Mistrzowie zatwardzenia

Są dwa podejścia do Rosji, prezentowane przez europejskie kraje byłego bloku radzieckiego. Miękkie, zwane „węgierskim” i twarde zwane „polskim”. Węgierskie to gruba kreska dla historii stosunków z Rosją i ZSRR. Polityczne elity Węgier uznały, że nie ma sensu przypominać Rosji krzywd zadanych przez ZSRR. Nawet tak wielkich jak interwencji w czasie powstania antyradzieckiego w 1956 r. Węgrzy uznali, że to przeszłość, bolesna, ale w stosunkach z Rosją wybrali przyszłość. Czyli handel. Węgry są poważnym partnerem Rosji. Ponoć w nagrodę za grzeczność otrzymują najlepsze kontakty gazowe i naftowe. Sprzedali godność narodową za rosyjski rynek, krzywi się niejeden PiS-owski patriota.
Polska za to nie zapomni Rosji radzieckich zbrodni nigdy, rosyjskich też. Katyń stale będziemy im wytykać, aż zawstydzeni padną na kolana i poproszą o wybaczenie. Aby ich skutecznie zawstydzić, niezłomny wiceminister obrony narodowej, Aleksander Szczygło, permanentnie forsuje projekt umieszczenia Muzeum Katyńskiego naprzeciwko ambasady Rosji w Warszawie. Polska to nie Węgry. Polacy nie przehandlują katyńskiego ludobójstwa za tańszy gaz czy ropę.
Są dwa style uprawiania polityki wobec Rosji, przypomina rządowy ekspert, Bartłomiej Sienkiewicz, w tygodniku „Newsweek Polska”. Opowiada się tam za podejściem „twardym”. Bo Polska jest zbyt wielka, ważna i ambitna, aby zrezygnować z polityki historycznej PiS. Tylko z twardą polityką Polski liczyć się będzie Rosja, głosił niedawno jeszcze doradca premiera ds. międzynarodowych, Ryszard Schnepf. Jeden z tych, którzy zapowiadali przełom w stosunkach Polska-Rosja po wyborze prezydenta Lecha Aleksandra Kaczyńskiego i powstaniu rządu PiS. Bo nowa władza nie będzie mieć czołobitnego, genetycznego wręcz, stosunku do Rosji. I jak równy z równym relacje na nowo ułoży.
Dziś już wiemy, że zapowiadany przełom zakończył się na rozpoznawczej wizycie prezydenckiego wysłannika, Siergieja Jastrzębskiego. Do zaproponowanego przez Rosję spotkania Putin-Kaczyński w Mińsku białoruskim nie dojdzie. Nadal obowiązuje rosyjskie embargo na import polskiego mięsa. Ukraińskie też. W relacjach Polska-Rosja więcej jest złośliwości i urazów niż dyskusji o przyszłości.
Polska może prowadzić twardą politykę wobec Rosji, dowodzi ekspert od spraw wschodnich, Bartłomiej Sienkiewicz, bo polski rząd może uczynić z polskiej polityki wschodniej politykę unioeuropejską. A ściślej – powinien. Postulat bardzo bojowy, ale utopijny. Przynajmniej przy tej koalicji rządzącej i tym prezydencie. Jak można narzucić Unii Europejskiej polską wizję polityki wschodniej, kiedy obecna władza robi wszystko, by Polskę z Unią Europejską skłócić? Z Niemcami spieramy się o przyszły podbałtycki rurociąg, z Hiszpanią o liberalną politykę rządu Zapatero, z Francją o honor, a Wielka Brytania właśnie uczyniła dyshonor, nie dopuszczając prezydenta z małżonką na kolację z królową.
W Unii Europejskiej jesteśmy postrzegani jako kraj stale wyciągający rękę po dotacje i jednocześnie stale krytykujący integrację europejską. Petentów, którzy żądają jałmużny, bo Polsce za krzywdy przed- i pojałtańśkie rekompensata należy się jak psu buda. A do tego kraj niesympatyczny. Pełen niechęci do innych narodów, antysemicki, z władzą pobłażającą ruchom neonazistowskim. Czy tak izolujący się na własne życzenie kraj może być liderem wspólnej polityki wschodniej UE?

 

Wydanie: 26/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy