Nieprzyzwoite myślenie

Nieprzyzwoite myślenie

Do licznych środków naprawy Rzeczypospolitej dodano ostatnio zakaz bliskich kontaktów, zwłaszcza towarzyskich, między politykami i przedsiębiorcami. Stwierdzenie, że polityk spotkał się u siebie w biurze lub gdzie indziej z biznesmenem, nie jest zwykłym stwierdzeniem faktu, lecz „ujawnieniem prawdy”. Zanim zakaz kontaktów został ogłoszony jako zbawcza zasada, tkwiło już w psychice wielu ludzi gdzieś na granicy świadomości i podświadomości przekonanie, że biznesmen to siła nieczysta, a polityk także; toteż zetknięci ze sobą mogą spłodzić coś jeszcze gorszego.
Prawie nikt nie uważa, że przekonania polityczne trzeba jakoś uzasadniać, a gdy uzasadnienia się nie znajdzie, to tych przekonań nie trzeba mieć. Dlaczego politycy i przedsiębiorcy nie mieliby się spotykać, rozmawiać ze sobą i przekonywać się, przyjaźnić nawet? Każdy polityk, który zna ludzi biznesu, wie, że są oni bardzo interesowni i to ich łączy z całym rodzajem ludzkim. W sprawach wiążących się z ich prywatnymi interesami mają inteligencję bardzo wyostrzoną i bystrą. Najważniejszą materią polityki w czasie pokoju jest gospodarka. Politycy muszą szukać wiedzy o niej wszędzie, gdzie mogą ją znaleźć, a dwa źródła są najważniejsze: nauki ekonomiczne i konkretna, wyrażana w języku nazw, a nie abstraktów wiedza przedsiębiorców. Trzeba też pamiętać, że nawet najwybitniejszy teoretyk społeczny pisze więcej, niż wie, podczas gdy biznesmen wycedzi tylko małą część tego, co wie, bo informację przyzwyczaił się słusznie traktować jak towar, którego nie daje się za darmo.
Kontakty osobiste polityków i przedsiębiorców rzeczywiście dają okazję do pomysłów owocujących czasem czynami karalnymi, ale wyodrębnienie kontaktów międzyludzkich, które takiej okazji nie dają, jest ponad siły umysłu ludzkiego. Wątpię, czy coś takiego zachodzi w przyrodzie. Jednostki odosobnione, stroniące od ludzi także potrafią uknuć coś nieuczciwego. Zabójstwo czy kradzież łatwiej postanowić samemu niż w porozumieniu z innymi. Mógłbym długo ciągnąć ten wywód złożony z oczywistości, ale on się nie obroni przez ogólnikiem: „na styku polityki i biznesu rodzi się korupcja”. Od kiedy pochopnie zniesiono pełny analfabetyzm i ludzie zaczęli masowo pochłaniać słowa drukowane, a półanalfabeci edukować nas przez radio i telewizję, zapanowała dyktatura ogólników. Frazesy rządzą umysłami, slogany tyranizują indywidualną refleksję.
Cokolwiek się myśli o poszczególnych przedsiębiorcach, finansistach, menedżerach i o źródłach ich majątków, trudno nie dostrzec, że razem wzięci stanowią klasę najbardziej sprzyjającą racjonalistycznej kulturze umysłowej. A także realizmowi politycznemu. Jeżeli się wydaje, że jest wśród nich więcej oszustów niż w innych grupach społecznych, to dlatego, że w sferze gospodarczej istnieją ściślejsze kryteria uczciwości niż w polityce czy krytyce literackiej.
Kategoria uczciwości stosuje się również do czynności czysto myślowych, intelektualnych, takich jak rozumowanie, rozróżnianie, postrzeganie, wyrażanie myśli w słowach i podobne. To, co nielogiczne, jest intelektualnie nieuczciwe. Nieuczciwe są bałamutne wywody, w których skojarzenia słowne są mylone – celowo lub z głupoty – z odzwierciedleniem związków przyczynowych. Pod tym względem ludzie biznesu są o niebo uczciwsi niż politycy, dziennikarze czy księża, trzy profesje współtworzące atmosferę umysłową w naszym kraju. Uczciwość intelektualna jest nie mniej ważna niż uczciwość w interesach.
Wolter twierdził, że filozof powinien mieć umysł tak ścisły jak finansista. Znamienne, że finansistę stawiał za wzór intelektualiście, a nie odwrotnie. W naszych czasach intelektualista jest bardzo daleki od wskazanego ideału, przyłącza się do „kontrkultury” i „postmodernizmu” świeckiego i religijnego. Przyzwyczaja siebie i innych do rozmazywania pojęć, co też jest korupcją, i to straszną. Księża, którzy często są bardzo dobrymi finansistami, ukrywają te swoje talenty i w sprawach publicznych wypowiadają się z taką troską o prawdę jak podczas katechezy. Gdybyśmy zapytali o instytucje wychowawcze w Polsce, to odpowiedź będzie taka, że wychowuje rzetelnie dopiero przedsiębiorstwo.
Środowiskiem, w którym kryteria uczciwości intelektualnej są najbardziej rozluźnione, jest tzw. klasa polityczna. Tam każde zdanie, choćby najbardziej bałamutne i oderwane od rzeczywistości ma obieg, jeżeli szkodzi przeciwnikowi partyjnemu lub osobie upatrzonej na kozła ofiarnego. Ta klasa polityczna znajduje się w centrum uwagi mediów i stanowi upowszechniony wzór myślenia. Według ogłoszonego właśnie sondażu, politycy znaleźli się na ostatnim miejscu w hierarchii prestiżu, poniżej gońca. Ten wynik nie odpowiada rzeczywistości. Politycy mają wysoki prestiż, lecz dwuznaczny i ludzie chcieliby, aby oni zostali ukarani pogardą za to, że moralnie i intelektualnie nie znajdują się na poziomie wymaganym od ludzi rządzących państwem. Mimo tego, że góra znalazła się na dole, przykład nadal idzie z góry i sposób myślenia sejmowych śledczych, absurdalnie oskarżycielski, upowszechnia się w społeczeństwie. Będziemy mieli obyczaj trudny do zniesienia i rodzaj opresji, przeciw której nie będziemy wiedzieli, jak się zbuntować.
Politycy w wielu przypadkach nie czują się zobowiązani przekazywać obywatelom treści sformułowane całym zdaniem. Przesyłają nam proste sygnały, jak do psa, który już wie, z czym je kojarzyć. Wystarczy zawołać: Ałganow!, a psiarnia, którą według polityków my jesteśmy, odpowiednio zawyje.

 

Wydanie: 49/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy