Ład i nieład

Ład i nieład

Osoby o nastawieniu liberalnym, przy tym oświecone i humanitarne, gorszą się tym, że duża część społeczeństwa pragnie silnej władzy i popiera partię Kaczyńskich, obiecującą taką władzę. Nie ma się czym gorszyć ani czemu dziwić. Człowiek żyjący w przeciętnych warunkach, nie zepchnięty na samo dno społeczeństwa, potrzebuje wokół siebie ładu i warunków zapewniających optimum bezpieczeństwa. Polskie państwo tego obywatelowi nie daje. Przestępcy i chuligani z prawomocnymi wyrokami chodzą wolno i grożą spokojnym mieszkańcom. Władza wprawdzie czyni spore wysiłki w walce z przestępczością zorganizowaną ale głównie dlatego, że widzi w niej konkurencję dla siebie; zwykły obywatel natomiast jest zdany na swoją własną przezorność, do której należy rezygnacja z własnych praw w konfrontacji z chuliganem; na ucieczkę z miejsca zagrożenia oraz na swoje rygle, zamki i kłódki, których potrzebuje coraz więcej. Obywatel ma też poczucie przy gorszym nastroju przechodzące w pewność, że państwo nie spełnia swojej roli strażnika majątku narodowego, że nie dba o uczciwość w prywatyzacji i pozwala na rażąco niekorzystne transakcje. Także w stosunkach międzynarodowych państwo polskie nie chroni narodowych mierzalnych interesów w tym stopniu, jak to robią inne państwa, np. czeskie czy węgierskie, żeby porównywać tylko porównywalnych.
Przy takim postrzeganiu rzeczywistości – a jest ono, z grubsza biorąc, prawdziwe – społeczeństwo dobrze przyjmuje hasło silnego państwa czy silnej władzy. Nie jest to przejaw „ucieczki od wolności”, lecz wyraz wyższej aspiracji, jaka pojawia się, gdy wolność już została osiągnięta.
Trzeba się zastanowić, czy rządząca obecnie partia PiS jest wiarygodna w swoich zapowiedziach umocnienia władzy państwowej. Wiele wskazuje na to, że zwiększy ona chaos w państwie, że demonstrując „wolę mocy” w wybranych przez siebie sprawach, pogłębi polskie dziedziczne obciążenie anarchią, która przez pewien czas będzie się kryć na zapleczu tej woli mocy, ale później wystąpi z większą jaskrawością. Najtrudniej przewidzieć skutki woluntarnej polityki w wymiarze międzynarodowym. Wiemy, co zrobi nasz rząd, ale wiemy, jak zareagują rządy państw sąsiednich. W stosunku do polityki prowadzonej przez wierchuszkę SLD i Aleksandra Kwaśniewskiego, Kaczyńscy w istocie nie zaproponowali nic nowego. W dalszym ciągu ma obowiązywać zasada: przyjaciół szukamy daleko, a wrogów blisko. Nowe ma być tylko opisywanie tej polityki: Polska ma postępować „twardo”, „zdecydowanie”, „stanowczo”, „z pozycji siły, a nie słabości”. Wiadomo, że Rosja szanuje tylko siłę, a więc będziemy udawać silnych.
Albo rząd z tej polityki się wycofa, co będzie rozsądnym przyznaniem się do porażki, albo Polska będzie funkcjonowała w Europie na półwariackich papierach. W wypowiedziach niektórych polityków europejskich o Polsce już daje się słyszeć pewien nie ton, lecz tonik, zdradzający nastawienie lekko kpiące.
Odtajnienie przez polski rząd dokumentów Paktu Warszawskiego, uznanych za tajemnicę na mocy umów międzynarodowych, nie będzie miało realnego wpływu na stan obronności Polski czy innego kraju zainteresowanego. Pod tym względem jest gestem bez znaczenia. Będzie natomiast jednym powodem więcej, aby za granicą traktowano Polskę jako państwo niepoważne. Rozpatrywane wewnątrz kraju przedstawia się jako politykierska zagrywka, która razem z innymi przykładami rządowej samowoli rozregulowuje państwo i bez tego źle poskładane. Ktoś powiedział, że tajemnica jest duszą władzy. Gdy tajemnice wyciekają czy celowo są ujawniane, z władzy ucieka życie. Państwo polskie nie strzeże tajemnic ani dyplomatycznych, ani wojskowych, jeżeli wywiad albo kontrwywiad zachowują jakieś sekrety, to chyba tylko dlatego, że nie ma na nie amatorów poza tymi instytucjami. Nie wszystkie są może na sprzedaż, ale partia prawa nie zawaha się je rozgłosić dla celów propagandowych, np. przygotowując opinię publiczną do jakiegoś procesu czy nagonki.
W państwie, które prowadzi zagraniczną i wewnętrzną politykę historyczną, historyk – magister czy profesor – jest awansowany do stopnia kapłana wiary narodowej. Rządy polskie dopuszczają się niesłychanych naruszeń prawa w tym celu, aby polityczni historycy swoje antypeerelowskie komunały mogli zilustrować nic nieznaczącymi szczególikami wyjętymi spod klauzuli „tajne”. Nie zastanawiają się, dlaczego Anglicy np. trzymają w tajemnicy dokumenty dotyczące śmierci Sikorskiego, mimo że też mają swoich historyków. Dziwują się, że Amerykanie nie chcą odtajnić zeznań sławnego Światły dla CIA sprzed pół wieku.
Można wskazać na inne praktyki prowadzące do pogłębionej anarchii. Polskie rządy nie mają poczucia statyki społecznej, wymyślają atrapy instytucji, które rozpadną się bez wielkiego huku, ale z dużą stratą pieniężną. Już widać, że obietnice wzmocnienia władzy państwowej nie zostaną dotrzymane. Wpływ partii rządzącej na sądy i prokuratury nie jest oznaką siły państwa. Zalegalizowanie zemsty na rzeczywistych czy domniemanych przeciwnikach politycznych jest wyłączeniem polityki z systemu prawnego i poddaniem jej prawu dżungli. Karanie ludzi za czyny, które w czasie ich popełnienia nie były zabronione – co ma być praktykowane na masową skalę – podważa najbardziej elementarne zasady, na jakich opierają się społeczeństwa. To, co się obecnie dzieje, bywa porównywane do sanacji w II RP. Porównanie mnie nie przekonuje: Polska przeżywa paroksyzm do niczego nieprowadzący, podobny pod istotnym względem do tego „oczyszczenia”, jakie aplikowano krajowi w 1968 r. Tylko niektórzy zmądrzeli od tamtego czasu: zamiast być ofiarami oczyszczenia, sami wolą oczyszczać.

 

 

Wydanie: 49/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy