Każde pokolenie ma „własnego Niemena”

Każde pokolenie ma „własnego Niemena”

Niemen to pierwszy heros polskiego rocka i ostatni bohater romantyczny

Zainteresowanie twórczością Czesława Niemena 15 lat po jego śmierci nie słabnie. A wiele wskazuje, że dla kolejnych pokoleń słuchaczy będzie on, choć w inny sposób, równie ważny jak dla ich rodziców i dziadków. Jego dokonania znacznie przerastają szlagierową popularność i skądinąd piękną legendę o natchnionym chłopcu z białoruskich Starych Wasiliszek.

Popularność Niemena trudno zmierzyć za pomocą konwencjonalnych środków. Można przytoczyć liczne tytuły książek i artykułów, przeglądać aktywność na forach internetowych i w fanklubach (oprócz polskich są m.in. rosyjskie), próbować policzyć koncerty wykonawców sięgających do Niemenowskiego repertuaru. Co roku odbywają się niemenologiczne zloty (najbliższy 28-30 czerwca 2019 r. w Białogardzie) i spotkania fanów w kraju i za granicą. Słupski Festiwal Młodych Talentów (do tej pory 13 edycji) odbywa się pod hasłem „Niemen non stop”.

Imię Czesława Niemena noszą szkoły we Włocławku, w Warszawie, w Strzelcach Opolskich i w Świebodzinie, gdzie w 2009 r. odsłonięto rzeźbioną ławkę. Można się przysiąść i spojrzeć na świebodziński rynek z perspektywy pieśniarza, oprzeć o pięciolinię, która zdobi oparcie. To prosta i komunikatywna metafora tego, co daje słuchaczom obcowanie z piosenkami Niemena. Podziw dla bogatych aranżacji i ogromnej wrażliwości artysty, ale również osobistą, niemal familiarną więź. Pomniki stoją też w Opolu i w Kielcach. Trwa zbiórka na kolejną figurę, tym razem w Białogardzie, do którego zawiodły go wraz z rodziną losy powojennego repatrianta. W rodzinnych Starych Wasiliszkach na Białorusi działa muzeum poświęcone młodym latom pieśniarza i dziejom rodziny Wydrzyckich. W Warszawie, pod kuratelą wdowy po artyście, działa fundacja zajmująca się reedycjami płyt i popularyzacją jego wartości. Niemen patronuje kilkunastu ulicom i placom w całej Polsce, pojawia się na muralach, numizmatach, w filmach i serialach (często w roli samego siebie), w piosenkach innych wykonawców (choćby u Pablopavo). Wielkie wrażenie robi evergreen „Sen o Warszawie” w aranżacji na tysiące gardeł kibiców stołecznej Legii.

Tego rodzaju hołdy i upamiętnienia nie zawsze trafiają we wrażliwość, jaką reprezentował ich obiekt. Nierzadko budziły także sprzeciw bliskich artysty. W delikatnych sprawach nie należy wydawać arbitralnych wyroków, lecz można zaryzykować tezę, że niezależnie od efektu i odbioru wszystkie zabiegi upamiętnienia wypływają ze szczerej potrzeby.

Piosenki Niemena trwale zapisały się w polskim kodzie kulturowym. Weszły do muzycznych kanonów, stały się dobrem narodowym. Ale to nie popularność wyrastająca z sentymentalnego przywiązania do autora przebojów, lecz pamięć o jednym z ojców naszego rocka.

Soul ze wschodnim zaśpiewem

Nowoczesna polska muzyka popularna powstawała w nieprzyjaznych warunkach historycznych. Utożsamiana z zachodnią popkulturą nie mogła się rozwijać w pełni swobodnie. Decydenci od kultury krzywo patrzyli na importowanie wzorów z drugiej strony żelaznej kurtyny. Podejmowano próby stworzenia polskiego modelu muzyki młodzieżowej – jednocześnie atrakcyjnego i osadzonego w lokalnych kontekstach. Zespoły „mocnego uderzenia” usiłowały godzić „słowiańską” ludową estetykę z zachodnimi trendami. Najczęściej z niezbyt szczęśliwym rezultatem. Niemen, wychowany na folklorze dawnych kresów Rzeczypospolitej, polskich i białoruskich tradycjach, niczego nie musiał udawać. Wszedł na estradę z naturalną charyzmą, słuchem do nowoczesnych trendów i jednocześnie niepodrabialnym wschodnim zaśpiewem. Zaczynał z Niebiesko-Czarnymi – od przebojowych rock and rolli i beatlesowskich z ducha ballad. Największą chwałę przyniosły mu utwory utrzymane w konwencji rhythm and bluesa i soulu. Przydawał „czarnej” muzyce zupełnie nowych walorów. Najlepszym przykładem może być pierwszy polski rockowy protest song „Dziwny jest ten świat”. Melodia kojarząca się z przebojem Jamesa Browna, wielkie emocje, potężny głos we frenetycznych soulowych rejestrach, w którym wyraźnie czuć słowiańską nutę. Polska publiczność nigdy wcześniej nie obcowała z tak intensywnymi, ekspresyjnymi piosenkami. Niemen był artystą odrębnym. Jednocześnie nowoczesnym i tradycyjnym, wręcz swojskim.

Celebryta mimo woli

Publiczność oszalała na punkcie przystojnego pieśniarza, który doskonale rozumiał ducha czasów. Stał się pierwszą wielką gwiazdą polskiej piosenki. Nie mając „celebryckiego” usposobienia, musiał znosić prasową krytykę, która rozliczała go z każdego słowa i gestu. Autorowi jednego z napastliwych artykułów wytoczył proces. Niezbyt przychylny portret Niemena stworzył też Marek Piwowski w filmie „Sukces”, ukazując prace nad płytą zespołu Niemen i Akwarele. Krótkometrażowy dokument zawiera wyrwane z kontekstu wypowiedzi, ujęcia kręcone „od dołu” i sceny, które świadczą o karykaturalnych zamiarach reżysera, jak uchwycone ukradkiem picie wody prosto z syfonu. Trudno dziś rozstrzygnąć intencje Piwowskiego, być może starającego się uwypuklić to, co u Niemena było najbardziej egzotyczne i „artystowskie” – oryginalne stroje inspirowane stylem hipisowskim i polskim folklorem, świadomość własnej charyzmy połączoną z pewną dozą naiwności. W efekcie powstał obraz, który wpisał się w medialną panikę wokół artysty.

Niemen szybko wyrósł z roli piosenkarza. Miał ogromne ambicje. Do rockowego repertuaru dochodził stopniowo i świadomie. Zaczynał od piosenek iberyjskich i rosyjskich. Na rock zdecydował się dzięki namowom Franciszka Walickiego. Na tle koleżanek i kolegów z estrady wyróżniał się także świadomością i tym, że sam tworzył śpiewane przez siebie utwory. Komponować i pisać teksty zaczął jeszcze w grupie Walickiego Niebiesko-Czarni. Kiedy na świecie eksplodowała psychodelia, a chwilę później rock progresywny, Niemen był pierwszym polskim artystą, który potrafił na nie w oryginalny sposób odpowiedzieć. Wniósł do rodzimego rocka artystowski temperament, interpretacje poezji, zakończył erę rustykalnego bigbitu. Przebojowe piosenki ustąpiły miejsca rozbudowanym kompozycjom i symfonicznemu rozmachowi. Niemen sięgał po jazz-rock, rock progresywny, psychodelię i muzykę elektroniczną. Wykorzystywał najnowszą aparaturę, zdobywaną w czasie występów na Zachodzie.

Polski artysta światowy

Przy okazji wspomnienia o zagranicznych epizodach warto się rozprawić z obiegową opinią o znikomości jego kariery na Zachodzie. W latach 60. z powodzeniem występował w paryskiej Olympii, na zachodnio- i wschodnioeuropejskich festiwalach. Szczególną popularność zdobył w Związku Radzieckim, gdzie był wręcz czczony jako ambasador zwalczanego przez władzę rocka. Nagrywał w Niemczech, w USA, w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Braku taniej popularności i gigantycznych sukcesów sprzedażowych nie należy jednak uważać za niepowodzenie. W latach 70. Niemen był najprawdziwszym rockowym awangardystą o talencie na światową skalę. Współpracował z krajowymi i zagranicznymi jazzmanami, grupą SBB i wybitnym kompozytorem Andrzejem Kurylewiczem (wystąpił na jego albumie „Muzyka teatralna i telewizyjna”). Komponował dla teatru i filmu.

Rozwój kariery przerwał wybuch stanu wojennego. Niemen przycichł, zamknął się w prywatności, skupił na pisaniu wierszy, muzyce ilustracyjnej i elektronicznych eksperymentach. Niełatwy czas podsumował wydanym w 1989 r. albumem „Terra Deflorata” z całkowicie autorskim repertuarem. Coraz śmielej korzystał z komputera, który służył mu nie tylko do komponowania i nagrań, ale również do działań plastycznych. W latach 90. szukał nowego wcielenia. Komponował materiał na ostatni, wydany w 2001 r. album „Spodchmurykapelusza”. Płyta miała być jego opus magnum, ale trudno ją uznać za równie udaną, jak „Enigmatic”, „Niemen Aerolit” czy choćby „Sukces”. Nie udało mu się po raz kolejny wyznaczyć nowych muzycznych trendów. Powstał za to album, który można uznać za pewien rodzaj podsumowania, emanację Niemenowskiej wrażliwości i aspiracji niezależną od trendów i wymagań rynku muzycznego.

W ostatniej dekadzie XX w. angażował się w sprawy publiczne. Pisał felietony do miesięcznika „Teraz Rock”, walczył z piractwem płytowym, przygotowywał reedycje własnych nagrań. Był kapryśnym, czasami złośliwym komentatorem rodzimego show-biznesu. Ostatnie lata życia przyniosły trudną walkę z chorobą nowotworową. Zmarł 17 stycznia 2004 r.

Niemen dla wszystkich

Każde pokolenie ma „własnego Niemena”. Rówieśnicy pamiętają go z żywiołowego rhythmandbluesowego okresu, kiedy jego eleganckie, przepełnione wielką kulturą muzyczną piosenki uchodziły niemal za obrazoburstwo. Pierwsza generacja polskich hipisów wspomina płyty nagrane z Akwarelami, „Dziwny jest ten świat”, „Sukces” i „Czy mnie jeszcze pamiętasz?”. Kolejne dwie dekady twórczości, rozpoczęte legendarnymi albumami „Enigmatic” i „Niemen” (tzw. czerwony album), a zakończone eksperymentami z elektroniką, ważne będą dla fanów progresywnego rocka. Dla urodzonych w latach 80. i 90. jest jednym z nielicznych wielkich rockmanów, których mogli poznać za życia. Poszukiwacze muzycznej oryginalności ze wszystkich pokoleń odnajdą radość w odkrywaniu „Katharsis”, syntezatorowego albumu konceptualnego utrzymanego w poetyce science fiction. Nie sposób zapomnieć o jego zasługach dla teatru i telewizji, przede wszystkim jako kompozytora, ale też pamiętnej roli… Chochoła w filmowej adaptacji „Wesela” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Nie pojawia się na ekranie, do historii kina wszedł za pomocą głosu.

A dla nas wszystkich, niezależnie od daty urodzenia, gustu i zapatrywań, istotna powinna być także skomplikowana biografia Czesława Niemena. Urodził się w przededniu II wojny światowej, przecierał muzyczne szlaki w niezbyt łaskawych czasach, na przekór modom i trudnościom wciąż poszukiwał nowych formuł artystycznych. Karierę zaczął wraz z narodzinami polskiej muzyki pop i od razu stał się jedną z jej najważniejszych osobowości. Niemen to pierwszy heros polskiego rocka i ostatni bohater romantyczny. Arcypolski, tak jak jego trudne do wymówienia nazwisko i jego pseudonim.

Fot. East News/Laski Diffusion

Wydanie: 8/2019

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy