Każdy może zostać dziennikarzem obywatelskim

Każdy może zostać dziennikarzem obywatelskim

Czy czeka nas medialny przewrót?

Jeszcze kilka lat temu dziennikarstwo obywatelskie w Polsce kojarzone było głównie z aktywnością reporterów i publicystów amatorów, którzy działali w interesie społecznym, często opisując lokalne wydarzenia. Jednak dzięki internetowi ta gałąź dziennikarstwa dynamicznie się rozwija – wysyp inicjatyw w sieci, od portali informacyjnych czy sprawdzających rzetelność informacji po telewizję, pokazuje, że dziennikarstwo obywatelskie może mieć różne odsłony i rośnie w siłę. Pytanie, czy na tyle, by media tradycyjne odeszły do lamusa.

Człowiek relacja

W ostatnich latach pojawiło się wiele stron internetowych i wielu aktywistów publikujących za pomocą mediów społecznościowych treści skupione wokół wartości obywatelskich. Przede wszystkim publicystykę oraz relacje z lokalnych wydarzeń. Natomiast początki dziennikarstwa obywatelskiego w Polsce zbiegają się w czasie ze wzrostem popularności internetu w każdym domu, czyli po roku 2000. Koncern Interia.pl jako jeden z pierwszych, obok portalu Wieści24.pl, stworzył w 2008 r. serwis Interia 360 opierający się na dziennikarstwie społecznym. Portal Interii reklamował się jako miejsce promujące informacje o charakterze lokalnym i te wynikające z codziennych doświadczeń każdego zarejestrowanego w serwisie użytkownika.

Obecnie media obywatelskie prężnie się rozwijają, co widać po liczbie pojawiających się redakcji i dziennikarzy obywatelskich. Profil Wolne-Media.pl zajmujący się transmisjami z protestów ma na Facebooku ponad 240 tys. obserwujących, tuż za nim jest Telewizja Obywatelska ze 164 tys. osób. Rekordzistą jest tutaj portal OKO.press – na platformie YouTube śledzi go ponad 24 tys. użytkowników, a na FB ponad 600 tys. Siłę mediów obywatelskich widać też po kwotach, jakie redakcjom udaje się zebrać na swoje utrzymanie. Włodek Ciejka TV zebrał 83 tys. zł przez portal Zrzutka.pl. Kanał wspiera prawie 1,8 tys. osób. Reset Obywatelski dostał od swoich odbiorców 13 tys. zł na sam start. Teraz medium utrzymuje się z regularnych comiesięcznych datków, które są dwukrotnie większe niż początkowa kwota.

Dzięki mediom społecznościowym aktywiści skupieni na wartościach obywatelskich zyskali narzędzie, które daje nieograniczone możliwości publikacji. Wszystko za sprawą tzw. virali, czyli treści, które niczym wirus błyskawicznie zyskują popularność wśród użytkowników mediów społecznościowych. Z takiego wzorca próbuje ostatnio korzystać fanpage Polskiego Stronnictwa Ludowego, który zaczął publikować serię postów zatytułowaną #Obajtki, mającą ujawniać nazwiska działaczy PiS i Zjednoczonej Prawicy, którzy zarabiają miliony w spółkach skarbu państwa. Treść postów PSL wpisuje się w styl mediów obywatelskich: „Według naszych wyliczeń od początku rządów PiS Obajtki pobrały już 210 mln zł. Te pieniądze mogły pójść na edukację, nowe drogi lub walkę z COVID. Niestety, mierni, ale wierni władzy partyjni działacze zgarniają co roku miliony, które tak jak wszystko, co należy do Skarbu Państwa jest własnością polskich obywateli” (pisownia oryginalna).

Gdy myśli się dziennikarz obywatelski, pierwszym skojarzeniem jest człowiek z kamerą podczas protestu, w centrum wydarzeń. W sieci znajdujemy popularne wśród internautów serwisy, które zajmują się m.in. relacjonowaniem protestów: Włodek Ciejka TV, Wolne-Media.pl oraz Telewizję Obywatelską. Wszystkie trzy można nazwać spektaklem jednego aktora – człowiek z kamerą idzie tam, gdzie coś się dzieje, i wpuszcza transmisję do sieci.

Aktywiści bardzo często trafiają tam, gdzie nie docierają mainstreamowe media. Ich sprzęt, w odróżnieniu od telewizyjnego, mieści się w plecaku. – Teraz każdy może zostać dziennikarzem obywatelskim. Wystarczy, że w odpowiednim momencie zacznie nadawać wydarzenie za pomocą telefonu. Reszta to kwestia zasięgów. Porównuję to do rozmowy telefonicznej. Można relacjonować coś jednej osobie, ktoś może włączyć tryb głośnomówiący i słyszy to cała rodzina, ale można podłączyć głośnik, wyjść z telefonem na balkon i sprawić, aby usłyszało to całe osiedle – mówi Ciejka.

Medium obywatelskie z redakcją

Głównymi argumentami przeciwników dziennikarstwa obywatelskiego są niedobory: obiektywizmu, profesjonalnego warsztatu i wynagrodzenia dla dziennikarzy. To jednak dość przestarzały pogląd, który pojawił się jeszcze w erze portali, takich jak wspomniane Wieści24.pl. Korzystano tam z pracy zapaleńców, którym nie płacono za treści. Dziś spora część mediów obywatelskich ma struktury redakcyjne, z redaktorem naczelnym i dziennikarzami, którzy często dostają wynagrodzenie. Wymienić można chociażby serwis Obywatele.News, dziennikarski portal OKO.press czy powstały w listopadzie 2020 r. Reset Obywatelski, z już ponad 20 osobami na pokładzie, które siedem dni w tygodniu prowadzą autorskie programy. Redaktor naczelny Resetu Obywatelskiego Marcin Celiński rozwiewa wątpliwości dotyczące etyki dziennikarskiej: – Dziennikarze w mediach obywatelskich także wykonują zawód dziennikarza, dlatego obowiązują ich zasady dotyczące dziennikarzy i etyka zawodowa. W naszych umowach z autorami zawarte jest odniesienie do etyki dziennikarskiej i prawa prasowego. Pod tym kątem media obywatelskie nie różnią się niczym od mediów komercyjnych.

OKO.press utrzymywany jest z darowizn odbiorców i różnych grantów dotyczących działalności obywatelskiej. W marcu na płace dla swoich dziennikarzy przeznaczył 160 tys. zł. Z jego strony dowiadujemy się, że działalność OKO.press kosztuje miesięcznie ok. 340 tys. zł. Portal Obywatele.News założony przez środowisko skupione wokół aktywistów z Obywateli RP boryka się za to z pewnymi kłopotami finansowymi – redakcja gromadziła środki na stworzenie własnej telewizji, jednak ma trudności z zebraniem kwoty potrzebnej na dokończenie studia. Problemów z nadawaniem nie ma natomiast redakcja Resetu Obywatelskiego. Autorzy ze względu na pandemiczne warunki zdecydowali się na nadawanie z domów i zdalne łączenie z gośćmi. Marcin Celiński zaznacza, że głównym źródłem utrzymania RO są bezpośrednie wpłaty na konto.

Finansowanie projektu jest największym wyzwaniem dla obywatelskich redakcji i często trzeba dostosowywać działania do posiadanego budżetu. – Nie jest to łatwe, ale jeśli uważa się na budżet, to jesteśmy przykładem tego, że można sobie poradzić. Należy jednak pamiętać o ogromnej pracy ludzi, którzy pomagają nam w formie wolontariatu – podkreśla Celiński.

Odbiorcy mówią sprawdzam

W dzisiejszym natłoku informacji ważnym narzędziem dla odbiorców są serwisy fact-checkingowe, w których mogą sprawdzać informacje zamieszczane przez media oraz na portalach społecznościowych. Niektóre media alternatywne określają się jako obywatelskie, choć nie opierają się na faktach. Według specjalistki ds. dezinformacji Anny Mierzyńskiej jest to świadome używanie pewnych terminów i nadawanie im własnego znaczenia. – Robi się to celowo, aby ludzie nie wiedzieli, gdzie zaczynają się teorie spiskowe i fałsz. Posługiwanie się określeniami, które mają pozytywne konotacje w społeczeństwie, sprawia, że przeciętnemu odbiorcy bardzo trudno jest odróżnić rzeczywiste media obywatelskie od tych, które szerzą dezinformację. Bardzo często okazuje się, że to, co jest najbardziej nośne w sieci, nie jest prawdziwe – przestrzega Mierzyńska.

Jednym z najpopularniejszych i najstarszych serwisów fact-checkingowych w Polsce jest Demagog.org.pl działający od 2014 r. Stowarzyszenie Demagog obrało sobie za cel „poprawę jakości debaty publicznej poprzez dostarczanie obywatelom bezstronnej i wiarygodnej informacji”. Zespół zaczynał siedem lat temu od weryfikowania obietnic wyborczych polityków. Dziś stowarzyszenie prowadzi Akademię Fact-Checkingu skierowaną do uczniów, studentów, seniorów i biznesu. Jego eksperci uczą, jak wyszukiwać i weryfikować informacje. W swoim statucie Demagog podkreśla też, że dba o ochronę swobód obywatelskich, ze szczególnym uwzględnieniem prawa do dostępu do informacji publicznej. W maju 2019 r. zespół Demagoga dołączył do Międzynarodowej Sieci Fact-Checkingowej (IFCN). Członkowie IFCN zobowiązani są do przestrzegania następujących zasad: bezstronności, przejrzystości źródeł i finansowania, transparentności metodologii, polityki otwartych i uczciwych korekt. Ostatni punkt jest najciekawszy, ponieważ w razie pomyłki należy otwarcie przyznać się do błędu i zaktualizować informacje. To tylko podwyższa status portalu Demagog.org.pl jako serwisu, któremu można zaufać.

Nie wszystkie portale fact-checkingowe wzbudzają zaufanie. Ciekawa historia stoi za powstaniem serwisu Antyfake.pl należącego do Grupy Iberion (dawniej HGA Media). Grupa ma wiele serwisów, w tym Pikio.pl, który badacze Uniwersytetu Oksfordzkiego zaklasyfikowali jako portal szerzący dezinformację. W 2019 r. w materiale „Superwizjera” TVN pokazano kulisy działania Newsweb.pl, serwisu należącego do HGA. Zatrudnionej w portalu współautorce reportażu Annie Sobolewskiej zlecono wymyślanie newsów atakujących imigrantów. Po publikacji materiału do sprawy odniósł się ówczesny szef HGA Media Albert Wójcik, który zapewnił, że Newsweb.pl działał za plecami zarządu firmy. Wójcik zamknął portal i podziękował dziennikarzom „Superwizjera” za ujawnienie sprawy. Jednocześnie zapowiedział w swoich social mediach powstanie portalu fact-checkingowego. Pojawił się Antyfake.pl, który zamieszcza krótkie informacje rozstrzygające, czy dany news był prawdą. Na stronie jest sporo reklam. Można odnieść wrażenie, że skoro portal należy do grupy medialnej, został stworzony na potrzeby zwiększenia ruchu na siostrzanych stronach i sprzedaży przestrzeni reklamowej.

Co dalej z mediami obywatelskimi?

Nie widać, aby media obywatelskie konkurowały ze sobą. Każda redakcja wypełnia inną lukę. – Nie ma poczucia bezpośredniej konkurencji. Projekty, które np. realizuje Włodek Ciejka TV, odpowiadają zupełnie innemu odbiorcy niż programy w Resecie Obywatelskim. Gdybyśmy mieli 10 takich inicjatyw jak RO, można by mówić o konkurencji – tłumaczy Marcin Celiński. Nie widać też, aby media obywatelskie miały zastąpić mainstreamowe. – Czasami działamy w tej samej fazie. Weźmy protesty Strajku Kobiet. Wtedy wszystkie media relacjonowały temat, który był nośny. Kiedy indziej zainteresowanie się rozjeżdża. Myślę o lokalnych czy kameralnych wydarzeniach. Trzeba zrozumieć, że ani media obywatelskie nie są w stanie konkurować z dużymi mediami, ani odwrotnie, ponieważ różni je podejście – podsumowuje Włodek Ciejka.

Twórcy są też zgodni co do tego, że nie da się utrzymać z dziennikarstwa obywatelskiego. Redaktor naczelny RO podkreśla, że największym kosztem funkcjonowania są honoraria autorskie, a stawki, jakie może zaproponować obywatelska redakcja, nie są takie jak w stacjach komercyjnych. Włodek Ciejka: – Kiedy na ulicach nic się nie dzieje, zrzutka też przestaje pracować. Dlatego można próbować łączyć różne elementy działalności lub traktować to jako dodatkowe zajęcie. Trzeba dywersyfikować działalność, żeby nie umrzeć z głodu.

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 23/2021

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy