Kraj anonimowych chrześcijan

Kraj anonimowych chrześcijan

W Polsce dobiega kres Kościoła, jaki znaliśmy.

Kościoła, który pełnił funkcję autorytetu moralnego


1.

Na naszych oczach dzieje się coś, co mojemu pokoleniu wydawało się niemożliwe – w Polsce dobiega kres Kościoła, jaki znaliśmy. Kościoła, który odgrywał rolę autorytetu moralnego. Kościoła, który dawał Polkom i Polakom wykładnię zasad postępowania. Kościoła, który cieszył się uznaniem i szacunkiem. Z tym wiązała się szczególna rola duchownych – a więc oczywiście i biskupów. To duchowni rozstrzygali, jakie publiczne zachowania są akceptowalne, a jakie nie. To duchowni mówili, jak mamy żyć, a jaki styl życia należy odrzucić. I wreszcie to duchowni w ramach lekcji religii formowali sumienia kolejnych roczników młodych Polaków. Ta dominująca rola Kościoła i tzw. wartości katolickich w życiu publicznym wydawała się tak oczywista, że nawet ludzie lewicy, choćby Adam Michnik, mówili, że to Kościół formuje polskie sumienia. I że bez niego Polacy byliby gorszym społeczeństwem, niż są.

Ten uprzywilejowany status przekładał się na to, że Kościół chciał dla siebie coraz więcej przywilejów. Zaczęło się od uznania, że to Kościół, z Janem Pawłem II na czele, przyczynił się do obalenia komunizmu. To przekonanie zwycięzcy w sferze symbolicznej zdaniem wielu biskupów powinno się przełożyć na panowanie w sferze polityki i życia społecznego. Dlatego Kościół – niezależnie od tego, kto w Polsce rządził – poszerzał pole swojej dominacji i mnożył zdobycze: począwszy od opłacanego przez państwo nauczania religii w szkole, poprzez ochronę wartości katolickich w mediach, na finansowaniu dzieł kościelnych kończąc. Ta szczególna pozycja rodziła pokusę, by powiększać strefę swojego oddziaływania i wpływów. Pycha zaś z tym związana prowadziła do triumfalizmu, przekonania o swoich racjach i bezkarności.

I rzeczywiście: dziś, na początku 2022 r. mamy sytuację, w której Kościół rzymskokatolicki jest mocny w sensie instytucjonalnym, zblatowany politycznie z pisowską władzą na dobre i na złe. Cieszy się szerokim finansowaniem – Fundusz Kościelny opiewający na kwotę 180 mln zł to najwyższe środki przyznane przez państwo Kościołowi w historii III RP. Kościelne postulaty moralne, takie jak choćby zaostrzenie prawa antyaborcyjnego – mimo protestów kobiet – przechodzą decyzjami fasadowego Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Widać, że na tych trzech fundamentalnych płaszczyznach – politycznej, finansowej i prawnej – Kościół doprowadził do sytuacji z punktu widzenia własnego interesu doskonałej. Czy zatem skazani jesteśmy na całkowitą hegemonię Kościoła w naszym życiu?

 

2.

Paradoks obecnej kondycji katolicyzmu polega na tym, że im silniejszy instytucjonalnie i finansowo wydaje się Kościół, tym mniej wiarygodny się staje w realizowaniu swojego zasadniczego powołania – głoszenia Ewangelii. Co sprawia, że słynne powiedzenie o wysysaniu w Polsce katolicyzmu z mlekiem matki przestaje już obowiązywać?

Po pierwsze, prawie dwa lata pandemii okazały się sporym wyzwaniem dla Kościoła. Część wiernych w trosce o zdrowie przestała chodzić do świątyń. Duchowni jednak nie znaleźli skutecznego sposobu, by zatrzymać ich przy Kościele. Raczej ignorowali pandemię, mówiąc, tak jak abp Andrzej Dzięga, że Jezus „nie roznosi zarazków ani wirusów”. Wobec indolencji duszpasterskiej stało się to, co było do przewidzenia: część wiernych uznała, że długa nieobecność w kościele albo nawet zamiana mszy w sieci na ulubiony serial nie wyrządziła jakiegoś radykalnego spustoszenia w ich życiu duchowym. Przeciwnie, usprawiedliwiona absencja na niedzielnej mszy i brak kontaktu z czasem politycznymi kazaniami księży sprawiły, że niektórzy „niedzielni katolicy” poczuli się lepiej.

Po drugie, katolicy wiedzą, że – jak mówi św. Jan – „wiara bez uczynków jest martwa”. Tymczasem widzą duchownych, którzy mówią jedno, a robią drugie. Bije bowiem po oczach fakt, że chociaż polscy biskupi głoszą chęć rozliczenia się ze skandali pedofilskich, robią wszystko, by do wskazania winnych i zadośćuczynienia pokrzywdzonym broń Boże nie doszło, co jasno w rozmowie ze mną dla PRZEGLĄDU wykazał szef Państwowej Komisji ds. Pedofilii prof. Błażej Kmieciak. Widzą biskupów, którzy zachęcają ludzi do skromnego życia, ale sami obnoszą się z bogactwem i życiem w luksusie. Widzą duchownych, którzy chętnie nakładają ciężary na barki wiernych, ale sami nie są gotowi do jakichkolwiek wyrzeczeń. Dlatego nawet ci katolicy, którzy do wczoraj stali murem za biskupami, dziś mówią: dość.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 4/2022, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Piotr Dziurman/REPORTER

Wydanie: 4/2022

Kategorie: Kościół

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy