Nietykalny

Nietykalny

Kard. Dziwisz zbyt dużo wie, by narażać jego i Watykan na publiczną spowiedź czy proces

1.

Wydaje się trochę zagubiony. Mówi wolno, czasami nieskładnie. Sprawia wrażenie pokornego. Chodzi w aurze nietykalności. Nikt nie kwestionuje jego sądów. Dziennikarze spijają z jego ust nawet kuriozalne opinie. Wierni widzą w nim niemal Jana Pawła II – tyle lat przy papieżu Wojtyle! Zawsze w cieniu, zawsze w dalszym planie. Jego drugie imię to służba. Tak przez wiele lat postrzegany był kard. Stanisław Dziwisz. Słusznie określano go mianem kustosza relikwii i dziedzictwa Jana Pawła II. Zresztą skrupulatnie ich strzegł. I wykorzystywał ten swój monopol.

Ale to tylko jedno oblicze Don Stanislao, jak mówi się o nim w Rzymie. Drugie było nieznane szerokiemu gronu odbiorców, tymczasem Dziwisz to wytrawny rozgrywający zakulisowych pojedynków. Jedna z najbardziej wpływowych postaci czasów pontyfikatu Jana Pawła II. Człowiek od – mówią niektórzy – „brudnej roboty”. Wiedzący wszystko o kulisach życia watykańskiego. Otaczający się wpływowymi i konserwatywnymi wspólnotami w Kościele, członkami Opus Dei czy Legionistami Chrystusa. W końcowym okresie życia papieża nazywany nawet „wicepapieżem”. Jeden z księży opowiadał mi, że „Staś” miał nieograniczony dostęp do Wojtyły, gdy ten był na łożu śmierci. Inni współpracownicy papieża takiego przywileju nie mieli. Dlatego, gdy czekano na decyzje Jana Pawła II, wychodził Dziwisz i mówił, że „taka jest wola papieża”. I tylko nikt nie był pewien, czy to rzeczywiście decyzja Jana Pawła II, czy ogłaszającego wolę.

Dziś kard. Stanisław Dziwisz przestał być nietykalny. Ze świecą też szukać tych, którzy braliby jego oświadczenia czy zapewnienia, że jest czysty jak łza i łagodny jak baranek, za dobrą monetę. Co takiego się stało, że zmieniła się ocena sekretarza Jana Pawła II? Otóż na działalności kard. Dziwisza kładzie się cieniem jego posługa jako metropolity krakowskiego. To wtedy trafił do niego ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ze świadectwem Janusza Szymika, który wyznał, że jako chłopiec był molestowany seksualnie przez swojego ówczesnego proboszcza Jana Wodniaka. Według mężczyzny do kontaktów seksualnych między nim a duchownym w latach 1984-1989 dochodziło aż kilkaset razy. Kard. Dziwisz, twierdzi ks. Isakowicz-Zaleski, miał zapoznać się z dokumentacją, ale nic nie zrobił. Przez pewien czas nawet utrzymywał, że żadnego listu od Szymika nie widział. Potem jednak list odnalazł się w kurii w Krakowie. Ks. Wodniak przez kolejne lata pracował z dziećmi i młodzieżą. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy biskupem bielsko-żywieckim został Roman Pindel, który wszczął oficjalne dochodzenie. Proces ten doprowadził do skazania oskarżanego duchownego. Sam pokrzywdzony Janusz Szymik napisał także list do papieża, w którym poprosił o pilne wyjaśnienie ewentualnej roli kardynała w tuszowaniu pedofilii w Kościele.

Kard. Dziwisz bronił się przed zarzutami o zaniechanie działań. W wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej były metropolita krakowski przyznał, że „faktycznie to była straszna rzecz”. „Ale nie rozumiem – mówił dalej – dlaczego wszyscy, na miłość Boską, chcą wmówić, że jest to moja wina, tymczasem w ogóle go nie znałem ani nigdy nie widziałem, a rzecz działa się na przełomie lat 80. i 90., kiedy nie było mnie w Polsce”. Problem w tym, że niemal wszystkie sprawy o molestowanie dotyczą przeszłości, a to, czy kardynał był wtedy w Polsce, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Faktem jest, że zlekceważył materiały dostarczone mu przez Isakowicza-Zaleskiego.

Gdy jednak pętla oskarżeń o krycie skandali pedofilskich zaczęła wokół kard. Dziwisza się zaciskać, ten wyciągnął asa z rękawa. I powiedział, że pojawiają się głosy krytyczne wobec św. Jana Pawła II, że jest on atakowany w swojej ojczyźnie. „Widzę – mówił Dziwisz – że ta Polska jest inna niż ta, którą była kilkadziesiąt lat temu, była zachwycona papieżem, zachwycona jego nauczaniem. Teraz – doprecyzował – żeby uderzyć w papieża, to trzeba też uderzyć w ludzi, którzy z nim współpracowali. To była nasza służba papieżowi, a poprzez papieża mojej ojczyźnie. Jeśli moja ojczyzna tego nie widzi, a kiedyś widziała, to niewątpliwie powoduje u mnie ból, ale przebaczam”. Innymi słowy, ten, kto krytykuje działalność kard. Dziwisza, uderza zarazem w Jana Pawła II. I odwrotnie. Te ataki to akt niewdzięczności, które bolą kardynała, gdyż on – jak mówi – poświęcił swoje życie, służąc z całych sił Kościołowi i ojczyźnie.

 

2.

Ujawniane, głównie przez media, skandale pedofilskie sprawiły, że Kościół dotknął jeden z największych kryzysów w najnowszej historii. Tym bardziej że proces ujawniania nadużyć seksualnych księży jeszcze się nie skończył. Jedno za to jest pewne: Kościół, także w Polsce, systematycznie i z premedytacją je tuszował. Ten proceder legitymizowany był zarówno przez korporacyjną strukturę kościelnych instytucji, jak i przekonanie duchownych, że dobro Kościoła jest ważniejsze niż dobro ofiar. Dzieci. Z tego powodu Kościół znalazł się na cenzurowanym, a Watykan nie może przechodzić do porządku dziennego nad oskarżeniami wysuwanymi nawet wobec tak ważnej i wpływowej postaci jak kard. Stanisław Dziwisz.

Dlatego Stolica Apostolska powołała specjalną komisję do zbadania zarzutów wobec byłego metropolity Krakowa. Jej przewodniczącym został kard. Angelo Bagnasco, który w czerwcu ubiegłego roku przyjechał do Polski, by zbadać sprawę. Rozmawiał również

z ks. Isakowiczem-Zaleskim, który tak komentował pobyt watykańskiego hierarchy: „Dobrze oceniam postawę kard. Bagnasco. Pytania były konkretne. Widać jego ogromny profesjonalizm i obiektywizm, bo bardzo wnikliwie dopytywał o pewne szczegóły. Widać było, że chce poznać prawdę”.

Dziś znamy już efekt pracy kardynała, który przekazała opinii publicznej nuncjatura w Polsce. W krótkim oświadczeniu czytamy, że „Stolica Apostolska zbadała dokumentację dostarczoną przez kard. Angelo Bagnasco, emerytowanego arcybiskupa Genui, zebraną podczas jego wizyty w Polsce w dniach 17-26 czerwca 2021 r., której celem była weryfikacja niektórych przypadków związanych z działaniami kard. Stanisława Dziwisza podczas pełnienia przez niego funkcji arcybiskupa metropolity krakowskiego (2005-2016). Analiza zebranej dokumentacji pozwoliła ocenić te działania kard. Stanisława Dziwisza jako prawidłowe i w związku z tym Stolica Apostolska postanowiła dalej nie procedować”.

Lakoniczność albo wręcz pewien rodzaj arogancji komunikatu zdumiewa. Czytamy, że komisja weryfikowała tylko „niektóre przypadki”, choć – jak się zdaje – powinna zająć się wszystkimi, jeśli o nich wiedziała. A wiedzieć powinna, bo nie jest to tajemnicą. Następuje też swoiste rozgrzeszenie kard. Dziwisza, gdy padają słowa, że jego działania były „prawidłowe”. Nie dziwi zatem, że hierarcha takie rozstrzygnięcie przyjął z entuzjazmem. Niemal natychmiast z pełną satysfakcją oznajmił, że wyraża wdzięczność wszystkim, którzy przyczynili się do tego, by w odpowiedzialny sposób odnieść się do wysuwanych pod jego adresem zarzutów. I dodał, że komunikat „przyczyni się nie tylko do wyjaśnienia sprawy, ale także do przywrócenia pokoju ducha wszystkim osobom, które czuły się dotknięte posądzeniami, z jakimi się spotkałem”. Co teraz? Czy możemy uznać, że sprawa jest skończona zgodnie z zasadą Roma locuta, causa finita?

 

3.

Nie. I to z kilku powodów. Po pierwsze, sam komunikat nuncjatury w Polsce, że kard. Dziwisz jest czysty jak łza, sprawia, że pytania i wątpliwości dopiero narastają. A ta jego lakoniczność pokazuje tylko determinację Watykanu, aby sprawę zakończyć. Pozostaje kluczowe pytanie: na podstawie jakich dowodów i czyich świadectw Stolica Apostolska stwierdza, że sprawa zaniedbań kard. Dziwisza jest skończona? Mający ją zbadać kard. Angelo Bagnasco rozmawiał z duchownymi, jednak nie rozmawiał z… ofiarami. Jak można wydać takie oświadczenie, jeśli nie wysłuchało się głosu pokrzywdzonych, dokładnie rzecz biorąc, Janusza Szymika?

Kiedy pytam dziś ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który dostarczył dokumenty i świadectwa ofiar kard. Dziwiszowi i który rozmawiał z wysłannikiem Stolicy Apostolskiej, to w jego głosie pojawia się rozczarowanie. „Oświadczenie Watykanu nie zamyka sprawy – mówi, i dodaje: – Kiedy kard. Bagnasco był w Polsce i gdy rozmawiał ze mną, miałem przekonanie, że chce poznać sprawę. Dlatego dziwi mnie, że po tylu miesiącach pracy i sprawdzania faktów zaniechania kardynała próbuje się zakończyć lakonicznym stwierdzeniem”. Kard. Dziwisz może więc uznać, że sprawa znalazła swój finał. Natomiast ani ofiary, ani opinia publiczna nie uznają jej za zakończoną.

Po drugie, są tacy, którzy twierdzą, że kard. Dziwisz zgodnie z prawem kanonicznym nie miał obowiązku działać w sprawie wykorzystywanego Janusza Szymika, ponieważ diecezja bielsko-żywiecka, gdzie doszło do nadużyć, gdy ordynariuszem był kolega kardynała bp Tadeusz Rakoczy, ukarany ostatecznie za tuszowanie skandali przez Watykan, nie podlegała jego bezpośredniej jurysdykcji. Takie alibi wystawia Dziwiszowi dr Michał Skwarzyński z KUL – prawnik związany z Ordo Iuris. W swojej analizie przekonuje, że przepisy uprawniające metropolitę do wszczęcia postępowania wobec biskupa z innej diecezji w obrębie jego metropolii weszły w życie dopiero 1 czerwca 2019 r. na mocy listu apostolskiego motu proprio Franciszka Vos estis lux mundi (Wy jesteście światłem świata). Tyle że to mydlenie oczu. A w zasadzie argumentacja, która jeszcze mocniej pogrąża kardynała. Bo wygląda to tak, jakby Stanisław Dziwisz wiedział o przestępstwie, ale nie interweniował, gdyż na mocy obowiązującego wtedy prawa kanonicznego nie musiał. Może i nie musiał, ale jako człowiek, jako chrześcijanin i jako duchowny – powinien podjąć działania. Tym bardziej że dokumentację i świadectwa ofiar dostarczył mu osobiście, jak dziś mówi, ks. Isakowicz-Zaleski. Mało tego, kardynał wiedział już dokładnie, do czego prowadzi polityka tuszowania przez Watykan skandali pedofilskich. Ba, nie tylko wiedział, ale jako „wicepapież” był nawet jej częścią. A mimo to umył ręce, zasłaniając się prawem kanonicznym.

Po trzecie wreszcie, wiadomo, że kard. Dziwisz, który był sekretarzem Jana Pawła II, to chodząca szafa tajemnic Watykanu. Wyrok oczyszczający w jego sprawie wydali ludzie, którzy są jego znajomymi. Kolegami. Możemy tylko się domyślać, że były sekretarz papieża Wojtyły zna ich niejeden sekret. Stolica Apostolska uznała zatem, że mniejszą stratą będzie medialne oburzenie po jej oświadczeniu niż dopuszczenie do sytuacji, w której kard. Dziwisz zaczyna się bronić i wyjaśniać swoje zachowanie oraz decyzje. Jak może wyglądać jego obrona, widzieliśmy podczas wywiadu dziennikarza TVN Piotra Kraśki z kardynałem: Dziwisz nie był w stanie odpowiedzieć na najprostsze pytania, zasłaniał się tym, że nie wie, nie pamięta, nie widział, nie słyszał.

 

4.

Oto więc Watykan uznał, że lepiej zakończyć sprawę kard. Dziwisza, narażając się na krytykę, niż ją roztrząsać, co mogłoby się okazać otwarciem szafy, z której wysypią się rozmaite trupy chowane tam przez lata przez byłego sekretarza Jana Pawła II. To zaś oznaczałoby trzęsienie ziemi nie tylko w polskim Kościele, ale także w Stolicy Apostolskiej. Krótko: kard. Dziwisz zbyt dużo wie, by narażać jego i Watykan na publiczną spowiedź czy proces.

Tyle że minęły już bezpowrotnie czasy, kiedy, jeśli Rzym coś powiedział, sprawę uznawano za zakończoną. Dziś aroganckim oświadczeniem, że kard. Dziwisz zachował się, jak trzeba, Stolica Apostolska powoduje raczej, że pojawia się więcej wątpliwości i pytań niż jasnych odpowiedzi. Dlatego kard. Stanisław Dziwisz nie może spać spokojnie. Szczególnie że na jego działalności kładą się cieniem nie tylko polskie sprawy.

Na rzetelne dochodzenie i wnikliwy opis wciąż czeka historia największego seksualnego drapieżnika, jakim był kard. Theodore Edgar McCarrick – hierarcha, który błyskotliwą karierę zawdzięcza w dużym stopniu zażyłości z Don Stanislao. Obiekcje budzą też kontakty kardynała z założycielem Legionistów Chrystusa – meksykańskim księdzem Marcialem Macielem Degollado, który przez kilkadziesiąt lat gwałcił chłopców, w tym własne dzieci, dziewczęta, współżył również z kobietami. Z młodocianych ofiar robił współpracowników, których – jeśli pozostawali posłuszni – awansował, a jeśli mu się sprzeciwiali – wyrzucał. Tak stworzył sektę związaną zmową milczenia i scementowaną władzą, hierarchicznym posłuszeństwem i wspólnictwem w licznych zbrodniach. Wszystko to sprawia, że choć kard. Stanisław Dziwisz chciałby swoją szafę z przeszłością zaryglować na cztery spusty, upominająca się o prawdę rzeczywistość – w tym ofiary – nie pozwoli na tę amnezję.

Fot. Łukasz Krajewski/ARTSERVICE/Forum

Wydanie: 19/2022

Kategorie: Kościół

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy