Na Nowy Rok

Na Nowy Rok

Stary rok skończył się optymistycznie. Ten optymizm tchnęli w nas w grudniu pan prezydent z panem premierem. Węgla mamy na 200 lat, a pan prezydent „nie da zarżnąć polskiego górnictwa”. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Głębokość oddechu była co prawda nieco ograniczona przez maski przeciwsmogowe, ale zawsze. Sama świadomość, że przez najbliższe 200 lat Polki i Polacy jako jedyni w świecie będą mogli bez ograniczeń wdychać spaliny węglowe, jest krzepiąca. To polski węgiel, polski dym, polski smog i polski smród. Można do tego dopasować słowa „Roty”: „Nie rzucim ziemi, skąd nasz smród!” – będzie jeszcze bardziej patriotycznie. Zaprawdę, każda myśl pana prezydenta jest głęboka niczym odkrywka węgla brunatnego, a spojrzenie na świat jasne i szerokie jak chodnik kopalni węgla kamiennego.

W tym kontekście należy też odczytywać słowa pana premiera, że w walce o ekologię Polska pod rządami PiS jest liderem. Rzeczywiście, na 50 miast o najbardziej toksycznym powietrzu na świecie 36 to nasze polskie miasta! Nasza pozycja na czele jest dziś niekwestionowana i wszystko wskazuje na to, że jeszcze się umocni. Obyśmy tylko dożyli. Co, gdy się wdycha smog, nie jest łatwe. Ale Polak potrafi!

W ostatnich tygodniach dowiedzieliśmy się, że żyje wśród nas tak skromny, że nikt o nim dotąd nie wiedział, prawnik z Częstochowy, niejaki radca Kowalczyk. Jego usługi są wprawdzie drogie, wycenione przez nie byle kogo, bo przez szefa Komisji Nadzoru Finansowego (a na pieniądzach przecież ten się zna!) na 40 mln zł, ale i tak jest rozchwytywany. Zabiegają o niego zewsząd. Nawet Solorz go zatrudnił. Zawsze PiS głosiło, że troszczy się o zwykłego, szarego człowieka. Niektórzy nie dowierzali. A tu proszę! Jaka troska o skromnego, szarego prawnika z Częstochowy.

Wszystko wskazuje na to, że PiS straciło impet. Remis w wyborach samorządowych, wycofanie się pod naciskiem Europy z destrukcji Sądu Najwyższego, do tego afera goni aferę, a gdzieś pod dywanem gryzą się buldogi Morawiecki z Ziobrą. Ten ostatni konflikt jest – jak się zdaje – na rękę Kaczyńskiemu, bo dzięki temu żaden z buldogów nie wyrośnie na delfina, a on wciąż jest arbitrem. Raz poprze jednego, raz drugiego, każdy buldogodelfin zabiegać musi o jego względy i poparcie. Na razie. Bo taka sytuacja trwać wiecznie nie będzie i konflikt może się wymknąć spod kontroli starzejącego się prezesa. Do tego Rydzyk tworzy nową partię. Nie odbierze ona głosów Platformie, raczej skubnie PiS. Czyżby manewr świątobliwego inaczej biznesmena z Torunia miał dyscyplinować PiS i Kaczyńskiego i pchać ich w konflikty światopoglądowe? Zmusić do wpisania na sztandary walki z aborcją i in vitro? Kaczyński był dotąd zbyt sprytny, by zdecydowanie w to się pakować. Wolał to robić dyskretnie. Wiedział, że może na tym więcej stracić, niż zyskać, zwłaszcza w młodym elektoracie.

Mogłoby się wydawać, że nadchodzi czas dla opozycji. Niestety, nic nie wskazuje na to, by potrafiła ona dobrze wykorzystać sytuację. Petru, który jeszcze niedawno widział się na fotelu lidera opozycji, ale padł ugodzony strzałą amora, opuścił dryfującą Nowoczesną i ostatnio założył nową kanapową partię. Partia ta nic na scenie politycznej nie zdziała, co najwyżej odbierze parę procent Nowoczesnej i Platformie, bo przecież nie PiS. W Nowoczesnej rozłam. Gasiuk-Pihowicz z kilkoma posłami tej partii przeszła do PO. Jedynym skutkiem tego manewru było uczynienie z Koalicji Obywatelskiej atrapy. Wychodzi na to, że to teraz koalicja Platformy z Platformą. Zamiast koalicję rozszerzać, właśnie ją zawężono. Ruch ten może zapewnić Gasiuk-Pihowicz po najbliższych wyborach miejsce w Sejmie z listy Platformy. Z listy Nowoczesnej pewnie do Sejmu by się nie dostała. A wspólnej listy ryzykować nie chciała. Nie do końca wierzyła, że taka lista powstanie?

Obecność Gasiuk-Pihowicz w przyszłym Sejmie jest więcej warta niż odsunięcie PiS od władzy? Nie pochwalam Gasiuk-Pihowicz, ale przynajmniej rozumiem jej intencje. Ale Schetyna? Dlaczego do tego dopuścił? Chce budować szeroką koalicję, a równocześnie pokazuje, że chętnie zżera przystawki? Ma to zachęcić innych do wstępowania do koalicji?

Elektorat lewicy wciąż nie ma politycznej reprezentacji. SLD nie potrafi dogadać się z Razem, więc idą osobno. Nowacka przetarła szlak dla Gasiuk-Pihowicz i już dawno uciekła do Platformy. Został Biedroń. Czy jego inicjatywa się uda? Bardzo bym chciał. Czy lewicy uda się zjednoczyć przed wyborami? Gdyby się udało, obojętne, czy szłaby do wyborów sama, czy w koalicji z Platformą, byłaby szansa odsunąć PiS od władzy w najbliższych wyborach.

Tak czy owak skończył się rok 2018. Zaczyna się 2019. Ważny rok dla Polski. Rok wyborów do europarlamentu, a potem do Sejmu i Senatu.

Życzę sobie i nam wszystkim, by po tych wyborach parlamentarnych Polska nie była tak wielka jak Kaczyński na drabince, tak piękna jak marszałek Terlecki, tak mądra jak poseł Suski, tak kulturalna jak posłanka Pawłowicz, tak prawdomówna jak premier, tak szlachetna jak poseł Piotrowicz. Życzę, by Polska była normalna. By była państwem praworządnym, wspólnym domem wszystkich Polaków. By odzyskała swoją pozycję w Europie. Czy taka będzie? To zależy od nas, którzy pójdziemy do wyborów.

Wydanie: 1/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Komentarze

  1. Janek z Suwałk
    Janek z Suwałk 3 stycznia, 2019, 20:19

    Panie Widacki z chęcią bym przeczytał artykuł o Mateuszu Piskorskim

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy