Sami się zreformujcie

Sami się zreformujcie

Kiedy politykowi nic konkretnego ani sensownego nie przychodzi do głowy, zaczyna mówić o potrzebie wielkich reform. Pokusa, by coś rozwalić i zbudować po swojemu, towarzyszy kolejnym zaciągom polityków. Jest tu nawet pewna prawidłowość. Im mniej wśród polityków ludzi gruntownie wykształconych i z udokumentowanymi sukcesami zawodowymi, tym mniej też hamulców przed skokami do pustego basenu. Im mniej politycy wiedzą, tym chętniej skaczą. Oczywiście z okrzykiem: Reformy! Reformy! Irytuje mnie ciągle obecny w mediach podział na reformatorów, którzy wtedy są wielcy, gdy więcej planują rozwalić, i na antyreformatorów, którzy z niecnych rzecz jasna powodów blokują te zapędy. A przecież pokrzykiwania reformatorskie w polskim wydaniu nie są niczym innym jak zwykłym chciejstwem. Chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie puszczają. Nie ma pogłębionych badań, ekspertyz, porównań z innymi krajami, programów pilotażowych, ale jest koncepcja. Kiedyś w myśl tej zasady wywoływano tragiczne w skutkach powstania, a dziś robi się równie opłakane w skutkach reformy. Zmiany dla zmiany. Często stoją za nimi partykularne, środowiskowe albo doraźnie polityczne interesy. Tak było zawsze. Czy rządziła lewica, czy prawica. Paru ludzi mających moc polityczną coś wymyślało, a parlament uchwalał.
Kulisy podejmowania wielu decyzji w sprawach tzw. reform mogłyby nas wiele nauczyć. I być przestrogą przed popełnieniem kolejnych błędów. Zanim więc zaczniemy nowe rewolucje, warto opisać te stare i ich twórców. Bo co jak co, ale porażki zawsze są u nas sierotami. Gdy słyszę, że to źle, że państwo wycofuje się z nietrafionych reform rządu Buzka, myślę sobie, że źle jest dopiero wtedy, gdy ludzie z ekipy, której w gruncie rzeczy mało co udało się sensownie zrobić, wędrują sobie od jednego rządu do drugiego. I nie tylko mają się świetnie, w przeciwieństwie do tych, na których eksperymentowali, lecz także chętnie by znowu coś zreformowali. Oczywiście tylko na dużą skalę.
Modernizacja? Oczywiście, że tak. Ale według europejskich standardów. Gdy znamy jej cel. A koszty są skrupulatnie policzone. No i po otwartej debacie społecznej. Suweren musi mieć w takich sprawach głos najważniejszy. Nawet wtedy, gdyby chciał zacząć od gruntownej reformy systemu partyjnego.

Wydanie: 2/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy