Kto zagraża Polsce

Kto zagraża Polsce

Zamachy terrorystyczne mogą mieć miejsce wszędzie tam, gdzie będą Amerykanie albo Izraelczycy

Rozmowa z Andrzejem Barcikowskim, szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego

– Czy spodziewa się pan ataków terrorystycznych w Polsce? Teraz albo za jakiś czas, kiedy ewentualnie dojdzie do wojskowej konfrontacji z Irakiem?
– Takie ataki wydają się w tej chwili mało prawdopodobne, ale trudno ich groźbę całkowicie wykluczyć. Możemy być celem terrorystów choćby dlatego, że znajdujemy się wśród państw, które poparły wojnę z terroryzmem. Jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. To zwraca na nas uwagę.
– Świat ma chyba świadomość rosnącej groźby terrorystycznego ataku dokonanego nie wiadomo dokładnie gdzie i w jaki sposób. W USA podwyższono stopień zagrożenia terrorystycznego z poziomu żółtego na poziom pomarańczowy. W Singapurze miejscowe władze ostrzegły przed możliwym atakiem z użyciem silnego środka trującego, rycyny. W Wielkiej Brytanii aresztowano osoby, które posiadały podobną substancję. Czy to czas na ogłoszenie także w Polsce podwyższonego alertu?
– Na pewno trzeba o takim zagrożeniu pamiętać – ponieważ wysoce prawdopodobny jest konflikt z Irakiem, mogący spowodować wzrost zagrożenia terrorystycznego na całym świecie, łącznie z Polską. Terroryści potrafią zaskakiwać wyborem miejsc zamachów.
– Czyli nie znamy dnia ani godziny?
– Oczywiście, nie! Nie można, mówiąc nieco kolokwialnie, dać się zwariować. Także pod względem zagrożenia terrorystycznego świat dzieli się na regiony mniej i bardziej niebezpieczne. W grupie krajów najbardziej zagrożonych znajduje się niewątpliwie Izrael, a także wiele innych państw Bliskiego Wschodu. Kiedyś terenem terrorystycznych ataków – ze strony północnoirlandzkiej IRA – była Anglia. Także Hiszpania, atakowana przez terrorystów baskijskich, czy Francja z problemem terroryzmu na Korsyce. Niebezpieczne miejsca to także te kraje, w których nie ma bezpośredniej bazy dla terrorystów, ale struktury państwowe są relatywnie słabe, więc terroryści łatwo mogą tam działać. Np. Kenia czy Tanzania, gdzie odnotowaliśmy nie tylko ataki Al Kaidy na ambasady USA, ale też zamach bombowy w hotelu w okolicy Mombasy. Z takiego punktu widzenia Polska jest krajem relatywnie bezpiecznym.

– Wspomniał pan jednak, że terroryści potrafią zaskakiwać swoim działaniem.
– To także prawda. Wiadomo jedno. Zazwyczaj wybierają miejsce, gdzie będzie dużo ofiar. Gdzie atak będzie spektakularny, dostrzeżony przez cały świat. Tak było 11 września 2001 r. przy okazji ataku na World Trade Center w Nowym Jorku i tak było podczas ubiegłorocznego ataku na dyskotekę na indonezyjskiej wyspie Bali, gdzie zginęło ponad 200 osób. Ale też wiemy, że zamachy mogą mieć miejsce wszędzie tam, gdzie będą Amerykanie albo Izraelczycy.
– Więc także w Polsce?
– W naszym kraju takie ryzyko jest niewielkie. Po pierwsze, ze względu na brak tradycji terrorystycznych – ostatnie znaczące politycznie zamachy tego rodzaju miały miejsce jeszcze w okresie międzywojennym, myślę m.in. o zabójstwie prezydenta Gabriela Narutowicza. Po drugie, brakuje w Polsce bazy społecznej. Środowiska radykalne są bardzo niewielkie, podobnie żyjąca w Polsce społeczność muzułmańska, nie notujemy zresztą zjawisk fundamentalistycznych. Po trzecie, zamach w Polsce byłby mniej spektakularny niż w innym miejscu Europy, np. we Francji czy w Niemczech.
Ale nie wolno odrzucić hipotezy, że możemy się stać celem terrorystycznego ataku. Ci, którzy się takiej groźby nie boją, którzy uspokojeni codziennym brakiem zagrożenia zapominają, że taki atak może jednak nastąpić, czasami drogo płacą za nierozwagę.
– Obawia się pan, że nie jesteśmy przygotowani na zagrożenie ze strony potencjalnych terrorystów?
– Formacje powołane do obrony państwa: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu, inne służby specjalne, a także policja czy straż graniczna są w stanie podwyższonej gotowości już od pewnego czasu. Obserwujemy uważnie wszystkich mogących mieć związki z terroryzmem, oczywiście także obywateli polskich. Ściśle współpracujemy ze służbami specjalnymi innych państw europejskich. Na polecenie premiera Leszka Millera powstał też przy Kolegium ds. Służb Specjalnych zespół, który odpowiada za koordynację działań operacyjno-rozpoznawczych i porządkowo-ochronnych związanych z ewentualnym zagrożeniem terrorystycznym. Każdy tu wie, co ma robić. Ale nawet przez bardzo małe oka antyterrorystycznej sieci ktoś jednak może się przedostać.
– A przeciętni obywatele? Czy i oni są świadomi potrzeby większej czujności?
– Nie chodzi o to, żeby ludzie zaczęli się bez uzasadnienia bać. Żeby stali się podejrzliwi bez powodu. Powinni jednak stać się bardziej uważni na co dzień. Jest wiele typowych sytuacji, które w krajach dręczonych w dłuższym okresie przez terrorystów od razu wywołują reakcje obywatelskie. Np. pozostawiona przez kogoś nieznajomego teczka czy paczka. W Izraelu od razu zawiadamia się o tym służby porządkowe. We Francji ktoś usłyszał trzask przeładowywanej broni i natychmiast poinformował o tym policję, która odkryła u podejrzanego cały arsenał. W Rosji ludzie nie zareagowali, kiedy nieznane osoby wnosiły do piwnicy worki – wkrótce potem budynek wyleciał w powietrze (w workach były materiały wybuchowe).
– Taka wzmożona spostrzegawczość powinna nam towarzyszyć wszędzie i zawsze?
– Są miejsca mniej lub bardziej zagrożone. Jeśli terroryści mieliby zaatakować w naszym kraju, uderzyliby zapewne w dużym mieście, w miejscu publicznym, niewykluczone, że tam, gdzie więcej jest obywateli takich państw jak USA, Izrael czy Wielka Brytania.
– Polaka może też dręczyć nieco inne pytanie. Jakiś czas temu ujawniono w prasie, że w latach 70. i 80. Polska była miejscem, gdzie przyjeżdżali prominentni przedstawiciele ugrupowań terrorystycznych na odpoczynek. Byliśmy też krajem tranzytowym dla ruchu terrorystów pomiędzy ZSRR a NRD i Europą Zachodnią. Czy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma sygnały, że podobna sytuacja istnieje albo może istnieć i dzisiaj?
– W przeciwieństwie do wspomnianej przez pana przeszłości nie jesteśmy dzisiaj spokojnym, „sielskim” miejscem dla terrorystów. Ich obecność nie jest tolerowana. Ale potencjalnie możemy stać się dla nich zapleczem logistycznym. Obszarem, gdzie będą kupowali różnego rodzaju potrzebne im wyposażenie, niekoniecznie stricte wojskowe. Miejscem, gdzie będą przebywali przed swoimi zbrojnymi akcjami. Takie ryzyko istnieje, bo przy zwiększonej otwartości granic trudno to na sto procent kontrolować. Proszę pamiętać, że obywatele kilkudziesięciu krajów świata wjeżdżają do Polski bez wiz. Także tych państw, gdzie znajdują się pokaźne skupiska potencjalnie gotowe do współpracy z terrorystami.
– Podejrzewa pan, że to się już dzieje? Czy możliwe, aby taka aktywność członków międzynarodowych ugrupowań terrorystycznych, ich przyjazdy do Polski, uszły waszej uwadze?
– Jest to niemalże wykluczone. Przynajmniej w skali, która mogłaby być niebezpieczna dla Polski.
– Innymi słowy: dzisiaj trudno wzywać Polaków do ogłaszania specjalnego antyterrorystycznego alarmu?
– Raczej do nieco większej ostrożności. Niezależnie od tego, że my zajmujemy się tym problemem cały czas. Intensywniej niż zazwyczaj.

Wydanie: 8/2003

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy