Minister Kubuś Puchatek

Minister Kubuś Puchatek

Tajemnice MSZ, korytarzowe ploteczki, spekulacje kadrowe, życie dyplomatów – zawsze to ludzi interesowało. Kto miał dostęp do tych informacji, był w świecie dziennikarskim wysoko ceniony. Ale to już przeszłość – dziś chleb zabiera takim minister Waszczykowski, który wyciąga na światło dzienne tajne dokumenty. Macha nimi przed światem, woła, że to zdrada, jakby zapominając, że sam zdradza rzeczy, które na zawsze powinny zostać skryte.

Chodzi oczywiście o „Tezy o polityce RP wobec Rosji i Ukrainy” z marca 2008 r., dokument podpisany przez ówczesnego dyrektora Departamentu Wschodniego MSZ Jarosława Bratkiewicza.

To analiza polityki Rosji w tamtym okresie i propozycje polskich działań. Tak, by Polska wzmocniła swoją pozycję i na Wschodzie, i na Zachodzie. Nie ma co się rozwodzić – rolą departamentów merytorycznych MSZ jest tworzenie takich właśnie dokumentów, by kierownictwo resortu mogło podejmować właściwe decyzje.

Natomiast nie jest rolą kierownictwa MSZ takie analizy ujawniać wszem wobec, a jeszcze do tego opatrywać komentarzami, że zdrada itd. Po pierwsze, dlatego że w ten sposób knebluje się w tym ministerstwie jakiekolwiek myślenie. Po co pisać coś oryginalnego, skoro za parę lat może to zostać rozwleczone po całym świecie? Waszczykowski swoją akcją morduje MSZ, bo teraz każdy urzędnik 15 razy się zastanowi, zanim cokolwiek napisze. I podpisze.

Po drugie, lepiej jest jednak, gdy kuchnia MSZ, ta prawdziwa, czyli dotycząca nie personaliów, ale obiegu myśli i idei, jest ukryta.

Po trzecie, minister Waszczykowski pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy, ale ujawniając dokument i tak osobliwie go komentując, po prostu się ośmiesza. Tak, tak, wszyscy wiemy, że ośmieszyć się zdążył już wielokrotnie, że w ogóle jest postacią groteskową, Kubusiem Puchatkiem naszej polityki, że kierowanie polską dyplomacją go przerosło, ale tym razem przeszedł samego siebie.

Waszczykowski atakuje bowiem ówczesnego szefa MSZ, Radosława Sikorskiego, twierdząc, że ta notatka jest dowodem na zwrot w polskiej polityce wschodniej, od popierania prozachodnich aspiracji Ukrainy w kierunku współpracy z Rosją. Czego efektem były dwie wizyty w Katyniu – premiera i parę dni później ta tragiczna, prezydenta.

Taki zarzut to bzdura. Bo zgodnie z konstytucją to Rada Ministrów prowadzi polską politykę zagraniczną, więc to prezydent powinien ustalać swoje działania z rządem, a nie na odwrót.

Poza tym zwrot w kierunku Moskwy kosztem Kijowa, o który Waszczykowski oskarża Sikorskiego, de facto nie nastąpił. Nastąpiła za to zmiana sytuacji na samej Ukrainie, ale nikt na to wpływu nie miał.

I jeszcze jedno – Waszczykowski w swojej filipice obnaża nieznajomość Wschodu i samej Rosji. Mówienie, że w 2008 r. Rosja kierowała się myślą geopolityczną Aleksandra Dugina, filozofa konserwatywnego, nacjonalistycznego, antyzachodniego, w sumie myślącego po pisowsku, to wielka przesada.

To tak, jakby wierzyć, że Jarosław Kaczyński podejmuje decyzje pod wpływem audycji TVP Info. Przecież nawet dzieci potrafią odróżnić ogon od psa.

Wydanie: 5/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy