogatym w jeden dzień

Od czasu do czasu każdy ma jakieś swoje lub cudze święto, podczas którego chce dobrze wypaść, nieźle się zaprezentować. I kombinuje od tygodnia, jak tu dać czadu wyglądem i intelektem. Poranny jogging albo chociaż seria ćwiczeń izometrycznych, peeling piachem, maska z gliny, ciało nasmarowane olejkiem arganowym (olej wielorybi z wiesiołkiem łykamy) i zasuwamy do fryzjera. Jeśli jesteśmy mężczyzną, relaksujemy się podczas masażu głowy, jeśli kobietą – wściekamy, że suszenie trwa 40 minut i już nigdy, przenigdy nie uda nam się obudzić. Bardziej zdeterminowani uderzają na jogę twarzy, reszta wali do Sturbucksa na wielką kawę, klnąc, że nie kupili kawy we Freshu, gdzie kosztuje piątaka i przy okazji można się upodlić hot dogiem. No ale jest TEN dzień i jelita mamy mieć czyste, a nie zaprzepaszczone przez parówkę, która na pewno aż kipi od toksyn i w ogóle nie jest mięsem, a tylko słabo gra jego rolę. Wahając się przez chwilę, czy podążyć za przyjemnością, czy zachować czystość, tym razem wykazujemy się silną wolą, gdyż cel jest wyższy: wieczorem wszyscy mają nas kochać, mamy być młodzi, piękni i bogaci. Parówka tylko by nam w tym przeszkodziła.

Krok drugi: skóra. Bardziej zdeterminowani wybiorą solarium, choć to takie niegustowne. Ale raz. Nikt się nie dowie. No chyba, że planujemy się rozbierać, wtedy ktoś mógłby zaobserwować charakterystyczną białą plamkę na pupie, tam, gdzie zbiera się odrobinka potu. To miejsce nigdy się nie opala. Ale to ścieżka dla radykałów. Większość z nas brzydząc się solarium, wybierze: a) koktajl Detoks w knajpce na słoneczku, b) zainwestuje w intelekt, bo minęła już połowa dnia i czas przesunąć akcenty. Mamy kilka sposobów na to, by osiągnąć wymarzoną stymulację intelektualną. Pierwszy z nich to rozmowa z kimś większym od nas, z naszą superwykształconą koleżanką, która wykłada na Sorbonie lub ze znajomym schopenhauerystą z osiedla – oni nas odpowiednio rozgrzeją! Jeśli mamy szczęście i znamy francuski bądź niemiecki, możemy w obcych językach poznawać meandry odległych filozofii i literatur. I nawet jeśli niewiele zrozumiemy, zawsze w podświadomość wpadnie jakieś poręczne słówko, którego w strategicznym momencie będziemy mogli użyć wieczorem. Zadając szyku. W ogóle warto przed wyjściem przejrzeć „Didaskalia”, żeby wiedzieć, co się dzieje w teatrze i zapamiętać nowe trendy we współczesnej humanistyce, np. postpamięć. Żeby móc się wypowiedzieć na temat postpamięci. Jeśli nie mamy czasu na tego typu studia, warto wyuczyć się kilku zwrotów w stylu: „Brak ci kompetencji kulturowych, żeby ocenić ten spektakl”. Lub: „Tworzenie hierarchii zawsze wiąże się z wykluczeniem”. Ponieważ możemy być pewni, że prędzej czy później rozmowa potoczy się takim torem, iż będziemy mogli któryś z nich wykorzystać. Najcieńszym pismem o sztuce śledzącym aktualności jest „Arteon”. Ma także dodatkowe dwa atuty w postaci przystępnej ceny i dobrej dystrybucji. Możemy więc przechwycić go w pierwszym lepszym empiku i zapoznać się z opisami głośnych wystaw, żeby potem, podczas wieczoru, z lekką blazą powiedzieć: „No więc Wróblewski nierówny” albo coś w tym rodzaju. Jeśli naprawdę jesteśmy zmęczeni i mdli nas od koktajlu Detox i słońca, przejrzyjmy chociaż „Wysokie Obcasy”, gdzie będzie coś o wielokrotnych orgazmach, to także często się przydaje w rozmowie. I biografia jakiejś rzeźbiarki, którą akurat wystawia MSN. Ludzie, to da się zrobić!

No cóż, nieuchronnie zbliża się popołudnie: bierzemy relaksującą kąpiel z solami, słuchając Liszta. Jednak wychodząc z wanny, czujemy dziwny zawrót głowy. Oj, chyba przejmujemy się trochę za bardzo. A może to od Detoxu? I wtedy: a) dostajemy potwornej biegunki i zostajemy w domu, obliczając, ile forsy straciliśmy na te głupie przygotowania, b) wykończeni słońcem, rozmowami po niemiecku i postpamięcią kładziemy się na chwilkę, tylko na chwileczkę, i budzimy się niestety nad ranem, c) dzielnie idziemy na przyjęcie, lecz postpamięć myli nam się z pamiętnikiem, MSN z MSW, a Wróblewski z Kosińskim. Po lampce wina odklejamy się od rzeczywistości jak słabo pośliniony znaczek. Jesteśmy zmasakrowani całodziennym spa, nasz organizm jest w szoku. To najgorszy dzień w całym roku. Z poczuciem porażki idziemy spać, najbardziej żałując tego hot doga z Fresha. Następnym razem kupimy dwa. Z podwójnym keczupem. I od razu pójdziemy do nieba.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy