Konsul, który nie będzie konsulem

Konsul, który nie będzie konsulem

Nie tak dawno minister Waszczykowski posłał do Waszyngtonu na ambasadora Piotra Wilczka. Nowy ambasador bardzo szybko zaczął spłacać dług zaufania – organizując pokazy filmu „Smoleńsk” i tłumacząc widzom, o co tam chodzi.

Za chwilę jednak będzie miał rywala – bo do Nowego Jorku, na stanowisko konsula, jedzie Maciej Golubiewski.

Kto zacz? Przede wszystkim jest łodzianinem, co w MSZ okazuje się dziś atutem. Poza tym skończył studia w USA, a potem pracował w konsultingu biznesowym i współpracował z organizacjami pozarządowymi oraz różnymi think tankami, m.in. Heritage Foundation i Center For Family and Human Rights.

Potem trafił do Brukseli, gdzie znalazł pracę w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych, zajmował się Afryką Wschodnią, potem Syrią. A w roku 2014 zastępował ambasadora Unii Europejskiej w delegaturze Unii w Libanie.

Jeśli chodzi o Polskę, to wiceminister Jan Dziedziczak mówił o nim w Sejmie tak: „Jest ekspertem w Instytucie Sobieskiego i Narodowym Centrum Studiów Strategicznych w Warszawie. Jego pasją jest pedagogika i edukacja młodych ludzi, którą realizuje, wspierając organizacje stypendialne, których jest absolwentem, m.in.: Towarzystwo Szkół Zjednoczonego Świata im. prof. Pawła Czartoryskiego i Międzynarodowy Obóz Młodzieżowy Camp Rising Sun w stanie Nowy Jork. Był wykładowcą Szkoły Rycerskiej w Warszawie i Instytutu Tertio Millennio w Krakowie. W wolnych chwilach gra na fortepianie i perkusji”.

Tak oto nasze MSZ wysyła do Nowego Jorku na stanowisko konsula człowieka, który jak zdymisjonowany już Robert Grey był wszędzie i nigdzie, a już na pewno nie w polskim MSZ. I na pewno nie zajmował się sprawami konsularnymi.

Jak więc wyobraża sobie swoją pracę w Nowym Jorku? Zapowiedział, że chce budować sieć kontaktów. Powinna ona zawierać jak najszersze spektrum ludzi identyfikujących się z Polską. Od tradycyjnej Polonii po tych, których związki z krajem pochodzenia trzeba odnowić. Poza tym chce prowadzić dialog ze środowiskami żydowskimi, ale religijny. No i prowadzić dyplomację publiczną. Czyli działać jak ambasada.
Będziemy mieli dwa ośrodki w USA? Golubiewski podpytywany w tej sprawie odparł, że będzie wspomagał ambasadora w Waszyngtonie. I dodał: „Bardzo ważna jest komunikacja zewnętrzna, a propos tego, co się dzieje w kraju, i wydaje mi się, że nie tylko ambasada w Waszyngtonie, ale wszystkie konsulaty powinny się angażować w rzetelne informowanie. Konsulat niemiecki posiada nawet departament polityczny, który wspomaga centralę w Waszyngtonie w tych kwestiach”.

No to już wiemy, jak będzie. Konsulat w Nowym Jorku też będzie informował ludność Ameryki, co się dzieje w Polsce. Jak można się domyślać, poprzez filmy, prelekcje i różne tego typu eventy, które tyle radości sprawiają w Warszawie. A konsul już sobie wyznaczył pozycję nie podwładnego ambasadora, ale jego pomocnika. Rozumiemy – na wypadek, gdyby ten nie dawał rady.

To kwestia paru miesięcy, jak tych dwóch debiutantów skoczy sobie do gardła.

Wydanie: 52/2016

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy