Minister – dobrodziej

Minister – dobrodziej

Po decyzji wiceministra finansów budżet straci pół miliarda złotych

Nie jest prawdą to, przy czym upiera się premier Buzek, że winą za kolosalną dziurę w budżecie należy obarczyć koniunkturę na świecie i minione rządy. Znane są przypadki, kiedy to Ministerstwo Finansów fundowało niektórym podatnikom niczym nie uzasadnione prezenty. Raporty NIK pełne są opisów ulg podatkowych udzielanych wedle „widzimisię” urzędników fiskusa. Kilka tygodni temu pisaliśmy, („Przegląd” nr 33), jak to wiceminister finansów, Jan Rudowski, hojnie obdarował nabywców koncesji na telefonię UMTS.
Pismo Ministerstwa Finansów z 20 czerwca br. adresowane było „do Izb Skarbowych oraz Urzędów Kontroli Skarbowej” z podkreśleniem – wszystkie. Z upoważnienia min. Bauca podpisał je sekretarz stanu, Jan Rudowski. To szczególny dokument. Gdyby koncesjobiorcy zaangażowali najdroższych adwokatów, ci nie byliby w stanie znaleźć tak pokrętnych argumentów w obronie

interesów swoich klientów,

jak to uczynił jeden z najwyższych rangą urzędnik Ministerstwa Finansów.
„W związku z napływającymi pytaniami i wątpliwościami” Ministerstwo Finansów wyjaśnia Izbom Skarbowym i Urzędom Kontroli Skarbowej, że „wydatki na koncesje często są utożsamiane z wartościami materialnymi i prawnymi, co tym samym wiązałoby się z obowiązkiem rozliczania wydatków, poniesionym z tego tytułu, poprzez dokonywanie przez podatników odpisów amortyzacyjnych”. Ale to niesłusznie. Bowiem według ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z dnia 15 lutego 1992 r. (wyszła o siedem lat wcześniej niż Prawo o działalności gospodarczej, które wprowadza termin koncesja i obowiązek jej uzyskiwania), „brak jest podstaw do zaliczenia opłat za udzieloną koncesję do wartości niematerialnych i prawnych”. A to z tego tytułu, że „wśród wymienionych w tych przepisach wartości niematerialnych i prawnych brak jest koncesji”, dlatego też „brak podstaw do zaliczenia do tych wartości koncesji”. Jakiego rodzaju wartością jest koncesja, minister oczywiście nie wyjaśnia. A przecież jakąś być musi, skoro firmy są skłonne płacić tak wiele pieniędzy, byleby podjąć koncesjonowaną działalność. Zawsze wysoko dochodową.
A ubiegły rok to było koncesyjne żniwo. Za koncesje na UMTS każdy z trzech operatorów płacił po 650 mln euro. Były też inne, już pomniejsze koncesje, sprzedawane przez Ministerstwo Łączności, ale też i różne organy państwowe i samorządowe.
Pismo wiceministra Rudowskiego powoduje, iż nabywcy koncesji mogą całą sumę odliczyć sobie jednorazowo, natychmiast po wniesieniu opłaty, zamiast odliczać je w ratach przez lata działalności koncesjonowanej. To dla nich bardzo korzystna zmiana. Niestety – dla fiskusa nie. To oczywiste, że im wyższe przedsiębiorstwa odliczą sobie koszty, tym mniejsze zapłacą podatki.
O ile –

dzięki wspaniałomyślności ministra

Rudowskiego – będą większe odliczenia od podatków, nikt dokładnie nie wie. Nieoficjalne szacunki mówią, iż tegoroczne wpływy podatkowe mogą zmniejszyć się nawet więcej, niż o pół miliarda złotych. To co najmniej tyle, ile potrzeba na rewaloryzację rent i emerytur.
Wiceministrowi Rudowskiemu chciałem zadać pytanie – dlaczego pan to zrobił? Okazało się to niemożliwe. Dlatego, iż Ministerstwo Finansów strzeże swoich urzędników przed natrętami z zewnątrz znacznie gorliwiej niż państwowej kasy.
Biuletyn Ministerstwa Finansów, w którym miał być opublikowany tekst pisma wiceministra Rudowskiego, jeszcze w pierwszych dniach września, nie ujrzał światła dziennego. Ponoć jednak pierwsi chętni do odliczeń całych wydatków koncesyjnych jednorazowo pojawili się już w czerwcu. I podobno niektóre urzędy uwzględniły już wtedy wnioski petentów. W paru urzędach próbowałem ustalić, czy to prawda. Ale – zgodnie z oczekiwaniami – zostałem odesłany z kwitkiem.
Próbowałem wysondować, co o całej tej sprawie myślą autorytety od spraw podatkowych. Wszyscy prywatnie zgadzali się, że ministerstwo z niewiadomych powodów zdecydowało się reprezentować interesy nabywców koncesji, kosztem budżetu państwa. Ale oficjalnie doradzali, żeby o opinię „do druku” pytać najwyższy autorytet w sprawach podatkowych – prof. Witolda Modzelewskiego, swego czasu wiceminister finansów i autora projektów ustaw podatkowych, dziś szefa Instytutu Studiów Podatkowych. Oto (w skrócie) jego komentarz do sprawy:
„Nie ma wątpliwości, że opłata koncesyjna nie jest majątkiem trwałym, bo majątkiem trwałym są rzeczy, należy więc ją zaliczyć do wartości niematerialnych i prawnych. Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych, analogicznie jak ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych, nie wymienia tu jednak bezpośrednio opłat koncesyjnych. Wymienia licencje, prawa autorskie, prawa do patentów, do wzorów zdobniczych, now how, natomiast nie wymienia opłat koncesyjnych. Czyli z tego punktu widzenia, pogląd pisma wiceministra finansów, Jana Rudowskiego, jest oczywiście prawidłowy. Jednak jest rzeczą zastanawiającą, dlaczego dokonując „po drodze” tak wielu

różnych dziwacznych zmian

w ustawach podatkowych, akurat zapomniano o zmianie katalogu wartości niematerialnych i prawnych. A okazja po temu, aby rozwiązać ten problem, była wielokrotnie. Niewykorzystanie jej jest z pewnością jakimś istotnym zaniedbaniem. Nie ma wątpliwości, że skoro licencja jest wartością niematerialną, to koncesja winna zostać potraktowana tak samo, bo merytorycznie są sobie bliskie. Można nawet powiedzieć, że koncesja jest licencją rządową. Kiedyś mówiono: „licencja na wydobycie” – powiedzmy ropy. Czyli jest to zjawisko bliźniacze – licencja jest prywatnoprawna, a koncesja jest publicznoprawna. Dlaczego z podatkowego punktu widzenia ma być faworyzowana licencja publicznoprawna? Ja nie bardzo wiem dlaczego! Licencja prywatna jest potraktowana w sposób właściwy, czyli amortyzowanie jest rozkładane w czasie.
Nie zgadzam się z opinią wiceministra, że artykuł 15 ustęp 4 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych jest przepisem, który nic do tej sprawy nie wnosi. Zasadą tej ustawy, zresztą w ogóle zasadą podatku dochodowego, jest to, że podatkowo koszt nie jest kosztem w momencie zapłaty, tylko wtedy, kiedy pojawia się przychód z tego tytułu. Wydatek na zakup koncesji, jako że nie jest związany z przychodem w pierwszym roku, tylko z przychodem w całym okresie obowiązywania, powinien być rozliczany proporcjonalnie do czasu, na jaki została ta koncesja udzielona. Minister finansów miał możliwość dokonania takiej właśnie interpretacji przepisów podatkowych. Wybrał jednak interpretację inną, najbardziej korzystną dla podatników. Mógł to zrobić, skoro w prawie podatkowym nie wprowadzono zmiany jednoznacznie kwalifikującej koncesje do wartości niematerialnych i prawnych. Tym samym ministerstwo stworzyło swoistą ulgę podatkową, której – notabene – obecnie rządzący są wyjątkowymi przeciwnikami – zauważył prof. Modzelewski z nieukrywaną ironią”.
Prof. Modzelewski nie chciał jednak udzielić odpowiedzi na pytanie, czy według jego oceny to niekompetencja, czy też prezent dla trzech zamożnych nabywców koncesji na UMTS – a przy okazji i innych, pomniejszych – który może mieć także i inne motywy.
Pewne tylko jedno – to niewątpliwy wkład do powiększenia dziury w budżecie. Ale to już troska przyszłego rządu.

 

Wydanie: 41/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy