Bezradni krzykacze

Bezradni krzykacze

I znowu się okazało, że w polityce krzyk jest wyłącznie oznaką słabości. Albo bezradności? A może zamaskowaną formą słabości? Co i tak zresztą na to samo wychodzi. Nie dość, że niczego tym sposobem się nie osiągnie, to jeszcze można wpaść w większe tarapaty. Wie to chyba każdy, kto próbował krzykiem rozwiązywać realne problemy. Zastanawiam się więc, dlaczego skoro wszyscy o tym wiedzą, politycy krzyczą jak najęci.
Wydarzenia wokół Ukrainy wymagają od wszystkich, którzy je komentują, by używali najpierw głowy, a później emocji. A z tym jest kłopot. Wiem, że trudno o spokój, gdy tyle się dzieje, i to u najbliższego sąsiada. Tym trudniej, że u nas i tak niewiele trzeba, by popaść w histerię. Mamy mnóstwo przykładów takiej histerii, jak choćby sprawa matki Madzi czy wychodzącego na wolność Mariusza T. Od dawna zmieniają się tylko wydarzenia i tematy, ale poziom bzdur i emocji jest ten sam. Mam nawet wrażenie, że poprzeczka jest stawiana coraz niżej. Tak, by mógł jej dosięgnąć każdy liliput zarabiający na życie w polityce i w mediach. To, co mówią oni o Ukrainie i Rosji, jest tylko potwierdzeniem, że specjaliści od matki Madzi nadają dziś ton naszemu życiu publicznemu. Z każdą kolejną falą głupot zalewających Polskę mam wrażenie, że zostaliśmy podbici przez ludzi, którym myśleć zabroniono. Będziemy w tym, co mówimy o Ukrainie i o Rosji, coraz bardziej w Europie osamotnieni. Grozi nam, jak każdemu, kto patrzy na świat z zamkniętym jednym okiem, podejrzliwość i nieufność.
Bez większego ryzyka można napisać, że idąc taką drogą, zapłacimy jako Polska za ten konflikt najwyższą cenę. Oczywiście nie grozi nam wojna. Grozi nam regres w wymianie gospodarczej z Rosją i Ukrainą. Co to oznacza dla naszych eksporterów? Wiadomo.
Czy takie niebezpieczeństwo ma oznaczać zgodę na wszystko, co Rosja robi? Oczywiście nie. Ale nie zgadzając się z polityką faktów dokonanych, trzeba też starać się zrozumieć Rosję. Jakoś w przypadku Kosowa nasi moraliści nie podnosili rabanu. A złamano tam wszystkie możliwe prawa i umowy. A jeśli nie wiemy, jak można mądrze się zachowywać wobec ostatnich wydarzeń z Rosją w roli głównej, popatrzmy na to, co robią Niemcy i kanclerz Merkel. Albo z drugiego bieguna na Turcję. Apologetów Julii Tymoszenko chciałbym zapytać, dlaczego w gromadzie oligarchów ukraińskich podających mniej lub bardziej prawdopodobne wielkości swoich majątków tylko ona ma w tym miejscu kreskę. Dopóki ukraińskich oligarchów z Tymoszenko i Janukowyczem włącznie nie dotkną sankcje Unii, zmiany w Kijowie będą tylko zmianą dekoracji. A światowe i europejskie fundusze hedgingowe jak wcześniej okradały Ukrainę, przy kompletnym braku reakcji Unii Europejskiej, tak będą to robić dalej. I po co były wtedy ofiary na Majdanie?

Wydanie: 11/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy