Między Kijowem a Berlinem

Między Kijowem a Berlinem

Rozbrojenie nuklearne Ukrainy w takim kształcie, w jakim do niego doszło, było wielkim błędem, uważa dzisiaj Jurij Kostenko, który ze strony ukraińskiej negocjował to memorandum. Kiedy Ukraina w 1991 r. uzyskała niepodległość, odziedziczyła jedną trzecią arsenału nuklearnego Związku Radzieckiego, co uczyniło ją trzecią potęgą nuklearną na świecie. Miała 176 międzykontynentalnych pocisków balistycznych i 6 tys. głowic jądrowych. A co dostała w zamian za wyrzeczenie się tego arsenału? Gwarancję nienaruszalności swoich granic ze strony USA, Wielkiej Brytanii i Rosji. I właśnie widzimy, ile takie gwarancje są warte.

Już w 2014 r. Krym został zajęty, podobnie jak części obwodów ługańskiego i donieckiego. Reakcja USA i Wielkiej Brytanii była werbalna. A potem był business as usual. USA robiły z Rosją interesy finansowe, naukowe (wymiana studentów i naukowców) oraz przemysłowe. Wielka Brytania nadal sprzedawała złote wizy, pozwalała rosyjskim firmom prowadzić interesy finansowe w City, a dzieciom oligarchów studiować w Oksfordach i innych Cambridge’ach.

Każdy, kto obserwuje agresywne reżimy, wie, że nigdy się nie zatrzymują, że prą do przodu. Rosję wspierają przy tym Chiny, rzecznik MSZ Chin wezwał, by tych działań nie nazywać agresją, inwazją ani okupacją. Czy nie jest to krok przed atakiem na Tajwan?

A jakimi sankcjami może Rosji odpowiedzieć Zachód? Na razie najmocniejszą jest zapowiedź wstrzymania certyfikacji dla Nord Stream 2. To wielomiliardowe straty dla akcjonariuszy, czyli również dla Niemiec. To cios dla Russenverstehern, czyli tych Niemców, którzy rozumieją Rosję i starają się zawsze iść Rosjanom na rękę. Większość z nich pochodzi z SPD, czyli partii kanclerza Olafa Scholza. Szacunek dla niego za tę decyzję i szacunek dla Partii Zielonych, która od zawsze uważała pomysł NS2 za chybiony. Zwłaszcza uważał tak obecny wicekanclerz oraz minister gospodarki i ochrony klimatu Robert Habeck. W rządzie niemieckim z ramienia Zielonych zasiada też Annalena Baerbock, która jest szefową MSZ. Życzymy jej, by nawiązała do rangi politycznej Joschki Fischera z jego zrozumieniem wschodu Europy. I oby w trudnej, wojennej sytuacji przerosła swojego mentora.

Zadaniem polskich dyplomatów w stolicach „starej Unii” powinno być obecnie uświadamianie politykom i elitom tych państw prawdy, którą w Polsce czy krajach bałtyckich znamy od lat. Że trzeba na Rosję uważać i że jedność atlantycka i europejska jest wielką wartością. Jak ma to jednak robić w Berlinie ambasador Przyłębski, który częściej jest w Warszawie niż w stolicy Niemiec, bo stara się wychodzić sobie kolejną dobrą posadę, który ponadto obraził niemieckie media i nie jest przyjmowany przez czołowych polityków?

Polska zrobiła w ostatnich latach wiele, by jedność europejska została naruszona. Racja stanu Polski wymaga wycofania się z konfliktów z Brukselą, zerwania kontaktów rządu z Le Pen, AfD, Salvinim i innymi rozwalaczami Unii. Czy stać nasz rząd na takie ruchy? A jeżeli nie, to jakie diabły w tym mieszają?

Wydanie: 10/2022

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy