Neoliberalizm boli i słono kosztuje – rozmowa z Rafałem Wosiem

Neoliberalizm boli i słono kosztuje – rozmowa z Rafałem Wosiem

To nie był polski wymysł. Leszek Miller brał przykład z „trzeciej drogi”, którą szli wówczas inni socjaldemokraci: Tony Blair i Gerhard Schröder.

– Ale trzecią drogę realizowano w państwach, w których wcześniej nie wymontowano z organizmu społecznego bezpieczników – myślę tu przede wszystkim o silnych związkach zawodowych. W Polsce związki rozwalono najpierw 13 grudnia 1981 r., a potem dobiła je reforma Balcerowicza. Naruszona wówczas równowaga między biznesem a pracownikami do tej pory nie została odbudowana. W Niemczech dzięki zdecydowanej postawie związkowców rząd wycofał się z wielu neoliberalnych rozwiązań. W Polsce nie było sił, które mogłyby skutecznie się obronić przed tzw. czterema wielkimi reformami rządu AWS-UW. Deregulacja poszła w naszym kraju znacznie dalej, objęła pracę. To Polska, a nie Niemcy, jest liderem pod względem udziału osób zatrudnionych na umowy śmieciowe (pozakodeksowe). Niemcy, mimo trzeciej drogi Schrödera, wciąż są państwem socjalnym, Polska – co najwyżej ćwierćsocjalnym. Aby się o tym przekonać, wystarczy porównać udział wydatków na cele socjalne w budżecie.

Przez wiele lat osoby kwestionujące neoliberalny kierunek polityki gospodarczej nie były dopuszczane do głównego nurtu debaty publicznej, uważano je za sieroty po PRL, demagogów i populistów.

– Przemiany ustrojowe podzieliły społeczeństwo na wygranych i przegranych. Ci pierwsi zyskali wpływ m.in. na kształtującą opinię inteligencję, w tym środowiska akademickie i dziennikarzy. Do dziś słyszę od niektórych kolegów, że polityka gospodarcza powinna być wyjęta z obszaru sporu. W latach 90. panowało przeświadczenie – w elitach postsolidarnościowych i postpezetpeerowskich – że reformy to krucha sprawa, trzeba na nie chuchać i dmuchać, zwalczać tych, którzy je kwestionują. Gdybyśmy wtedy byli społeczeństwem demokratycznym z 30-letnim stażem, wiedzielibyśmy, że to sytuacja całkowicie nienormalna. Nie wolno pozostawiać poza dyskusją spraw, od których zależy los milionów ludzi.

Coś jednak się zmieniło, skoro pan, krytyk neoliberalizmu, jest czołowym publicystą ekonomicznym w ogólnopolskiej gazecie adresowanej do osób o wyższym niż przeciętny statusie społecznym i materialnym.

– O rezygnacji z brutalnego liberalizmu świadczy postawa byłych bliskich współpracowników Leszka Balcerowicza, np. Jacka Rostowskiego i Jana Krzysztofa Bieleckiego, a także Donalda Tuska, którego następczyni, Ewa Kopacz, zapewnia z kolei, że zamierza się skupić na problemach zwykłych ludzi, a nie na prywatyzacji i deregulacji. Minister finansów Mateusz Szczurek deklaruje, że bliżej mu do Keynesa niż do Hayeka, i nie widzi niczego złego w sektorze publicznym.

Mimo to neoliberalizm trzyma się mocno. Piotr Ikonowicz debatował niedawno na uniwersytecie publicznym z przedstawicielem Nowej Prawicy. Jak sam przyznał, większość słuchaczy poparła jego adwersarza, młodzież z bezpłatnych studiów opowiedziała się za wprowadzeniem odpłatności za nie…

– Janusz Korwin-Mikke od wielu lat cieszy się popularnością wśród najmłodszych wyborców. Gdyby oni wszyscy pozostali mu wierni, stałby dziś na czele wielkiej partii. Ale jego wyznawcy kończą studia, zakładają rodziny, chcą mieć pewną, etatową pracę, w publicznym przedszkolu szukają miejsca dla dzieci. Szybko wyrastają z dziecięcej choroby liberalizmu. Sądzę, że wkrótce także rządzące Polską elity wyrosną z prostackiego liberalizmu – wątpliwego moralnie i nieefektywnego ekonomicznie.

Foto: Krzysztof Żuczkowski

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 49/2014

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy