Socjotechnik z talentem drwala

Socjotechnik z talentem drwala

W polityce nikt nie przegrywa definitywnie. Bo jeśli jest cierpliwy i uparty, może mieć drugie, a nawet i trzecie życie. Gdyby szukać na to dowodu, Jarosław Kaczyński pasuje jak ulał. Przez 30 lat szedł od porażki do porażki. Mało było takich, którzy wierzyli w jego geniusz. Wybitnych osobowości tam nie znajdziemy. I kiedy po latach politycznych wojen Kaczyński trafił wreszcie szóstkę w politycznym totku, jego ówczesne zaplecze obsiadło strategiczne miejsca w państwie. Pozycję u boku wodza buduje się na totalnej wierności. I na coraz większej czołobitności. Pisowski tygodnik drukuje nawet instrukcję, jak trzeba się zachowywać wobec prezesa. Przytoczę ją dosłownie, bo obawiam się, że czytelnicy mi nie uwierzą. „Każdy nominat na dzień dobry zapewnia o swojej wdzięczności i uznaniu dla lidera. W PiS przywódcę naprawdę szanują, bo wiedzą, że przerasta całą resztę”. Ten ton od razu podchwyciła Elżbieta Witek, marszałek Sejmu, nauczycielka z zawodu, która do historii szkolnictwa przejdzie jako medium uczące się o zbrodni katyńskiej z gazet i książek sprzed 1939 r. Witek ratuje się, mówiąc o Kaczyńskim: strateg, konstruktor sukcesów, demiurg, patron itd.

Zobaczcie, co o prezesie plotą Szydło, Morawiecki i niżej usytuowani w partii. Podlizują mu się bez skrawka godności. Choć Kaczyński wie, że te cyniczne umizgi są bardzo interesowne, upaja się atmosferą tego poddaństwa i reżyserowanego aplauzu. Tyle lat na to czekał, że nie potrafi się im oprzeć.

Opozycja zresztą też. Prawie wszyscy uwierzyli w jakiś nadzwyczajny geniusz prezesa. Przypominają zajączka zahipnotyzowanego przez węża i czekającego na nieuchronne nieszczęście. Pisowcy budują prezesowi pomnik człowieka ze spiżu. Większość opozycji widzi z kolei w prezesie demona zła. Postać złą, ale też o nadzwyczajnych cechach. A to tylko fatamorgana. W realnym życiu Kaczyński nie jest ani nowym Piłsudskim, ani wcielonym diabłem. A kim jest? Politykiem, który żeby dostać się tam, gdzie jest, zmienił w swoim życiu wszystko. Nie ma idei, której by po drodze nie porzucił.

Sprawny socjotechnik. I tyle. W sposobie działania bardzo podobny do Tuska. Obydwaj mają talent drwala. Wycięli wszystkich potencjalnych konkurentów. Dla osobistej kariery, a nie w imię jakiejś wielkiej idei. Jeden odszedł, a drugiego to czeka. Zostawiają po sobie słabe, mało sprawne państwo. I coraz bardziej skłócone społeczeństwo.

Wydanie: 45/2019

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy