Liberałowie – wystąp!

Liberałowie – wystąp!

Płażyński wyszedł z AWS brzydko, a ponadto zrobił durnia ze swego przyjaciela, Rokity

Inicjatywie pp. Olechowskiego, Płażyńskiego i Tuska można wróżyć przyszłość. Nie dlatego zresztą, że wywołała gromkie echo w mediach, bo sensacje mają krótki żywot, ale dlatego zwłaszcza, że rozmiary goryczy i nienawiści, jakimi zareagowano w istniejących formacjach centroprawicy, każą mniemać, iż trzej muszkieterowie spod liberalnej gwiazdy zadali konkurentom rany, które się nieprędko zabliźnią. Nie będzie więc łatwych powrotów. Najmniej stosunkowo złych uczuć sprowokował Olechowski, gładki jak zwykle, który nikogo nie porzucił, zaledwie uraził ambicje kierowników Unii Wolności: wystosowali byli do niego aide-
-mémoire i zamiast odpowiedzi dostali rekuzę publiczną. Olechowski również najmniej zaskoczył: wprawdzie niedawno jeszcze nie chciał uczestniczyć w żadnej partii, a teraz chyba jakąś będzie montował, ale za to

pomaga rozbijać parę partii

cudzych, UW i SKL na początek, więc w pewnym sensie utrzymał się na antypartyjnym kursie, a poza tym ciągle chce zostać prezydentem… Płażyński wyszedł z AWS brzydko, bo nie wiadomo po co 23 grudnia składał z innymi ręce jak na przysiędze rycerskiej u króla Artura (pseudo Buzek), a ponadto zrobił durnia ze swego przyjaciela, Rokity. Tusk nie skrywał wrogości do swej partii, Unii Wolności, w której dopiero co ubiegał się o etat przywódcy. Właśnie to napięcie wrogości sprawiło, że nawet najmniej zorientowani dziennikarze zaczęli z miejsca mówić i pisać, że Unię opuszcza całe KLD, odpada po siedmiu latach jak źle przyrośnięty ogon…
To tyle półżartem, a teraz całkiem serio.
Inicjatywa trzech panów jest ważnym wskaźnikiem procesów, które toczą się pod powierzchnią sceny politycznej, zazwyczaj oglądanej w telewizorach i opisywanej w dziennikach. Inicjatywa wyraża przede wszystkim zniecierpliwienie właściwych dysponentów aktualnym stanem polityki. Jak wiadomo, istotą polityki uprawianej u nas publicznie jest solidaryzm, skutecznie wmawiany całemu społeczeństwu przez wszystkie dosłownie, czy prawie wszystkie, media. I nie odbywa się to wmawianie tylko metodami prymitywnej propagandy, raczej subtelnie przez konsekwentne stosowanie określonego słownika, z którego zniknęły słowa takie, jak “klasy”, jak “sprzeczne interesy”, jak “wyzysk” – natomiast nieustannie promowane są duże kwantyfikatory (rozwija się cała Polska, zyskuje całe społeczeństwo itd.) wspierane odpowiednim doborem statystyk i “naukowym autorytetem” monetarystycznej neoliberalnej ekonomii, która u progu XXI wieku odgrywa taką rolę jak astrologia w czasach Keplera, która też uchodziła wtedy za naukę. Innymi słowy, całe społeczeństwo przepuszczane jest przez szkołę politycznej poprawności.
Jednakże nie jest to procedura wolna od kosztów. Ponieważ nasi współcześni wychowawcy narodu nie mają monopolu, żyjemy w demokracji pluralistycznej, więc tę polityczną poprawność każda formacja stara się realizować po swojemu, w sposób bliższy odczuciom i interesom (mimo wszystko!) swojej klienteli. Mamy więc polityczną poprawność narodowo-związkową (AWS) i katolicką (ZChN), liberalno-narodową (SKL) i socjalliberalną (Kwaśniewski z SLD), liberalno-demokratyczną (UW) itd. Pod wpływem narastających trudności w realizowaniu politycznie poprawnej linii, każda formacja akcentuje swoją specyfikę i odrębność: pękają układy polityczne, bo każdy chce być bliżej swoich wyborców. Skuteczność całego układu niebezpiecznie maleje. Wspomniani właściwi dysponenci, władający funduszami i mediami, kupujący polityków i dziennikarzy, są od dłuższej chwili zniecierpliwieni nadmiernymi kosztami własnymi rządzących dotąd formacji AWS i UW, i brakiem wyników (system podatkowy, reforma kodeksu pracy) lub fatalnym wykonaniem (cztery reformy). Jedni, ci z AWS, muszą stale opłacać związkowcom swoją polityczną poprawność, drudzy – etosowcy z UW, mają rozmaite opory przed “koniecznymi” zacieśnieniami dyscypliny społecznej, zresztą są rozmemłani, za dużo moralizują i za bardzo dbają o swój europejski wizerunek obrońców praw człowieka (socjalliberałowie z SLD jeszcze nie są u władzy, to jest więc zmartwienie na potem).
Takie środowiska jak Business Center Club p. Goliszewskiego czy Konfederacja Pracodawców Prywatnych
p. Bochniarz niejednokrotnie już dawały do zrozumienia, że

trzeba im czegoś nowego,

młodej krwi. Nie jest tajemnicą, że trzej muszkieterowie oczekują napływu funduszy od biznesu i że m.in. przygotowują już sobie bazę prasową swojej działalności, w czym niemałą rolę odgrywa znany sprzed kilku lat Jacek Merkel. Jest zresztą charaktersytyczne, że jedynym punktem programu, który zdołał podać Donald Tusk, naciskany przez dziennikarzy, było stwierdzenie, że partie polityczne muszą się utrzymywać same, a nie zabiegać o pomoc państwa: jak wiadomo, w Sejmie trwa teraz praca nad ordynacją wyborczą, w której oprócz zakazu sponsorowania przewidziane byłyby ustalone wpłaty z budżetu na konta partii uczestniczących w wyborach.
Jeszcze jedną legendą politycznej poprawności jest zasadnicza podatność młodego pokolenia na polityczną poprawność w kanonicznym wydaniu. “Młody” Donald Tusk cieszył się w tych środowiskach nieskrywaną sympatią, a KLD, który był nazywany w narodzie partią aferałów, pozostawił po sobie miłe wspomnienia. Zapewne odrodzona formacja liberałów bez przymiotnika, prawdziwi muszkieterowie biznesu, jest oczekiwana z utęsknieniem.
Ale…
Każda operacja przebudowy sceny politycznej jest związana z ryzykiem, cóż dopiero w roku wyborczym. Jeśli za trzema inicjatorami pójdą “masy”, tak żeby mogli liczyć na względny przynajmniej sukces wyborczy na wzór samego Olechowskiego w wyborach prezydenckich, to sympatie przetworzą się w pieniądze, prasę, media. Ale biznes kocha ostrożnie, spontanicznych wybuchów hojności niepodobna się spodziewać. Dlatego na pierwszej konferencji prasowej trzej panowie wypowiadali się dość ostrożnie: trzeba się policzyć. Ale notuje się już (czwartek, 11.01.br.,) pierwsze zapowiedzi akcesu: Aleksander Hall z SKL, Paweł Piskorski z Unii Wolności…

Wydanie: 3/2001

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy