Kocia muzyka

Kocia muzyka

Bez uprzedzeń

Zgromadzenie ludowe starożytnych Aten chcąc zmusić swoich członków do zastanawiania się, wprowadziło karę na wnioskodawców takich uchwał, które w praktyce przynosiły szkodę. Ustawy o abolicji podatkowej i deklaracjach majątkowych zostały zawetowane przez Trybunał Konstytucyjny, nie możemy więc z całą pewnością wiedzieć, czy byłyby one korzystne, czy szkodliwe. Mimo to media postanowiły ukarać wnioskodawcę i po wyroku Trybunału Konstytucyjnego urządziły ministrowi finansów niesamowicie jazgotliwą kocią muzykę. Mam nadzieję, że wicepremier Kołodko tym się nie przejął. Od ludzi słyszałem, że amnestia podatkowa przyniesie korzyści małe, niewarte ustawodawczego zachodu. Co do deklaracji majątkowych, to jasne jest, że osoby o niewytłumaczalnym stanie posiadania będą się starały odsunąć taką ustawę na czas jak najpóźniejszy. Nie powinny jednak wierzyć, że niebezpieczeństwo da się zażegnać na zawsze.
Sejm Trzeciej RP wydaje ustawy z szybkością strzałów karabinu maszynowego. Może się przesłyszałem, tak nieprawdopodobne wydało mi się stwierdzenie jednego posła, który na obronę Sejmu obecnej kadencji powiedział, że uchwalono już dwieście ustaw. Jeżeli się nie przesłyszałem, to na szczycie demokratycznego państwa zapowiada się powódź ustawodawcza. Pod tym względem nie notuje się żadnego zapóźnienia polski w stosunku do starszych demokracji. Przeciwnie – Polska przoduje.
Wierzę bez badania, że zakwestionowane ustawy były błędnie, zawile, niezrozumiale sformułowane, jak wiele z tego, co wychodziło dotąd z Ministerstwa Finansów. Położenie państwa jest bardziej zabagnione, niż myślimy: konstytucja nasza jest niewiele lepiej sformułowana niż ustawy niższego rzędu. Taki przynajmniej wniosek wynika z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Amnestia obejmująca przestępstwa i zbrodnie przeciw życiu nie jest niekonstytucyjna. Dlaczego sprzeczna z konstytucją jest amnestia na przestępstwa zmniejszające dochody budżetu? Gdyby całkiem serio przyjąć, że wymaganie przykrych i nudzących skądinąd deklaracji majątkowych jest sprzeczne z konstytucją, to w konsekwencji cały system podatkowy należałoby zakwestionować. Gdy się bada konstytucyjność ustaw, to co z czym się porównuje: normy z normami, formułki z formułkami, słowa ze słowami czy postanowienia z postanowieniami? Badanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego pod względem ich słuszności byłoby niepotrzebnym zajęciem. Trybunał kończy procedurę ustawodawczą i tylko to się liczy. Jednak opozycja sejmowa widzi w jego orzeczeniach coś więcej. Zanegowanie ustaw ma dodatkowo moc wyroku Trybunału Stanu: minister finansów powinien podać się do dymisji. Jeżeli nie zrezygnuje do soboty, to my Platforma Obywatelska, my Prawo i Sprawiedliwość, my Liga Polskich Rodzin postaramy się zmusić go do tego. Tak rozumują nasi obrońcy konstytucji.
Słuchanie posła SLD, jak broni się przed zarzutami, to prawdziwa moralna udręka. Od razu przyjmuje on, że zarzuty są uzasadnione, i tłumaczy się, dlaczego musiał popełnić błąd, kładąc nacisk na to, że błąd był nieduży. Nie bierze pod uwagę, że błąd w sprawie abolicji, deklaracji majątkowych (i w każdej innej) mógł popełnić Trybunał Konstytucyjny. Albo że nikt nie popełnił błędu i wszyscy byli w swoim prawie, bo minister finansów miał prawo kierować się względami na korzyść finansów państwa, a Trybunał Konstytucyjny miał prawo zlekceważyć korzyści, aby prawu stało się zadość. Po to mamy rozmnożone i zróżnicowane instytucje, aby minister nie musiał rozumować jak sędzia Trybunału Konstytucyjnego, a sędzia nie musiał włazić w skórę ministra.
W debacie publicznej niczego dobrego nie można już się spodziewać po mediach, tam panuje psychologia tłumu. Od posłów trzeba jednak domagać się, aby przyswoili sobie pojęcia prawne. Uderza, zastanawia i smuci, że SLD, podobnie jak jego przeciwnicy, mało troszczy się o prawną stronę polityki i w ogóle o porządek prawny.
Wskutek słabości państwa doszło do wynaturzenia roli pluralizmu partyjnego. Chwilowe blokowanie mównicy sejmowej jest drobnostką w porównaniu ze stałym blokowaniem debaty publicznej. Ciągłe posługiwanie się insynuacjami przez panów Kaczyńskich bardziej degraduje politykę niż naiwne wybryki Leppera. Ogłosili ci panowie, że Sejm nie przyznał 100 milionów złotych na warszawskie metro z zemsty za zły wynik SLD w wyborach samorządowych w Warszawie. Zdaje się, że pobierali oni nauki w tej samej szkole propagandy co Lepper. Im instytucja głupsza – uczy ta szkoła – im bardziej prymitywna, im bezczelniejsza, im bezwstydniejsza, tym większa szansa, że tłum uwierzy, a tym ludziom wydaje się, że nic im nie jest tak potrzebne jak tłum, który by na nich głosował. Podział na partie sprawia, a może z tego wynika, że w polityce nikt nie ma stu procent racji i nikt nie jest racji pozbawiony całkowicie. Tej oczywistości działacze partyjni, zwłaszcza pokroju panów Kaczyńskich, nie są w zdolni przyjąć do wiadomości.

Wydanie: 48/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy