Krystyna Pawłowicz w nowej roli

Krystyna Pawłowicz w nowej roli

Po tym jak premier Morawiecki wytknął prezydentowi Macronowi, że rozmawia telefonicznie z Putinem, a Macron w rewanżu zarzucił mu, że przyjaźni się z proputinowską, skrajnie prawicową Marine Le Pen, stosunki polsko-francuskie bardzo się ochłodziły. Nawet utrzymane w tonie pojednawczym i przyjaznym gratulacje wysłane przez Dudę i Morawieckiego do Paryża po zwycięstwie Macrona w wyborach prezydenckich mogą nie wystarczyć do naprawienia relacji. A po brexicie, po odejściu z polityki Angeli Merkel i załamaniu się niemieckiej polityki wschodniej wszystko wskazuje, że to Francja będzie głównym rozgrywającym w Unii Europejskiej. Pisowskie władze jednak od tej „wyimaginowanej wspólnoty” jakoś zależą i chcą od niej coś uzyskać.

Nie pierwszy raz Polacy potrzebują czegoś od Francji. W czasach napoleońskich potrzebowali szczególnie dużo. W przekonaniu Napoleona do sprawy polskiej wielkie zasługi miała ponoć pani Maria Walewska de domo Łączyńska. Poznała Napoleona w styczniu 1807 r. na balu w Zamku Królewskim w Warszawie lub – co także być może – w pałacu Michała Poniatowskiego w Jabłonnie. Dość, że było to na balu, w pałacu i, co najważniejsze, w styczniu! Napoleon sprowadził sobie później piękną Polkę do swojej kwatery. Ta poświęcająca się dla ojczyzny niewiasta w łożu cesarza, bezpośrednio po orgazmie, a może nawet jeszcze w jego trakcie, szeptała podobno władcy do ucha: „Cesarzu, a Polska?”. Efektem tych poświęceń było to, że już 7 lipca tegoż roku, traktatem zawartym w Tylży, Napoleon utworzył Księstwo Warszawskie.

Polityka historyczna podpowiada, że dla poprawy stosunków polsko-francuskich trzeba znów sięgnąć do tej wypróbowanej metody. Trzeba Macronowi podsunąć kochankę. Musi być piękna, mieć arystokratyczne maniery, no i przede wszystkim być wielką patriotką.

Kandydatka już jest. Poniekąd sama się zgłosiła. Krystyna Pawłowicz! Obwieściła niedawno w mediach społecznościowych, że choć jest o rok starsza od żony francuskiego prezydenta, wygląda od niej młodziej, a więc, ma się rozumieć, bardziej ponętnie. Zestawiła nawet jakieś bardzo niekorzystne zdjęcie pani Macron ze swoim. Cóż za finezja w kuszeniu prezydenta Francji! Oj, kokietka, kokietka. Zresztą i bez tego wiemy, że Krystyna Pawłowicz jest piękna. Wszak to osoba medialna i co najmniej z ekranów telewizorów znają ją w Polsce wszyscy. Do tej pory mógł jej wizerunku nie znać Macron, bo chyba rzadko ogląda polską telewizję. Teraz, po tej kokieteryjnej prowokacji w mediach społecznościowych, o której na pewno francuskie służby, jak nie prasowe, to specjalne, poinformowały prezydenta, zapewne obejrzał sobie konterfekt osoby, która się porównała do jego żony. Można zasadnie podejrzewać, że jeśli jeszcze nie jest zakochany na zabój, od tego stanu dzieli go tylko krok. Gdyby w dodatku dane mu było poznać arystokratyczne maniery Krystyny Pawłowicz (my w Polsce znamy je aż nadto dobrze), jej kulturę osobistą, takt, wyszukane słownictwo, kulturę jedzenia nawet w trudnych warunkach sali sejmowej, dostojeństwo ruchów całej postaci, cechy jej anielskiej wprost osobowości, dotychczasowa pani Macron nie miałaby żadnych szans. Jeśli do tego dołożyć niewątpliwy głęboki patriotyzm pani Pawłowicz, jej przywiązanie do prezesa Kaczyńskiego, to nie ma cienia wątpliwości, że Marcon, a wraz z nim cała Francja działaliby pod dyktando pisowskiej polityki i nawet premier Morawiecki nie musiałby kontynuować przyjaźni z panią Le Pen.

Nie wykluczam jednak, że Krystyna Pawłowicz może mieć w kraju też inne zadania. Prezydent złożył w Sejmie projekt ustawy o konkurencyjnej wobec PAU i PAN Akademii Kopernikańskiej, która ma zrzeszać mędrców z prezydenckiej nominacji. Tu również widzę rolę dla Krystyny Pawłowicz, bo można by twórczo dla dobra kraju wykorzystać, oprócz jej przymiotów wspomnianych wyżej, zaletę dotąd niewymienioną. Jej mądrość i kulturę dialogu. Tak, Krystyna Pawłowicz na pewno nadaje się na prezesa Akademii Kopernikańskiej! Nawet bardziej niż prof. Zybertowicz.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 20/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy