Jestem z Ewą Kopacz

Jestem z Ewą Kopacz

Dobre uczynki muszą być ukarane. I to widowiskowo, na chama, z bezczelnym przytupem. Doświadcza tego Ewa Kopacz. Za to, że tuż po katastrofie pod Smoleńskiem pojechała do Moskwy. Nie było tłumu chętnych do zmierzenia się z widokiem straszliwie zmasakrowanych ciał i z rozpaczą rodzin ofiar. Pamiętam atmosferę tych pierwszych dni. Mało kto wtedy nie płakał. Cierpienie było autentyczne. I powszechne, bo prawie każdy w Polsce zetknął się w życiu z kimś, kto leciał tym samolotem. Dla mnie to, co wówczas wzięła na swoją głowę Ewa Kopacz, było zachowaniem heroicznym. Wychodzącym poza oczekiwania, jakie można mieć pod adresem jakiegokolwiek polityka. Pamiętam słowa wielu rodzin, które pojechały do Moskwy, by osobiście zidentyfikować ciała bliskich. Pamiętam ich wdzięczność za pomoc Ewy Kopacz. Pamiętam też ogromną presję, by jak najszybciej pochować zmarłych. I zachowanie Macierewicza, który pierwszym możliwym pociągiem wrócił do kraju, nie zaglądając nawet do Smoleńska.

Jak więc mam teraz poważnie traktować państwo, gdy ważny urzędnik, wiceminister Wójcik, pyta: „W jakim charakterze Kopacz pojechała do Moskwy? Na wycieczkę?”. Czy Ryszarda Czarneckiego, który mówi: „Kłamała w żywe oczy, łgała”? Może porozmawiają z politykami PiS, którzy w kwietniu 2010 r. polecieli do Moskwy? Nie uda się? No nie, bo po prostu nikogo od nich tam nie było.

Zajęli się kolejnymi wersjami zamachu. Często tak absurdalnymi, że nikt już nie chce się do nich przyznać. A przecież były. I tygodniami nie schodziły z czołówek pisowskich gazet. Może wreszcie po siedmiu latach od katastrofy Macierewicz ujawni nazwiska trzech osób, które ją przeżyły? Mówił przecież o tym, i to nieraz.

A może prokuratura znalazła w czasie ekshumacji ślady po bombie termobarycznej? Po otwarciu tylu trumien powinny być dowody na rzekomy zamach. Nie znaleziono tego, czego nie mogło być. Wymysły i brednie nie mają przecież kształtu materialnego. Zamiast zamachu mamy kolejny ból rodzin. Pomylone ciała. Bałagan. Ale jakkolwiek by tym epatować, to nie jest sensacja. Rosjanie już w 2011 r. sami poinformowali polską prokuraturę o popełnionych błędach.

Jak każdy fatalnie znoszę takie informacje. Traktuję je jako bolesne potwierdzenie słabości rządów PO-PiS. Na to, że lot Tu-154M zakończył się tak tragicznie, zapracowały rządy PO-PiS nieudolnością, niekompetencją, fatalną polityką kadrową i bałaganem. A jeśli ktoś potrzebuje dowodów, że PO-PiS powinien przejść do historii, wystarczy słuchać. Obie partie dostarczają ich mnóstwo.

Wydanie: 23/2017

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy