Kiedyś to były lockdowny!

Kiedyś to były lockdowny!

W poniedziałek 15 marca zaczął się na Mazowszu oraz w woj. lubuskim kolejny lockdown (trwa także w województwach mazursko-warmińskim i pomorskim). Znowu zamknięte są kina, teatry i hotele. Medialna narracja mówi o poświęceniach mieszkańców w codziennym życiu. Jednak władze nie pilnują granic województw, a z hoteli korzysta się raczej poza miejscem zamieszkania. Dlatego będąc mieszkańcem woj. mazowieckiego, można wybrać się do kina w Łodzi lub wyskoczyć do Torunia na piwo, przepraszam: na wernisaż…

Wprowadzony w poniedziałek lockdown ma potrwać przez dwa tygodnie do 28 marca. Po raz kolejny zamknięte zostały galerie handlowe, jednak lista usług wyłączonych z tego zakazu pokazuje, że sobotni szturm warszawiaków na galerie handlowe był raczej zbyteczny. Otwarte są zarówno sklepy z artykułami budowlanymi, jak i salony prasowe. Zakupy spożywcze też zrobimy normalnie. W zaostrzonym reżimie sanitarnym pójdziemy nawet do fryzjera.

Zamknięte pozostaną oczywiście obiekty sportowe i hotele. Tylko co warszawiakom po warszawskich hotelach? Jak usłyszałem: „Co z tego, że tutaj wszystko zamknięte, przecież możesz iść do kina w Łodzi”. Poszedłem za tą radą i spędziłem weekend poza stolicą. W woj. kujawsko-pomorskim, które właśnie przekroczyło wskaźnik 45,87 zakażeń na 100 tys. mieszkańców, wypiłem nawet piwo w barze.

Po południu udałem się na wystawę do toruńskiego Centrum Sztuki Współczesnej. W budynku na dole jest kawiarnia, w której można usiąść i napić się chociażby kawy. Zapytałem, do której mają otwarte – do zakończenia ostatniego seansu w kinie, czyli do godz. 20.30. Można usiąść, jak w czasach, kiedy nie słyszeliśmy jeszcze o COVID-19. Różnica jest jedynie taka, że barman ma maseczkę.

Podczas wieczornego spaceru toruńską starówką zobaczyłem światło w oknach jednego z miejscowych klubów. Zaintrygowany wrzawą i radosnymi okrzykami wszedłem do środka – regularnie działający lokal z ludźmi przy barze popijającymi trunki. Na pytanie, czy to impreza zamknięta, usłyszałem, że można zostać – „w sali obok jest wernisaż”. Zamówiłem piwo i obejrzałem wiszącą na ścianach twórczość. Trick polega na tym, że z lokalu zniknęły stoliki, a dzięki obrazom zmienił się w galerię sztuki. Jak czytamy w dokumencie rządowym dotyczącym walki z koronawirusem Aktualne zasady i ograniczenia: „Galerie sztuk, muzea i biblioteki mogą być otwarte i funkcjonować w ścisłym reżimie sanitarnym. (…) – podczas wydarzeń kulturalnych zajętych może być maksymalnie 50% miejsc siedzących. Obowiązują maseczki. Zakaz konsumpcji”. Jedyne, do czego można się tutaj formalnie przyczepić, to ten ostatni punkt.

W hotelach w całym kraju obowiązuje dostarczanie posiłków do pokoi. Moje zaskoczenie było ogromne, kiedy dowiedziałem się, że śniadanie, owszem mogę dostać do pokoju, ale na jednym z pięter wydzielona jest specjalna strefa śniadaniowa. Wygląda to dokładnie tak samo jak szwedzki stół, z tym wyjątkiem, że jedzenie na talerz nakłada nam obsługa. Siedzi się przy stoliku z innymi hotelowymi gośćmi wokół.

Czy zaostrzony lockdown w ogóle ma sens? Po pierwsze, nikt nie pilnuje przepływu ludności między województwami – każdy może pojechać na spacer czy do kina na drugi koniec Polski. Po drugie, rząd jest tak nieudolny w swoich działaniach i tak zmęczył społeczeństwo, że ludzie zaczęli obchodzić system. A rząd, który nie chce jeszcze bardziej się narażać, udaje, że nic nie widzi.

Fot. Matt Seymour/Unsplash

Wydanie:

Kategorie: Z dnia na dzień

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy