Kasza manna

Kasza manna

Każde dziecko w Rzeczypospolitej spotyka się z tymi przemiłymi znajomymi rodziców, którzy, przychodząc na pogaduszki między dorosłymi i nie mając najmniejszego pojęcia, jak pogadać z brzdącem, głaskają go po kędzierzawej główce i – żeby się przymilić – zadają to rytualne, idiotyczne pytanie: „A kogo wolisz – tatusia czy mamusię?”. W ich pojęciu (bez żadnego związku z sytuacjami w tzw. rodzinach patologicznych) jest to być może danie małolatowi wolnej trybuny, okazji do zadeklarowania, że mama jest zołzą, która nic nie rozumie, albo przeciwnie – tata w ogóle nim się nie interesuje, bo kiedy przychodzi z pracy, jego największym marzeniem jest święty spokój, serial w telewizji i żeby mu szczeniaki nie przeszkadzały. Dziecko nie w ciemię bite, wie, że odpowiedź jest jedna: „Kocham tatusia i mamusię po równi, oboje tak samo”. W ten sposób uczy się potomstwo hipokryzji od najmłodszych lat. Poniekąd zresztą słusznie, gdyż dla jego dobra trzeba je wdrażać stanowczo i konsekwentnie do dorosłego życia. Inaczej, wchodząc w samodzielny świat, nie będzie miało najmniejszych szans. Po kilkunastu latach nikt już latorośli nie zapyta o tatusia i mamusię. Stanie jednak przed dylematami innego rzędu.
– Czy jesteś antysemitą? – Ależ skąd, najlepszy dowód, że mam kolegę Żyda. – A skąd ty wiesz, że on jest Żydem? – Też mi pytanie, a kto by Żydka nie rozpoznał?
– Czy jesteś katolikiem? – No jasne! – To dlaczego zdradzasz żonę w agencjach towarzyskich? – Myśli pan, że to łatwo wytrzymać z jedną babą, która do tego chce rodzić dzieci jak królik? – A spowiadasz się przynajmniej z tego? – Nie przesadzajmy, są takie rzeczy, z których prawdziwy dżentelmen nigdy i nikomu się nie zwierza.
– Czy jesteś patriotą? – Pan mnie obraża takimi wątpliwościami! – To dlaczego emigrujesz do Niemiec? – Niby nie widzi pan, co tu się wyprawia w tym kraju? Ale Konopnicką będę zawsze kochał. No, jak to szło: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił”. To była wielka poetka!
– Czuje się pan demokratą? – I jeszcze jak! – A Piłsudskiego pan poważa? – Komendanta? Czy mógłby pan chociaż przez chwilę myśleć o mnie inaczej? – Dziadek jednak nie był specjalnym miłośnikiem demokracji, więcej ofiar padło na ulicach Warszawy w maju 1926 r., niż ich zawinił Jaruzelski podczas całego stanu wojennego, i to podług niezweryfikowanych nigdy donosów Jana Marii, potem już tylko Jana, a teraz na pewno Stanisława Rokity. – No właśnie, przychodzicie i mącicie nam w głowie. Ogólnie jest tak, że 20-lecie międzywojenne to był czas szczęśliwości, niepodległości i dostatku. A takie pytania kwalifikują się do wszczęcia postępowania przez naszą prokuraturę.
Prokuraturze chętnie oddam się w ramiona. Mało tego, sam dostarczę jej dowodów obciążających mnie i pogrążających. Gdyż oto tak, niech pan to pilnie zapisze, panie prokuratorze, w swoim odpowiednim notesie przeliczalnym na parę lat w celi. Z dwojga złego wolę mieć do czynienia z antysemitą, nihilistą, heretykiem i antydemokratą niż z katolickim patriotą, który miłosiernie kocha Żydów, ale w Izraelu, jest demokratą, ale partycypuje w Kaczyńskich demonstracjach i w 2014 r. śpiewa „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie”, żonę może i pobije, ale zaraz pójdzie na roraty… Ten pierwszy jest mi wrogiem. Zapewne gdybyśmy się spotkali, nie byłoby twórczej dyskusji. Dalibyśmy sobie po mordach i rozeszli się na wieczne nie do widzenia. Wbrew obopólnym, nie do przekroczenia przepaściom coś by nas jednak łączyło. Pogarda dla tego kisielu, tej kaszeczki manny, do której można włożyć łyżkę z tamtej lub innej strony, w głąb czy po wierzchu, a ona zawsze będzie mdła i wymiotna. Doczekaliśmy się w Rzeczypospolitej „centrum”, które polega na unikaniu odpowiedzialności i składaniu ukłonów raz Kościołowi, raz feministkom, Amerykanom przede wszystkim, coby tylko krzywo się na nas nie spojrzeli. Kisiel i kaszka manna.
Otóż polskie centrum może jeszcze istnieć pomiędzy oszalałym PiS a ogłupiałą lewicą. Ale tylko dzięki nim. Z siebie samego co ma do zaproponowania? Nic. Tragedia Polski nie polega na jakichś nacjonalistycznych demonstracjach ani fundamentalizmie Kościoła, który rzeczywiście wciąż nie chce zrozumieć, co się dzieje dookoła, ale na tym, że zdołano nam wmówić, że kaszka manna to szczyt narodowych ambicji. Nie wiem, jak państwo, ale ja chciałbym więcej.

Wydanie: 3/2015

Kategorie: Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy