Zdrowy rozsądek

Zdrowy rozsądek

„Palenie jest przyczyną zawałów serca”, „Palenie jest przyczyną udarów i niepełnosprawności”, „Palenie powoduje raka jamy ustnej i gardła”, „Dym szkodzi Twoim dzieciom, rodzinie i przyjaciołom”, „Palenie zmniejsza płodność”, „Palenie zwiększa ryzyko utraty wzroku”, „Palenie powoduje 90% przypadków raka płuc” – oto slogany z jednego tylko kartonu rothmansów, a wszystkie opatrzone ilustracjami, które w każdym innym przypadku uznane by zostały za sadoporno. Na vogue’ach z kolei, w podobnych dekoracjach: „Palenie jest przyczyną miażdżycy”, „Palenie niszczy zęby i dziąsła” itd. Niektóre marki nie wysilają się na medyczne subtelności i głoszą po prostu: „Palenie zabija”. Najokrutniejsze są kpiny z naszej męskości: „Palenie powoduje impotencję”. Stąd opowieść o dziadku, który kupił paczkę z takąż inskrypcją. Przygląda się jej starannie, po czym oddaje kioskarzowi: „Proszę wymienić, wolę już tę z rakiem”.

Tak się spełnia odwieczne lekarskie marzenie o panaceum. Wprawdzie nie jest to lek na wszystkie dolegliwości, ale omniprzyczyna na pewno. Już wiemy, co wszystkiemu winne. Nawet nie smog, który palących i niepalących na mniej i bardziej zdrowych nie dzieli. Niestety, taka propaganda ma swoje skutki uboczne. Ludzie rozglądają się dookoła i widzą, że w naukowym opakowaniu wciskana jest im, delikatnie rzecz nazywając, horrendalna przesada. Tym bardziej to widoczne, że jednocześnie picie alkoholu powinno być tylko „umiarkowane”, a wina we Francji i piwa w Czechach bądź Niemczech nawet to nie dotyczy, co dokumentują zresztą całkiem naukowe prace. A ludzie znowu rozglądają się (taka już ich wścibska natura) i widzą, że żony i dzieci bite są najczęściej nie przez palaczy, ale przez pijanych partnerów, co oczywiście się potępia, choć przyczynę reklamuje.

Filiżanka czarnej kawy szkodliwsza od jednego maryśkowego skręta? Ale „marihuana uzależnia”. A kawa? Wypadki drogowe następują z tysiąca przyczyn. Władze francuskie upodobały sobie jednak ostatnio szybkość i telefony komórkowe. Łatwiej przecież i taniej zakazać, a potem wyrysować odpowiednie krzywe na barwnych tablicach, niż naprawić dziurę w jezdni. Wszystko to – powtarzam – z beztroskim powoływaniem się na niedostępne dla prostaczków formuły tysiąca zaklęć.

Tymczasem prymitywne, ale powszechnie uznawane porzekadło zapewnia, że „jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Ogłupiały obywatel przestaje więc nawet dociekać, jak jest naprawdę, i z góry stawia sobie pytanie, kto na tym korzysta. Wtedy głos zabierają wszelcy demagodzy, maniacy, nawiedzeni… Ale cóż. Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.

Francuski tygodnik „L’Express” opracował ostatnio obszerne dossier poświęcone „nowym obskurantom”. Przedstawia w nim m.in. tezy antyszczepionkowców i antydarwinistów, zwanych też kreacjonistami, ludzi twierdzących, że Ziemia jest płaska, niewierzących w ocieplenie klimatyczne itd. Przytoczmy najpierw argumentację tych ostatnich, gdyż znajdują oni w Rzeczypospolitej, szczególnie na prawicy, wcale liczne grono wyznawców. Zaczyna się od najprymitywniejszego odwołania do tzw. zdrowego rozsądku (ale „dzisiaj słowo noblisty warte jest tyle samo co pierwszego z brzegu internauty”, napisał Umberto Eco). Najpierw oczywistości wręcz rozczulające. W 1976 r. lipiec był gorący jak w tym roku, a pamiętacie państwo zimę 1979/1980? – takich mrozów i śniegów nie było wcześniej przez 35 lat. I co z tego? Zresztą marszałek Józef Piłsudski zwykł mawiać: „W Polsce, jeśli chodzi o pogodę, to wiadomo tylko, że w sierpniu nie będzie śniegów. A i to jeszcze…”. Uczeńsi przywołują wyjątkowe zjawiska sprzed lat i krótkoterminowe statystyki. Raphaël Stevens, skądinąd milenarysta (dzisiaj mówi się mądrzej – kolapsolog), przyznaje, że topnieją lody Arktyki i Antarktydy, co podnosi poziom mórz. Za to – cieszy się – wysychają rzeki i źródła śródlądowe, więc wychodzi na remis. To woda i tamto woda. Prezydent Duda oświadcza, że „zawsze były okresy cieplejsze i chłodniejsze”. Nie zauważa tylko, że człowiek może żyć jedynie w pewnej rozpiętości temperatur.

Szczepionki ocaliły miliony istnień ludzkich, acz niekiedy, raz na kilkanaście tysięcy przypadków, powodowały reakcje alergiczne lub jakieś powikłania. Oznacza to (mniejsza o rachunek prawdopodobieństwa), że nie są tysiącprocentowo pewne. Jeśli nie są pewne, to są ryzykowne, jeśli ryzykowne, to niebezpieczne. Najlepiej ich zakazać, a w każdym razie niech decyduje sam pacjent, a w przypadku dzieci – rodzice. Jakież to demokratyczne i przekonujące! Deputowany do francuskiego Zgromadzenia Narodowego, lekarz medycyny Thomas Mesnier, mówi, że ciągle słyszy: „No, mamy nadzieję, że nie będzie pan się powoływał na naukowców”. I dodaje: „To doprawdy przerażające, w jakim stopniu moi koledzy posłowie są nieufni w stosunku do nauki”. A przecież owi posłowie nie starają się przynajmniej przekonywać, że np. walkę z emisją dwutlenku węgla podjęto wyłącznie po to, żeby okraść zdrowo myślących obywateli, jak to w Polsce wypisują, i pewnie znajdują potakiewiczów, wielcy znawcy wszelkich tematów: Rafał Ziemkiewicz czy Janusz Korwin-Mikke. No cóż, panowie uzdrawiacze społeczeństwa – przez lata robiliście ludziom wodę z mózgu, to w końcu się udało. Wołaliście: „Wilk, wilk!”, a kiedy wilk ignorant wreszcie przyszedł, zrobiło się smieszno i straszno. Cóż, sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało. Co napisawszy, zaciągnę się dymkiem z papierosa. Nie żebym miał szczególną ochotę, ale żeby nie dać się ostatecznie zwariować.

Wydanie: 32/2019

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy