Katastrofa zamiast Euro?

Katastrofa zamiast Euro?

Wiemy już, kto definitywnie i skutecznie rozwiąże problemy miotającej się od kryzysu do kryzysu władzy. Ekipa trzech „przyjaciół” z koalicji polegnie z rąk ponadpartyjnej wspólnoty kibiców piłkarskich. Po wielkiej radości z przyznania Polsce i Ukrainie organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej zaczęło się równie wielkie odliczanie marnotrawionego czasu. Cieszyli się kibice, a jeszcze bardziej radowała się władza, która najpierw rękoma niewydarzonego ministra sportu Lipca na wszelkie sposoby zwalczała Polski Związek Piłki Nożnej, by później ogrzewać się w blasku nie swojego sukcesu. Kibice znają ten zawrót głowy, więc spokojnie czekali na prezentację koncepcji, a zwłaszcza skład ekipy, która ma nas doprowadzić do szczęśliwego finału. No i doczekali się. Tyle że te nominacje są równie kuriozalne jak powołanie Eskimosa do bramki Realu Madryt.
Po dwóch latach fatalnych rządów Lipca odwołano go w związku z niewyjaśnioną do końca aferą korupcyjną. Jego następczynią została, nieznana z jakichkolwiek osiągnięć menedżerskich i sportowych, pani Jakubiak. I zaczęła, jakżeby inaczej, od narzekania i skarg na partyjnego poprzednika. I od otaczania się równie egzotycznymi co on współpracownikami. Już jej pierwsza decyzja kadrowa, czyli powołanie Michała Borowskiego, byłego naczelnego architekta Warszawy, pozbawia nawet największych optymistów złudzeń, że ta ekipa może podołać tak wielkiemu wyzwaniu organizacyjnemu. Borowski jako architekt poległ na problemach warszawskich. Mnożył je, zamiast rozwiązywać i jest ostatnim w kolejce, który by mógł podołać znacznie większym problemom. Szybko potwierdził te oceny, gdy kilka dni po nominacji ogłosił, że nijak nie jest w stanie zbudować Stadionu Narodowego do 2010 r., choć taki jest wymóg UEFA. Dla Borowskiego także 2011 r. jest mało realny. Biedny architekt przyzwyczajony do mierzenia czasu dziesięcioleciami nie wie nawet, czy rozebrać Stadion Dziesięciolecia, jak jeszcze niedawno planował Lipiec, czy obok budować nowy?
Ktoś musi przerwać tę beztroskę i bezpłodne dywagacje, jeśli organizacja Euro 2012 ma przestać być tylko chwilową, choć piękną mrzonką. I równie piękną katastrofą. Czas na debaty i decyzje personalne został zmarnowany. Ludziom mydli się jeszcze oczy jakimiś mglistymi zapowiedziami. Ale prawda jest goła. Nie ma żadnych faktów. Ta władza nie wybuduje niczego nawet za 10 lat. W 3 mln mieszkań, jakie obiecało PiS, uwierzyli tylko ci, którzy bardzo chcieli. Będą teraz mieszkali w tej obietnicy. I to będzie ich problem. Ale Euro 2012 nie jest tylko problemem PiS i jego wyborców. Kibice nie mają barw politycznych. Po prostu kochają piłkę. Jeśli chcemy, a piszę to też jako kibic, za pięć lat zobaczyć w Warszawie mecz inaugurujący ME, to wiele i szybko musimy zmienić. Najlepiej od góry.

Wydanie: 32/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy