Jaruzelski nie miał wyboru

Jaruzelski nie miał wyboru

Historia jest nauczycielką życia. Wszędzie, ale nie w Polsce, gdzie do oceny historii znowu biorą się inkwizytorzy.
W kwietniu 1945 r. bardzo młody polski żołnierz, Wojciech Jaruzelski, z bronią w ręku bohatersko walczył z hitlerowskim okupantem. Wał Pomorski, Kołobrzeg, forsowanie Odry i walki o Berlin. Ciężko ranny, z wojny przywiózł medale za odwagę. Dokładnie 62 lata później premier polskiego rządu, osoba, którą chciałoby się szanować choćby z tytułu pełnionej funkcji, porównał 84-letniego generała Jaruzelskiego do zbrodniarza hitlerowskiego. Od czasu, gdy władzę w Polsce sprawuje PiS, padło już niejedno łajdackie sformułowanie, ale to plasuje autora poza wszelką kategorią. Gdyby pojęcie wstydu coś dla tych ludzi znaczyło, nigdy by takie słowa nie padły. Nie są to przecież słowa wypowiadane w gorączce i emocji. Jarosław Kaczyński w pełni świadomie i konsekwentnie realizuje swoją wizję polityczną. I dla niej zrobi wszystko, by z życia publicznego wyeliminować swoich faktycznych i wyimaginowanych wrogów. Celem PiS jest bowiem takie rozszerzenie i umocnienie zdobytej władzy, by jej nie stracić. Nie da się tego osiągnąć bez trwałego zmarginalizowania lewicy. Stąd pomysł zorganizowania pierwszego w nowej Polsce, wielkiego procesu politycznego. Z generałem Jaruzelskim w roli głównej.
Po 25 latach od wprowadzenia stanu wojennego pojawili się wreszcie ludzie, którzy ogłosili, że znają całą prawdę o okolicznościach ówczesnej dramatycznej decyzji. Prokuratorzy z katowickiego oddziału IPN przebili Kreml, Biały Dom i Watykan. Tyle lat trzeba było stracić na spór między zwolennikami decyzji Jaruzelskiego (według Pentora w grudniu 2006 r. – 46%) i przeciwnikami (30%), a przecież można było zrobić to, co obecna władza. Paru prokuratorów o specyficznym podejściu do prawa i mamy akt oskarżenia generała Jaruzelskiego i kilku innych osób o kierowanie zbrojnym związkiem przestępczym, czyli mówiąc wprost gangiem, grupą mafijną lub czymś podobnym.
Nowatorskie podejście IPN-owców polega na tym, że gdy oskarżeni złożyli 214 wniosków dowodowych, to wszystkie odrzucono. W tym także wszystkie z ok. 70, które złożył Jaruzelski. Prokuratorzy z IPN nawet nie udają bezstronności. A nierozstrzygalnym, politycznym sporem o stan wojenny zajmie się w państwie rządzonym przez PiS nie kto inny niż Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieście, do którego trafiają zwykle sprawy kieszonkowców i pijanych kierowców. Nie udało się, jak widać, znaleźć poważnego sądu, który spełniłby życzenie premiera i skazał generała. I nie znajdzie się sędziów z autorytetem, którzy by taki wyrok wydali. Nie sposób bowiem definitywnie rozstrzygnąć, czy Polsce groziła w 1981 r. radziecka interwencja, czy też nie. I czy decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego była podjęta w stanie najwyższej konieczności. Zawsze będziemy w tej sprawie podzieleni.
Ja konsekwentnie uważam, że generał Jaruzelski nie miał wówczas wyboru. Nie było dobrego rozwiązania. Stan wojenny był mniejszym złem i trzeba było taką decyzję podjąć. Jaruzelski wziął na siebie całą odpowiedzialność za ówczesny los Polski. I będzie to brzemię niósł do końca. Tylko historia może go sprawiedliwie ocenić.

Wydanie: 17-18/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy