Wydarzenia z Ceuty pokazały, jak niebezpiecznie jest oddawać kontrolę nad imigracją
Na tym etapie naprawdę trudno uwierzyć, że był to naturalny napływ ludzi. Wystarczy spojrzeć na fakty, nie tylko związane z hiszpańskimi eksklawami w Afryce. Ceuta, kontrolowane przez Madryt miasto-region, od czterech stuleci pozostaje częścią państwa hiszpańskiego, choć formalnie jest regionem autonomicznym, o sporym stopniu samorządności. Najważniejsze jednak, że nie jest objęte tymi samymi regulacjami prawa międzynarodowego co kontynentalna część kraju. Dokładniej: nie należy do strefy Schengen ani do Paktu Północnoatlantyckiego. Oznacza to, że nawet mieszkańcy Ceuty oraz legalnie przebywający tam imigranci muszą każdorazowo przejść kontrolę graniczną i pokazać dokumenty, żeby przedostać się na inne terytorium Unii Europejskiej. W przypadku ewentualnego ataku, nawet będącego elementem wojny hybrydowej, NATO nie miałoby też podstaw do interwencji.
Skąd ten zryw?
Jeszcze lepszy obraz sytuacji otrzymamy po zestawieniu danych populacyjnych. W Ceucie na co dzień mieszka ok. 82 tys. osób, głównie Hiszpanów, choć wielu z nich jest mieszanego pochodzenia i żyje w marokańsko-hiszpańskich związkach. Sporo jest też hiszpańskich muzułmanów. Jeśli zatem w ciągu 30 godzin na ulicach Ceuty pojawia się 60 tys. nielegalnych imigrantów, miasto jest sparaliżowane. Niemal dwukrotne zwiększenie populacji w ciągu nieco ponad doby doprowadziłoby do załamania wszystkich systemów społecznych, militarnych i infrastrukturalnych. Nie ma więc co się dziwić mediom i lokalnym władzom, które te wydarzenia błyskawicznie nazwały kryzysem.
Dalej na ścieżce dowodów liczbowych znajdują się dane Fronteksu, unijnej agencji kontroli zewnętrznych granic UE. Wynika z nich, że przez 12 miesięcy ubiegłego roku na tzw. szlaku zachodniego Morza Śródziemnego – obejmującym Ceutę, Melillę, ale też Gibraltar – odnotowano zaledwie 19,4 tys. przypadków przekroczenia granic bez wymaganych dokumentów. Z jednej strony to wzrost o 19% rok do roku, wynikający najpewniej z uszczelnienia granic na środku Morza Śródziemnego i na Morzu Egejskim czy na szlaku bałkańskim. Z drugiej – i niech to wybrzmi – to mniej niż jedna trzecia całkowitej liczby imigrantów, która pojawiła się w Ceucie w ciągu nieco ponad doby.
Nawet gdyby uwierzyć w naturalne przyczyny tego zrywu migracyjnego, byłby on możliwy jedynie wskutek gwałtownej zmiany warunków bytowych po marokańskiej stronie granicy. Tak, w Maroku żyje się gorzej niż w Hiszpanii, państwo jest represyjne i słabiej rozwinięte gospodarczo, ale nierówności istnieją od dekad. W dodatku w Maroku w ostatnich dniach czy tygodniach nie doszło do żadnej katastrofy, która zmusiłaby ludzi do masowej ucieczki.
Jedyną zmianą na płaszczyźnie faktów, jaka rzeczywiście zaszła, był wyrok hiszpańskiego Sądu Najwyższego zabraniający natychmiastowego odsyłania za granicę imigrantów, którzy próbowali przedostać się do Hiszpanii drogą morską. Nie oznacza to absolutnie – wbrew temu, co propaguje dzisiaj skrajna prawica – że nagle rząd Pédra Sáncheza zdecydował się przyjąć wszystkich tych ludzi. Przeciwnie, nadal mieliby być odsyłani, ale po przejściu procedury weryfikacyjnej pod kątem prawa do azylu, już na lądzie. A ochrony prawnej większość z nich by nie otrzymała, bo Maroko nie jest w stanie wojny i nie prowadzi działań militarnych przeciwko innym państwom.
Z praktycznego punktu widzenia wyrok madryckiego sądu co najwyżej dawał imigrantom kilkanaście dodatkowych godzin w punkcie procesowania ich aplikacji gdzieś w Ceucie. Na hiszpańską część kontynentu i tak by się nie przedostawali.
Wreszcie ostatni element tła, czyli poprzedni incydent migracyjny w Ceucie. W 2021 r. władze Maroka wyraźnie manifestowały niezadowolenie z faktu, że Hiszpania zezwoliła na hospitalizację z powodu zachorowania na COVID-19 lidera Frontu Polisario, separatystycznej organizacji walczącej o niepodległość okupowanej przez Maroko Sahary Zachodniej. Hiszpanie przyjęli go do siebie, a w ramach „odwetu” Marokańczycy na chwilę zaprzestali kontroli paszportowych po swojej stronie granicy z Ceutą. Nawet wtedy jednak liczba imigrantów,









